Biuletyn Federacji

Polskich Organizacji Medycznych

na Obczyznie

Nr 4/2001 (22)  grudzien 2001

Wydanie internetowe

Do poprzeniego numeru Biuletynu

W dzisiejszym numerze

  • ·        Sprawozdanie Prezesa Federacji Kuby Bodzionego z działalności w 2001 roku
  • ·        Aktualności federacyjne
  • ·        Biblioteka Polska w Paryzu – Twierdza Polskiej Kultury – Piotr Konopka
  • ·        Jubileusz Klubu Sportowego “Bronek” Związku Lekarzy Polskich w Chicago – Bronislaw Orawiec
  • ·        Sytuacja w Mołdawii – Andżela Bogutska
  • ·        Stan wojenny widziany z Paryża – Piotr Konopka
  • ·        Lwowska wesoła fala –J. Zierski

Moi Drodzy,

rok sie kończy i jest to jak zwykle czas podsumowań. Pozwolę sobie więc podsumować z punktu widzenia prezesa Federacji, jego najwazniejsze wydarzenia, przede wszystkim te, które kosztowaly mnie najwięcej pracy.
Czyli niech to będzie sprawozdanie Prezesa z działalności w minionym, 2001 roku. 
A więc zaczęło się krachem internetowym. Każdy powie, co Federację obchodzi kryzys internetowy i jego konsekwencje ?. Otóż konsekwencje zapowiadaly się poważnie. Internet stał się dla nas, emigrantów lekarskich rozsianych po cały świecie głównym środkiem komunikacji. Dzięki temu, że wszyscy mamy e-mail, potrafimy ze sobą rozmawiac na listach dyskusyjnych (lista PolMed i lista Rady Federacji), i w kazdej chwili możemy sięgnąć do informacji o wszystkich związkach zrzeszonych w Federacji, odpadła potrzeba i koszty olbrzymiej korespondecji. Niestety zaburzenia    w finansowaniu wielu firm spowodowały, że zarówno bezpłatny portal internetowy XOOM jak i bezpłatny portal LISTBOT praktycznie z dnia na dzień, na szczęście jednak nie jednocześnie, zawiesiły swoja działalność.
Chcąc nie chcąc musiałem się zabrać za zorganizowanie nowego przytułku dla obu środków komunikacji.  Posiadając domenę polmed.org postanowiłem ją udostępnić dla celów umieszczenia naszych danych internetowych. Znalazłem w miarę godnego zaufania providera, ktory mam nadzieję nie wystawi nas do wiatru w najbliższym czasie i przystąpiłem do najbardziej pracochłonnej części – ustawiania wewnętrznych linkow w ilościi ok 2500 (tak, tak, w miedzyczasie tyle się tego nagromadziło). Jeżeli wyjdziemy z założenia, że napisanie na nowo każdego linku i potem jego sprawdzenie zajmuje ok 5 min (co jest czasem zaniżonym, bo często jakić link z niewyjaśnionych powodów „nie puszcza”) dojdziemy do 208 godzin. Przy możliwości poświęcenia najwyżej ok. 2 godzin dziennie możemy łatwo policzyć ile czasu zajmuje taka „drobnostka”. Do dzisiaj nie udało mi się jeszcze umieścić i zlinkować stron IV Kongresu (dodatkowych 500 linków),  myślę, że społeczność federacyjna mi to wybaczy.
Z obiema listami, to trochę inna historia. Lista dyskusyjna Rady Federacji została założona przez Krisa Murawskiego i początkowo przez kilka lat było na niej pięciu dyskutantów. Dzięki rozpowszechnieniu się systemu e-mailowego, objęła w miedzyczasie wszystkich członków Rady Federacji. Dlatego też jej przeniesienie było rownież sprawą na wczoraj. Tutaj udało się znaleźć bezpłatnego oferenta, Yahoogroups no i po przeniesieniu listy adresowej nie było większych problemów z kontynuacją. Polmed zastartował z pewnym opóźnieniem na Yahoogroups, przyczyną było po pierwsze nawał innych zajęć, a po drugie brak drugiego moderatora. Udało mie się przekonać Arka Siennickiego-Lenza ze Szwecji do podjęcia tej funkcji, no i w tej chwili istnieje znowu możliwość wymiany poglądów dla wszystkich lekarzy polonijnych.
Tyle o problematyce komunikacji. Ale dla mnie jako Prezesa, kontakty z innymi zwiazkami nie mogą się ograniczać tylko to kontaktów drogą poczty elektronicznej.
Rok 2001 cechował się niezwykle dużą ilością kontaktów osobistych. Tygodniowy wyjazd na Białoruś w maju dał mi możliwośc bezpośredniego spotkania z dwoma bardzo aktywnymi Związkami Polonijnymi: PTL w Grodnie i PTL w Baranowiczach (patrz reportaż i fotoreportaż na www.polmed.org), niezależnie od tego spotkałem się z przedstawicielami Polonii w Mińsku, co wywołało szereg perturbacji, o których nie chciałbym pisać w tym miejscu.
Następnie spotkanie odbyło sie w lipcu 2001 we Lwowie, gdzie dzięki aktywności Stowarzyszenia Lekarzy Polskich i współudziale przedstawicieli prawie wszystkich środowisk Polonii medycznej jak i Izb Lekarskich doszło do zorganizowania bardzo ciekawego sympozjum (Patrz artykuł Jana Zierskiego poniżej i artykul Marka Rudnickiego w poprzednim numerze biuletynu).
Dzieki obecności przedstawicieli wielu związków udało się zorganizować nieformalne spotkanie Rady Federacji. Udział wzięli: Jakub Bodziony – Niemcy, Ewa Teslar – Francja, Andrzej Szpakow – Bialorus, Jerzy Kisielewski – Bialorus, Andrzej Pulyk – Ukraina, Marek Rudnicki – USA, Jan Zierski – Niemcy, Zbigniew Siemionowicz – Litwa, Maria Holownia – Bialorus, Maria Syczewska – Bialorus, Bronisława Siwicka – Litwa, Angela Bogucka – Moldawia, Andrzej Klobukowski – Niemcy, Zbigniew Kostecki – Niemcy i Anna Lewandowska – Anglia. Zostały przedyskutowane kwestie redakcyjne związane z biuletynem, problematyka sekretariatu Federacji, organizacji mało aktywnych i w ogóle nie aktywnych, rozwiązania komisji d/s funduszów europejskich i problemow zwiazanych z organizacja funduszu pomocy federacji.
W sumie bardzo pożyteczne spotkanie, myślę że udało się na bieżąco omówić szereg problemów i rozdzielić zadania.

W miejsce samorozwiązanej komisji d/s funduszów UE powstała grupa robocza, składająca się z Barbary Lisowskiej-Grosspierre, Ewy Teslar i niżej podpisanego. Grupa ta przygotowała wstępny wniosek o dofinansowanie szkolenia lekarzy domowych z programu Leonardo da Vinci. Do współpracy zgłosiły się, mimo naszych licznych apeli, tylko dwa związki zachodnie i dwa wschodnie.  Chciałbym na łamach Biuletynu ponowić apel o rozszerzenie tej bazy. Podsumowując, pracowity rok, sądzę też, że efekty, przynajmniej te internetowe, dają się zauważyć.

Życzę wszystkim członkom związków zrzeszonych w Federacji Zdrowych i Wesołych Świąt oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Prezes Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych

Jakub Bodziony

Aktualności federacyjne

Nowi prezesi poszczegolnych towarzystw Federacji to:

  • –          Ted Minegrin w Szwecji
  • –          Piotr Szlosarek w Londynie
  • –          Edwarda Buda-Okreglak w Waszyngotnie PAHA
  • –          Anna Szpindor z PMA w Chicago.
BD21313_

Biblioteka Polska w Paryzu – Twierdza Polskiej Kultury

Piotr KONOPKA

Biblioteka Polska (BP) w Paryzu zgodzila sie na opieke nad archiwami Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych, jak tez ewentualnie archiwami poszczegolnych stowarzyszen wchodzacych w sklad Federacji (o ile beda sobie tego zyczyly).

Jest to wazny moment w historii naszej Federacji, jak tez wszystkich stowarzyszen wchodzacych w jej sklad.

BibliotekaPolskaNasze dokumenty archiwalne sa coraz bogatsze, obszerniejsze i moga stanowic nieoceniony material dla przyszlych pokolen historykow. Istotne jest, aby byly przechowywane w instytucji, ktora w historii Polski zapisala sie „zlotymi literami” jako gwarant niezaleznosci i niepodleglosci narodowej. Aktualnie dokumenty te sa rozproszone prawie po calym swiecie i w przyszlosci bylyby niezwykle trudne do konsultacji.

Dla tych Kolegow, ktorzy nie znaja tej szacownej i szanowanej instytucji jaka jest Biblioteka Polska w Paryzu, kilka slow o jej historii.

BP polozona jest w „sercu” Paryza, na wyspie Sw.Ludwika, na jednej z najpiekniejszych aleii historycznego Paryza , Quai d’Orléans, pomiedzy Katedra Notre Dame i dzielnica lacinska.

Po powstaniu listopadowym w 1830 roku, krwawo rozgromionym przez rosyjskiego okupanta, emigracja polska w Paryzu postanowila zalozyc w 1832 r. Towarzystwo Literackie, ktorego celem bylo zbieranie materialow literackich i historycznych dotyczacych Polski i polskosci, w celu zjednania jak najszerszych kregow spoleczenstwa na zachodzie dla idei niepodleglej Polski. Pierwszym prezesem zostal ksiaze Adam Czartoryski. Powstala rowniez Sekcja Historyczna pod kierunkiem Karola Sienkiewicza. Czlonkami Towarzystwa Literackiego byli miedzy innymi : Fryderyk Chopin, Juliusz Slowacki, Joachim Lelewel, Bohdan Zaleski, liczni malarze (A.Oleszczynski, H.Rodakowski, Norblin, N.Orda) czy tez polscy generalowie (K.Kniaziewicz, J.Dwernicki, H.Dembinski).

Towarzystwo Literackie, w wyniku licznych apeli polskich osobistosci w Paryzu (Adam Mickiewicz, Leon Wodzinski)  postanowilo powolac do zycia Biblioteke Polska. Akt powolania do zycia Biblioteki zostal podpisany w 1838, a otwarcie dla publicznosci nastapilo 24 marca 1839, w wynajetym lokalu przy 10, rue Duphot. Pierwszy zarzad BP liczyl w swoim gronie takie osobistosci jak Ksiaze Adam Czartoryski, Julian Ursyn Niemcewicz, Adam Mickiewicz czy Karol Sienkiewicz.

W 1854 r. Towarzystwo Literackie i Towarzystwo Historyczne polaczyly sie w jedno slawne Polskie Towarzystwo Historyczno – Literackie (PTHL), ktore do dzisiaj zarzadza BP w Paryzu (pierwszym prezesem PTHL zostal Adam Czartoryski a wiceprezesem Adam Mickiewicz).

W 1853 BP przeniosla sie do pieknego XVII-o wiecznego budynku zakupionego z darow zamoznych Polakow (General Zamojski, Zygmunt Krasinski), jak tez ze skromniejszym udzialem finansowym licznej polskiej emigracji. W budynku tym, Biblioteka znajduje sie po dzien dzisiejszy (6, Quai d’Orléans, Paris 4me).

W 1866 r. BP zostala uznana dekretem Napoleona III,  instytucja uzytecznosci publicznej.

Pierwszym dyrektorem BP byl Karol Sienkiewicz; uczony, znawca i kolekcjoner polskich zabytkow, jak tez ksiazek; nadal on Bibliotece kierunek zachowany do dzisiaj.

Nastepnym dyrektorem, ktory zapisal sie w dziejach biblioteki, byl syn Adama Mickiewicza, Wladyslaw, ktory piastowal to stanowisko od 1893 az do swojej smierci w 1926. Wydawca, tlumacz, ksiegarz, dziennikarz i publicysta, pozostawil Bibliotece ogromne zbiory ksiazek, obrazow jak tez listow swojego ojca, ktore stanowia podstawe „bogactw” Muzeum Adama Mickiewicza, i znajduje sie w budynku BP.

Po smierci Wladyslawa Mickiewicza, Franciszek Pulawski kierowal losami tej instytucji przez nastepne 30 lat.

W czasie drugiej wojny swiatowej dyrekcji udalo sie schowac na czas najcenniejsze zbiory, niemniej Biblioteka zostala zdewastowana przez hitlerowcow, a zbiory wywiezione do Niemiec. Po zakonczeniu wojny, czesc zbiorow udalo sie odzyskac w 1947, mimo, ze spora ich czesc zostala bezpowrotnie stracona. Wsrod dyrektorow z czasow powojennych warto zacytowac wielkiego kolekcjonera Kamila Gronkowskiego, ktory zostawil w spadku Bibliotece ogromne zbiory (jedna z sal nosi jego imie), jak tez ksiecia Andrzeja Poniatowskiego, potomka krola Stanislawa Augusta, ktory z ogromnym poswieceniem i pasja kierowal BP do 1977 r.

Aktualnym dyrektorem Biblioteki jest p.Piotr Zaleski, a prezesem Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego p.Leszek Talko, zasluzeni dzialacze i obroncy polskiej kultury. Budynek BP jest aktualnie w trakcie remontu, ktory bedzie trwal prawdopodobnie jeszcze przez rok. Lokale przenaczone na archiwa sa bardzo nowoczesne, zapewniajac stala temperature i wilgotnosc.

W historii BP trzeba podkreslic dwa wazne wydarzenia : 

 W czasie ostatniej wojny hitlerowcy wywiezli wszystkie zbiory do Niemiec a budynek zostal zamieniony w szkole partyjna nazistow.

Dyrektor Pulaski zdazyl ukryc czesc zbiorow tuz przed kapitulacja Francji, ale niestety wieksza ich czesc zostala zagrabiona przez niemieckiego okupanta.

Po wyzwoleniu, dzieki wysilkom kierownictwa BP z pomoca uczonych Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, jak tez bylych uczestnikow francuskiego ruchu oporu internowanych w Niemczech, udalo sie zlokalizowac i odzyskac czesc zbiorow.

Drugim waznym momentem w dziejach BP byl proces miedzy dyrekcja Biblioteki i rzadem komunistycznej Polski rozpoczety w 1951r. Powolujac sie na XIX-wieczna umowe o wspolpracy pomiedzy BP i Akademia Umiejetnosci z Krakowa, polski rzad komunistyczny i Polska Akademia Nauk w Warszawie chcialy zawladnac Biblioteka, wszystkimi jej zbiorami jak tez cennym budynkiem. Od wielu juz lat strona polska nie wypelniala zadnych klauzul przewidzianych w umowie z XIX-ego wieku i roszczenia jej byly zupelnie bezpodstawne.

Proces, ktory wzbudzil duze zainteresowanie we Francji i trwal w roznych instancjach przez 8 lat. Proba zawladniecia Biblioteka przez wladze komunistyczne spowodowala ogromne oburzenie wsrod intelektualistow zachodnich i wywolala fale poparcia dla BP. Sprawa ta weszla nawet na teren polityczny i Parlament Francuski glosowal w 1959 za utrzymaniem niezaleznosci BP; 467 poslow glosowalo za rezolucja i tylko 10 poslow komunistycznych przeciw. Oczywiscie niezalezny sad francuski nie musial kierowac sie ani opinia publiczna ani glosowaniem Parlamentu. Niemniej, 8 lipca 1959 zapadl ostateczny wyrok oddalajacy roszczenia polskich wladz komunistycznych i uznajacy niezaleznosc BP.

Zbiory BP sa niezwykle roznorodne :

– Zbiory ksiazek i dokumentow sa niezwykle bogate i obejmowaly w 1989 ponad 220.000 tytulow. Niektore z tych dziel sa niezwykle cenne jak np trzy pierwsze wydania dziel Kopernika “De revolutionibus orbium coelestium“ (1543, 1566, 1617).

– Prasa i periodyki licza ponad 2000 tytulow. Specjalne zbiory prasy     

“podziemnej“ z lat 1976-1980 i z okresu Solidarnosci jak tez stanu wojennego sa rowniez niezwykle bogato reprezentowane (ponad 150 tytulow dotyczacych prasy i 400 dotyczacych ksiazek).

– Sekcja map, atlasow i planow liczy ponad 7000 egzemplarzy.

– Zbiory archiwow zawieraja niezwykle bogate zbiory polskiej emigracji z XIX- ego i XX-

ego wieku, jak tez archiwa osobiste zalozycieli BP.

Archiwa Federacji i poszczegolnych stowarzyszen beda wchodzily rowniez w sklad tych zbiorow.

– Rekopisy i listy stanowia niebywale bogata kolekcje.

BP posiada miedzy innymi listy krolow polskich, sprawozdania z obrad Selmu, listy Henryka III Walezjusza w momencie, gdy byl krolem Polski, listy Jana Sobieskiego, La Fayette, Chopina. BP posiada rowniez liczne listy polskich pisarzy : Henryka Sienkiewicza, Marii Konopnickiej, Wladyslawa Rejmonta, Stefana Zeromskiego i wielu innych.

– Muzeum Adama Mickiewicza zajmuje 3 sale wypelnione pamiatkami osobistymi poety, jak

tez rekopisami jego dziel, miedzy innymi pierwsza wersja „Pana Tadeusza” jak tez fragmentami „Dziadow”. Znajduja sie tam rowniez liczne portrety i rzezby wieszcza wykonane przez wspolczesnych mu artystow.

– Zbiory artystyczne skladaja sie z obrazow i rzezb polskich artystow emigracyjnych z XIX-

ego i XX-ego wieku (Rodakowski, Wyspianski, Malczewski i inni).

W jednym z malych salonikow mozna znalezc pamiatki osobiste Fryderyka Chopina jak tez jego portrety i ryciny wykonane przez wspolczesnych mu artystow.

Zbiory BP powiekszaja sie z dnia na dzien i podane cyfry maja charakter orientacyjny, gdyz artykul  ten zostal opracowany na podstawie danych opublikowanych przez Madame Rosa, Elisabeth NAJDER, z okazji 150-cio lecia Biblioteki w 1989 r. BP jest dostepna dla publicznosci i co roku okolo 20.000 dokumentow, lub ksiazek jest udostepniane uczonym, historykom, doktorantom, jak tez innym osobom zainteresowanym Polska.

 Od poczatku swojego istnienia BP i Polskie Towarzystwo Historyczno-Literackie byly kierowane przez wspanialych przedstawicieli polskiej emigracji, entuzjastow, ludzi bezinteresownych, ktorych jedyna pasja byla Polska i jej kultura. Atmosfera ta istnieje do dzisiaj, co daje gwarancje, ze nasze archiwa znajda sie w dobrych rekach.

 Jak niezwykle wazne sa archiwa, moglismy sie przekonac kilka lat temu. W 1992 r. jeden z naszych czlonkow, nieodzalowanej pamieci dr Wladyslaw Czerucki, odnalazl w archiwach Biblioteki 3 grube tomy artykolow i sprawozdan dotyczacych dzialalnosci Towarzystwa Paryskiego Lekarzy Polskich powstalego w 1858 r. W pasjonujacym wykladzie i artykule (La Lettre de l’AMOPF N°2/1993) przedstawil nam ogromny wklad pracy i entuzjazm naszych XIX-to wiecznych kolegow w propagowaniu nauki polskiej i pomocy polskim lekarzom w okupowanej Polsce (publikacje ich artykolow na zachodzie, stypendia, organizacja finansowa wyjazdow na zjazdy miedzynarodowe itd). Dzieki temu stowarzyszeniu, mimo ze Polska zniknela z mapy swiata, polska medycyna mogla istniec i byc znana.

Kilka lat pozniej mlody historyk Uniwersytetu Lodzkiego bronil doktoratu na ten temat.

Miejmy nadzieje, ze nasze archiwa pozwola rowniez przyszlym pokoleniom poznac lepiej nasza burzliwa epoke.

USA                                                    Chicago, dnia 29 pazdziernika 2001 r.

Szanowne Kolezanki i Koledzy,

Mam zaszczyt serdecznie podziekowac Wam za udzial w calorocznym Jubileuszu Klubu Sportowego “Bronek” Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago.

Pragne przypomniec, ze jubileusz naszego klubu rozpoczal sie X Polonijnymi Mistrzostwami Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim, które odbyly sie 28 stycznia 2001 r.

w Wilmot Mt., Wisconsin, w których wzial udzial Konsul Generalny, Minister Pelnomocny RP w Chicago dr Ryszard Sarkowicz.

W tym roku odbyly sie równiez V Miedzynarodowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarskie Alpejskim w Ramsau/Dachstein w Alpach Austriackich, m.in. z udzialem Ministra Zdrowia prof. Grzegorza Opali oraz. W okresie letnim zorganizowano X Mistrzostwa Lekarzy

w Tenisie Ziemnym, w których uczestniczyl konsul RP w Chicago Mariusz Brymora.

Ukonorowaniem X-letniej dzialalnosci klubu byl uroczysty Bankiet Klubu, który odbyl sie 13 pazdziernika 2001 r. w Chateau Ritz w Niles. Bankiet byl impreza bardzo udana pod kazdym wzgledem.  Honorowy patronat nad jubileuszem sprawowali Konsul Generalny

i Minister Pelnomocny RP w Chicago dr Ryszard Sarkowicz oraz prezes Oddzialu Stanowego Kongresu Polonii Amerykañskiej Krzysztof Kurczaba. Najlepsi sportowcy naszego klubu zostali wyróznieni plakietkami i dyplomami Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Duzym osiagnieciem klubu jest wydanie ksiazki pt. X lat Klubu sportowego“Bronek”Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago.

W zwiazku z jubileuszem naplynela duza ilosc listów i telegramów gratulacyjnych od najwyzszych instytucji pañstwowych, komitetów i zwiazków sportowych oraz organizacji spolecznych.

Zarzad serdecznie zaprasza wszystkich lekarzy z rodzinami, przyjaciól i sympatyków klubu na kolejne zawody oraz imprezy sportowe. W najblizszym czasie , tj. 20 stycznia 2002 r. odbeda sie XI Polonijne Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim w Wilmot Mt., Wisconsin. Dokladne informacje zostana Pañstwu przeslane w odpowiednim terminie.

Ze sportowym pozdrowieniem,

Bronislaw Orawiec   

BD21322_

PTM w Moldawii

Kryzys ekonomiczny w Moldawii ciagle sie poglebia. Nowy Rzad, tym razem komunistyczny, zaczal od podwyszenia cen na prad, ogrzewanie, wode, chleb…uslugi medyczne. Kazdy nowy prezydent zaczyna swoja dzialalnosc od walki z korupcja i „zorganizowana przestepczoscia” jak romantycznie sie nazywa u nas mafia. Tym czasem ludzi grabia i zabijaja w bialy dzien i w noce, w domu i na ulicach. Tylko w zeszlym tygodniu w Bielcach zabito w swoich domach 4 ludzi. Caly swiat martwi sie tym, ze moldawskie kobiety od okolu 10 lat sprzedawane sa za granica, a Moldawski Parlament tylko pare miesiace temu nareszcie przyjal ustawe na ten temat, kara za sprzedaz ludzi- od 5 do 25 lat wiezienia.

Tymczasem w kazdy czwartek z lotniska pod Bielcami wylatuje samolot do Turcji

i sutener wywozi w tym samolocie 41- 44 kobiet. W gazetach, na kazdej stronie, mozna przeczytac: Firma…zaprasza do pracy dzewczyn bez kompleksow od 16 do 25 lat z paszportem i bez…

W Moldawii dziala okolu 1500 firm turystycznych i wszyscy wiedza, czym te firmy sie zajmuja. Po narkobiznesie, ten biznes przynosi w Moldawii najwiekszy dochod. Oczywiszcie, ze tacy biznesmeni podatkow nie placa i w budzecie jak zawsze nie ma srodkow, i jak zawsze tych srodkow nie starczy na Ochrone Zdrowia.
Przy minimum socialne w 100$ srednia emerytura wynosi okolu 6$, srednia pensja wsrod pracownikow Sluzby Zdrowia- 17 $, wsrod lekarze- 25$.
W tej sytuacji, wszyscy, kto tylko moze pracowac, wyjezdza za granice w poszukiwaniu pracy. W domu zostaja starsze ludzi

i dzieci. Mnostwo dzieci, zamiast chodzic do szkoly czy do przedszkola, zebrze na ulicach.


W tej rzeczywistosci czlonkowie PTM

w Moldawii staraja sie pomoc swoim podopiecznym – emerytom i inwalidom z polskich rodzin. W pazdzierniku obchodzilismy II rocznice Hospicjum, odwiedzilismy naszych podopiecznych, takich lezacych

i na wozkach inwalidzkich mamy juz ponad 40 osob. Rozwiezlismy im ciepla odziez, koce, mydlo, ktore otrzymalismy od naszych przyjaciol z Polski.
Wynajelismy pomieszczenie dla przychodni i chcemy tam zorganizowac Centrum Pomocy Spoleczno-Medycznej. Mamy tu gabinety medyczne, sale dla spotkan, biuro Stowarzyszenia i pomieszczenie dla personelu naszego Hospicjum domowego. Dzieki staraniom naszych przyjaciol z Polskiej Misji Medycznej i St. Lekarze nadziei mamy troche sprzetu i lekow. Oprocz pomocy medycznej, zamierzamy pomagac najbiedniejszym naszym podopiecznym zywieniem, odzieza i srodkami higienicznymi. Napisalismy projekt tego Centrum i rozeslalismy do potencjalnych sponsorow. Juz otrzymalismy pomoc finansowa od St. Wspolnota Polska w Krakowie, kilkakrotnie otrzymywalismy leki z Kanady od p. dra Adama Poradzisza i ks. Ignacego Czadera

z Bielska-Bialej, czekamy na odpowiedz od innych. W tej sytuacji beznadzieji i biedy staramy sie nie pozwolic sobie na depresje, czujemy sie odpowiedzialni za naszych bezradnych podopiecznych i dzieki pomocy tych wspanialych ludzi, z nadzieja
patrzymy w przyszlosc.

A.Bogucka
prezes PTM w Moldawii.

20 LAT TEMU

STAN WOJENNY WIDZIANY Z PARYZA

Piotr KONOPKA’

W niedziele 13 grudnia 1981 telefon obudzil mnie o 8-ej rano. Znajomy architekt, Andrzej R., w sposob chaotyczny usilowal mi opowiedziec co sie stalo w ciagu ostatniej nocy w Polsce. W ten sposob dowiedzialem sie o stanie wojennym. Zaczynam z kolei dzwonic do wszystkich znajomych. Niektorzy juz wiedza, niektorzy jeszcze nie. Poruszenie wsrod Polonii paryskiej jest ogromne. Po raz pierwszy w zyciu, spontanicznie, jade natychmiast w jakims transie pod polska Ambasade, ktora znajduje sie w malej uliczce (rueTalleyrand) przy placu Inwalidow. Ulica jest juz zabarykadowana z dwoch stron przez policje. Ogromny tlum, kilku tysiecy osob, rosnacy w oczach, gromadzi, sie na Placu Inwalidow. Niektore grupy, glownie francuskie, bardziej zorganizowane, maja reczne megafony przez ktore wrzeszcza slogany antysowieckie i poparcia dla Polski. Wiekszosc ludzi na tym placu to jednak tacy jak ja, tysiace Polakow z Francji, ktorzy pchani jakas wewnetrzna potrzeba znalezli sie pod Ambasada, aby zamanifestowac swoja Polskosc i odraze dla okupanta. Atmosfera jest niezwykle goraczkowa, wszyscy dyskutuja ze wszystkimi. Morze polskich flag. Az sie dziwie skad w Paryzu w ciagu kilku godzin znalazlo sie tyle polskich sztandarow. Okolo  15-ej formuje sie spontaniczna manifestacja, ktora przez rue de Babylone i Boulevard Saint Germain udaje sie pod Parlament francuski. Niose moja 6-cio letnia corke na ramionach i razem krzyczymy, tak jak cala ulica Brejniev assasin (Brezniew morderca) i Vive la Pologne libre (niech zyje wolna Polska). Cala paryska ulica jest z nami, pelno ludzi w oknach i na balkonach, znowu polskie sztandary i wszedzie Vive la Pologne. Doprawdy, przyjazn i sympatia polsko- francuska nie jest mitem.

Problemy praktyczne zaczynamy rozwiazywac juz nazajutrz. Wszystkie polaczenia telefoniczne z Polska sa zerwane, granice zamkniete. Do Paryza zjezdza sie co raz wiecej Polakow, ktorzy nie wiedza co dalej robic. Czy wracac, jak wracac ? Francja jest dobrze zorganizowana jezeli chodzi o pomoc w naglych sytuacjach. Jest co jesc, dzieki staraniom licznych stowarzyszen i Kosciola Polskiego w Paryzu, Merostwo Paryza odblokowalo natychmiast 3 miliony frankow na bezposrednia pomoc finansowa (1000F na rodzine + 500 na dziecko). Tak ze Polacy, zjezdzaja do Paryza nie tylko z prowincji, ale rowniez z innych krajow : Belgii, Wloch, Austrii itd.

Wedlug niesprawdzonych wiadomosci w ciagu kilku dni znalazlo sie w Paryzu okolo 30 tysiecy Polakow bez dachu nad glowa. Czesc z nich mieszka wsrod Polonii francuskiej, czesc spi w polskim Kosciele ; sytuacja szybko zaczyna byc niepokojaca, zwlaszcza pod wzgledem zdrowotnym.

Juz 15-ego grudnia skontaktowalem sie z moim dobrym przyjacielem z czasow rezydentury w szpitalu (w 1970-72), dzisiaj znanym profesorem urologii, prof. Bernard Debré, synem bylego premiera i wielokrotnego ministra, Michel’a Debré. Potrzebny jest lokal na poradnie dla uchodzcow polskich ? Nie martw sie, dzwonie do mera Paryza (Jacques Chirac), napewno Wam cos znajdzie, odpowiada Bernard. Na drugi dzien, sekretarz osobisty mera zawiadomil mnie, ze mamy do dyspozycji ogromna poradnie przy rue Bobillot w 13-ej dzielnicy  Paryza, 3 gabinety lekarskie, duza czysta poczekalnia, 4 osoby personelu. Nie mozna wymarzyc czegos lepszego.

PoradniaW dodatku przyjety jestem przez personel jak zbawca. Poradnia ta nalezaca do Biura Opieki Spolecznej przy merostwie, miala byc zamknieta z braku « biednych » ( ! ! !). Mieli po 3- 4 pacjentow dziennie i decyzja o likwidacji Poradni juz zapadla.

Na drugi dzien, za porada Bernarda, zadzwonilem do Agence France Presse z prosba o nadanie komunikatu, ze poradnia poszukuje francuskich lekarzy polsko-jezycznych (podalem swoj numer telefonu). Sympatia dla Polski byla w tym okresie tak ogromna, ze komunikat byl nadawany wielokrotnie we wszystkich dziennikach telewizyjnych, w prasie i w radiu. Odpowiedzi mialem mase, moj telefon sie urywal. W ciagu kilku dni powstala ekipa okolo 30 osob, ze wszystkich specjalnosci. Korzystalem rowniez z innych ofert, osob nie bedacych lekarzami i tak powstala ekipa hostes i sekretarek polsko-jezycznych, pod energicznym kierownictwem p.Julity Zaleskiej. Dzieki naszym apelom zorganizowalismy szybko siec ekip « satelitarnych » niezbednych do normalnego funkcjonownia poradni : Profesor Darbois z najwiekszego Paryskiego szpitala Pitié Salpétrière przyjmowal do porodu nasze pacjentki, moj przyjaciel Dr Patrick Vincent operowal polskich pacjentow w protestanckiej  klinice « La Montagne » w Courbevoie (przedmiescie Paryza), Dr Jean Juras robil zdjecia radiologiczne, laboratorium analiz dr Gabriela Spiry i Szpitala Universyteckiego wykonywaly wszytkie analizy laboratoryjne. Oczywiscie wszytkie te uslugi jak tez Poradnia Polska byly calkowicie bezplatne. Z lekami nie wiedzielismy co robic (gdzie je przechowywac) tak ogromne ilosci dostarczyly nam firmy farmaceutyczne w odpowiedzi na nasze listy.

Pare dni pozniej udalo nam sie zorganizowac polska poradnie dentystyczna w ramach istniejacej juz duzej poradni istniejacej na rue Chemin Vert w 11-ym Paryzu, gdzie Dr Zarzycka i Adlewki nie narzekali na brak pracy. Poradnia Polska otworzyla sie 4 stycznia 1982, czyli niecale 3 tygodnie po ogloszeniu stanu wojennego. Liczba pacjentow byla natychmiast ogromna, w niektore dni do 50-ciu osob dziennie. Lekarze ogolni, ktorzy przyjmowali codziennie, mieli oczywiscie najwiecej pracy. Specjalisci przyjmowali przewaznie raz w tygodniu, a niektorzy przyjmowali pacjentow od poczatku w swoich gabinetach ze wzgledu na wyposazenie techniczne (np. okulista Dr Sowinska). Kilka tygodni pozniej nasza grupa lekarska i pomocnicza ukonstytuowala sie w stowarzyszenie : Centre Médical Polonais (Polskie Centrum Medyczne), ktorego zostalem pierwszym prezesem, co dawalo nam statut prawny w kontaktach z wladzami francuskimi i prawo do posiadania niezaleznego konta w banku. Poradnia ta byla niezwykle potrzebna; w ciagu pierszych 8 miesiecy przyjelismy prawie 3000 pacjentow. Poradnia stala sie rowniez miejscem spotkan polskich uchodzcow w Paryzu. Czysta poczekalnia, kwiatki na stolach, dobre ciasteczka i herbata sprzyjaly przyjemnej atmosferze. Byla w tym ogromna zasluga naszej ekipy pomocniczej (hostesy i sekretarki), ktore poswiecaly mase czasu i wkladaly duzo serca w swoja prace. Francuski personel poradni z oslupieniem ogladal litry wypijanej herbaty, ktora Francuzi pija tylko w momencie ciezkiej grypy. Po pierwszym roku, ogromnej aktywnosci, liczba pacjentow zaczela sie zmniejszac ; niektorzy wracali do Polski, niektorzy wyjechali z Paryza. Poza tym Polacy sa narodem dumnym; ci z naszych rodakow, ktorzy zostali we Francji i zaczeli pracowac nie chcieli juz korzystac z bezplatnych wizyt, zaczeli przychodzic do naszych prywatnych gabinetow i byli szczesliwi, ze moga zaplacic za porady lekarskie, tak jak kazdy inny pacjent. W 1983 roku w Poradni przyjmowalo juz tylko 2 razy w tygodniu 2 lekarzy ogolnych, a na poczatku 1984 r. poradnia przestala istniec ; nie bylo juz potrzeby.

Jakie wnioski z tego smutnego dla kraju okresu. Przede wszystkich podziw i wdziecznosc dla naszych kolegow lekarzy, a zwlaszcza lekarzy ogolnych, ktorzy wlozyli najwiecej wysilku. Niektorzy z nich urodzeni juz we Francji nie wachali sie ani chwili, aby poswiecic czasem dzien lub dwa dni w tygodniu na bezplatna prace w Poradni . Wielu z nich jest dzisiaj, lub bylo, aktywnymi czlonkami AMOPF-u (Dr Dziulko, Juras, Sowinska, Teslar, Zarzycka, nizej podpisany, czy tez niezyjacy juz Dr Kantor).

Poza tym wdziecznosc dla spoleczenstwa francuskiego, ktore na kazdym kroku wykazywalo nam sympatie i chec pomocy ; zarowno wladze, jak i firmy lub instytucje prywatne pomagaly nam szybko i spontanicznie. Nie bylo w tej pomocy zadnej kalkulacji politycznej. Polska cieszy sie ogromna sympatia we Francji. Szkoda, ze nasz kraj tak niewiele z tego korzysta.

 PS

Jako zalacznik do artykulu o stanie wojennym, zalaczam afisz, ktory byl w tym czasie rozklejany w calym Paryzu i na przedmiesciach. Afisz ten zostal wykonany, oczywiscie bezplatnie przez znanego w Polsce (w latach 60-ych) rysownika Kazia Mozolewskiego i wydrukowany w nakladzie kilku tysiecy egzemlarzy, rowniez bezplatnie, przez drukarnie braci Le Corre, bardzo zwiazanych z Polska (obaj bracia Bretonczycy, poslubili dwie siostry Polski).
 

Piotr Konopka

BD21332_

Lwowska wesola Fala

Uwagi  z boku 

Ta joj wszyscy !

W Biuletynie  Federacji  wysocy oficjele zlozyli  solenne i powazne sprawozdania z bardzo udanego pobytu doktorow z Polski i ze swiata we Lwowie w lecie 2001.   Sympozjum i spotkanie odbylo sie  z okazji 10-cio lecia istnienia Polskiego Towarzystwa Lekarskiego we Lwowie. Ja sobie, jednakowoz, pozwole na calkiem prywate sprawozdanie z podrozy Berlin- Lwow – Berlin.

Na poczatku prawdziwa historyjka :

Zaczelo sie wszystko bardzo dawno. Pewnego pieknego poranka 22 czerwca 1941 roku dom  we Lwowie przy ulicy Sykstuskiej, w ktorym moi rodzice i ja, jako jeszcze robiacy w pieluchy, mieszkalismy, zostal zbombardowany. Musielismy sie przeniesc i mieszkalismy na ulicy Jakuba Strzemii. Pewnego pieknego dnia w czerwcu 1998 roku robilem wizyte na oddziale i przedstawiono mi pacjenta pana Heinza K. Stal wyprostowany obok lozka, odpowiadal na pytania dotyczace jego problemow ( mial do czynienia z kregoslupem szyjnym ) bardzo precyzyjne:

  • –        Jawohl – Herr Professor 
  • –        Ich habe volles Vertrauen – Herr Professor

powiada na sugestie operacji  szyjnego dysku – i to z przyjemnym usmiechem. Ustalilismy termin operacji i wyszlismy z pokoju. Moj wspolpracownik wyjasnil mi na korytarzu –   To byly pilot Luftwaffe, dobrze sie trzyma, pierwszy raz latal w 1941 na poczatku wojny niemiecko- rosyjskiej, ale go stracili  i ciagle nie moze tego przebolec. Latal na  Stukasach. Pomyslalem sobie – calkiem niewykluczone, ze wlasnie on w czerwcu 1941 …..i opowiedzialem historie o zbombardowaniu domu we Lwowie moim asystentom. Operacja przeszla pomyslnie, nazwiska jego nie pamietam, przychodzil na kontrole – moi asystenci tez juz jego nazwiska nie pamietaja, ale zostalo – „…ah .. przyszedl ten, co dom szefa zbombardowal Niech mu bedzie – nie mam do niego pretensji – duzo sobie nie powojowal.

Odkladam dzisiaj  w tym felietonie swiadomie  na bok to co we wspomnieniach o Lwowie jest smutne lub tragiczne, co dotknelo ze strony jednego lub obu okupantow zarowno moja rodzine jak i rodziny innych. 

Historia z tym Heinzem zmobilizowala mnie jednak do zastanowienia sie: A moze by tam pojechac i skorzystac z nadarzajacej sie okazji ?

Dla urodzonego we Lwowie podroz do tego miasta byla oczywiscie w duzej czesci podroza sentymentalna, jak zawsze gdy jest to pierwszy raz. Ten sentymentalny stosunek do miasta zatraca sie przy powtarzanych wizytach. To, ze Lwow jest piekny to jedno z najbanalniejszych zdan na swiecie. Rownie banalnym jest to, ze wszedzie natrafia sie na slady polskosci, na historie Polski na kazdym prawie kamieniu. Ogladajac zapuszczone wnetrza Galerii Malarstwa naprzeciwko Ossolineum, samo Ossolineum, zamkniete koscioly, zapuszczone podworka, zapuszczone domy, tanie budy i handlarki na Batorego – nieodparcie nasuwa sie mysl – a jakby to bylo gdyby .?…..jaka perla mogloby byc cale lwowskie srodmiescie, gdyby  historia potoczyla sie inaczej. W miare mozliwosci  lokalne wladze ukrainskie, inwestorzy itp powoli staraja sie odnowic stare, piekne kamienice. Mielismy obawy, czy uda sie uratowac Krakow. Takie same obawy trzeba miec w stosunku do Lwowa.  Bardzo dobrze moge zrozumiec Niemca urodzonego w Szczecinie, Zielonej Gorze, Wroclawiu  gdy wraca aby zobaczyc  dom, w ktorym sie urodzil, o ile oczywiscie jakis Heinz go nie wysadzil w roku 1945 , Iwan nie zbombardowal albo Stasiu w rok pozniej wszystkie cegly rozkradl.

Wyrazenie tych uczuc i mowienie o emocjonalnym stosunku do miasta, czy to byloby Wilno czy tez Lwow,  wymaga taktu, dyplomacji, respektu i zrozumienia dla osob te miejcca w tej chwili zamieszkujacych i tam pracujacych. Jednemu Panu, reprezentujacemu  na Sympozjum „bardzo wazna“ Izbe Lekarska sie to nie udalo. Nie widze powodu aby nie  krytykowac publicznie wystapienia  prezesa Warszawskiej Izby Lekarskiej, w ktorym  to wystapieniu   mowil, ze Lwow to jest Polska, tak samo jak Polska jest Wilno ( biorac pod uwage historie naszego kraju mozna bylo to zlozyc na karb podniecenia mowcy albo niezrecznego wyrazania sie ) Ale co tam ! – bylo jeszcze lepiej lepiej: po Lwowie i Wilnie  przyszlo jeszcze  polskie Kowno!  Nie wiem czy zyja jeszcze tacy co pamietaja czasy hasla: Wodzu prowadz na Kowno! Bezdenny kretynizm i niegrzecznosc wypowiedzi tego Pana nie maja sobie rownych. Lepper w kitlu lekarskim!!!    

Mam  nadzieje, ze Warszawska Izba Lekarska zabroni przynajmniej temu Panu wystepowac na forach zagranicznych. Niech sobie mowi na konferencjach krajowych. Nie wyobrazam sobie, zeby np. niemieckich lekarzy mogl w Polsce reprezentowac ktos, kto  przy oficjalnych okazjach wyraza sie, ze Wroclaw jest niemiecki, a potem dodaje do tego jeszcze ze Poznan i  Lodz tez . Nie nalezy mylic czasu terazniejszego z przeszlym – powinno sie otwarcie mowic, ze Wroclaw byl  niemiecki, ze Lwow byl polski  ale zawsze taktownie,  bez intencji prowokacji  i nie urazajac obecnych mieszkancow tych miast.

W kazdym razie moze dla tego Pana Prezesa spotkanie bylo udane, ale dla wszystkich sluchaczy ten Pan byl nieudany.

Ale poza tym bylo to bardzo udane spotkanie. Jeden Stachu z Ameryki tez dal dobre numery. Chodzi o to, ze spacery po Lwowie ludzi wygladajacych na turystow zwiazane sa z uporczywym nagabywaniem  zebrzacych dzieci. Przyjemne to nie jest ale znane z innych czesci  swiata. A Stachu,  kazdego z obdartusow chcial uczyc po polsku. Mowil wiec do nich – „powiedz cos po polsku, a dostaniesz dolara.“ . A poniewaz obdartusy zawsze umialy cos powiedziec po polsku wiec tych parenascie albo i wiecej dolarow w ciagu dnia na ten cel wydawal, przyczyniajac sie w ten sposob do popularyzacji jezyka polskiego i ekonomicznego wzrostu Ukrainy. A obdartusy lataly po ulicy wolajac:  „Wuju Stachu, Wuju Stachu daj jeszcze ….„

Stare obdartusy, pamietajace jeszcze dawne czasy spiewali na dodatek „ Jak to na Florydzie ladnie, kiedy dolar z nieba spadnie .., ale kogo mieli na mysli – nie wiem.

Stachu i obdartusy uwazali spotkanie za bardzo udane.

Jeden od nas, czyli z tzw. Zachodu to sie zaraz po przyjezdzie zakochal w pieknej lwowiance. Oczywiscie na zadnych dyskusjach czy wykladach go nie bylo, na sniadanie sie regularnie spoznial a wieczorami przepadal.

Leczy sie teraz z powodu tzw. depresji rozlakowej  i ma podkrazone oczy.

Ten jeden z nas i ta Pani tez uwazali spotkanie za bardzo udane .

Stare ulice, stare domy, co krok  – tu mieszkal ten, a tam mieszkal ow – padaja nazwiska zasluzonych i slawnych Polakow. Polecam znakomity w czerwcu 2001 wydany przewodnik po Lwowie ( Wydawnictwo Centrum Europy –Lwow i Via Nova, Wroclaw) zawierajacy mnostwo szczegolow z przeszlosci slynnych Lwowian, miedzy innnymi informacje, ze w  domu Teatru Skarbka mieszkala rodzina pp. Kielanowskich –  znakomity lekarz,  pulmonolog, po wojnie rektor Akademii Medycznej w Lublinie i w Bialymstoku, filozof medycyny, autor podrecznikow i publikacji o propedeutyce medycyny i etyce, zalozyciel telefonu zaufania w Polsce – zmarly w roku  1992 Prof. Dr .Tadeusz Kielanowski. Nie wspomina sie o bracie Tadeusza  – Leopoldzie – znanym rezyserze teatralnym – po wojnie w Teatrze Polskim w Londynie. To nazwisko powinno sie pojawic w tym przewodniku, jesli bedzie jeszcze raz wydany. Albo, ze dom przy ulicy Lindego 1 ( teraz Liszta) nalezal do Prof. Adama Grucy.

Po tej samej stronie ulicy Lindego pod Nr 5 byla Poliklinika Powszechna z  Poradnia Przeciwgruzlicza, ktora prowadzil Dr Leslaw Wegrzynowski – lekarz, zolnierz, spolecznik – znany i mlodszym kolegom, ktorzy studiowali po wojnie we Wroclawiu. Zyczylbym sobie, aby o Wegrzynowskim, o ktorym mowilem na Sympozjum w krotkim doniesieniu, tez wspomniano w przewodniku .

W kazdym razie moje spotkanie z tym swiezo wydanym przewodnikiemj bylo bardzo udane. Raz kupilem go we Lwowie a trzy razy mi go pozniej podarowano bo powiedzialem, ze  wlasnie tam bylem.

Czas leci. W pamieci, w maszynopisach, w artykulach duzo jest jeszcze  czesto rozproszonych albo fragmentarycznych wiadomosci o lwowskich lekarzach. A moze by tak, dopoki jeszcze nam wszystkim sil starczy zajac sie calosciowym wydaniem historii medycyny lwowskiej z biografiami  tych ktorzy dam dzialali.?

Czas leci. Tych co z autopsji dobrze pamietaja Lwow coraz mniej chodzi po tym najlepszym ze swiatow. Troche wiecej jest takich jak ja, ktorzy mgliste maja wspomnienia bo wtedy ledwie nos spoza pieluszki wystawiali. Dopoki wiec kurz historii nie przykryje i ludzi i ksiazki  dla tych, ktorzy chcieliby powachac niezapomnianej atmosfery tego miasta  polecic mozna to co pisza o Lwowie np. Jerzy Janicki czy Janusz Wasylkowski. W wydanej w 1989 roku przez PWM znakomitej antologii Jerzego Hubery i Zofii Kurzowej: „Lwowskie piosenki uliczne, kabaretowe i okolicznosciowe do 1939 roku .“  pomieszczona jest na koncu lista informatorow. Zawiera ona 38 nazwisk-  z tej liczby 12 otoczonych jest czarna obwodka – informatorzy zmarli  przed wydaniem ksiazki. Ile czarnych obwodek byloby dzisiaj przy wznowieniu wydania? Patrze na te ksiazeczke wydana w serii “ Muzyka polska w dokumentach i interpretacjach” i prawie oczom nie wierze: papier okropny ale wydanie w 50.000 egzeplarzy! To byly czasy! Dzisiaj wydawca nie nie drukowalby wiecej jak 5.000.

I ta cena! W dobrych starych PRL-owskich zlotych – tylko 1450! A przeliczciez sobie to na dzisiejsze!

Z tejze wiec ksiazeczki pozwalam sobie sentymentalnie zacytowac piosenke z audycji „Na Wesolej Lwowskiej Fali“ z lat trzydziestych i przypomniec ja tym wszystkim, ktorzy w lecie  2001 byli na Sympozjum  w Lwowie.

          Wszendzi jest dobrzy, wy Lwowi nalepi

          tam hulasz fajnu, fasun masz jak szpic

          Lwow ci si klajstrym du serca przylepi

          i zy swych piersi da za frajir pic

          Tam jest murowu, klawu, wyginiastu,

          Wysoki Zamyk klania ci si w pas.

          Smieju si ludzi, smieji caly miastu

          i kuzdyn ma ruzwysylonu twarz

          Chociaz Ujczyzna nasza cala klawa,

          Warszawa, Wilnu, Katuwicy, Lodz

          Chocby ci nawet zabrala Warszawa

          to Lwow du ciebi wola: Wroc !

Tam bylo „ wyginiastu“ – jesli  nie-lwowiacy wiedza co to znaczy. Wyginiastu – od wyginac sie czyli bawic sie, tanczyc .

 Jesli chodzi o inne rzeczy to :

        …..A panny to ma

             sludziutki ten grod

             jak sok , czykulada i  mniod

             Wienc gdybym si kiedys

             urodzic mial znow

             tylku wy Lwowi !

Czego wszystkim wierzacym w reinkarnacje zyczy –

Berlinczyk

Wszystkim Czytelnikom Biuletynu Redakcja składa z okazji Swiat Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego 2002 roku najserdeczniejsze życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności.

http://www.polmed.org/biuletyn/_santslgh.gif

Redakcja Biuletynu:

A. Klobukowski (Redaktor),

J. Bodziony, F. Forycki,  J. Kasina,  E. Teslar (Komitet Redakcyjny)

Adres redakcji Biuletynu:

A.Klobukowski@t-online.de

Andrzej Klobukowski

Karl-Marx-Strasse 139d, 15831 Grossziethen

Bundesrepublik Deutschland