Biuletyn Federacji

Polonijnych organizacji medycznych

Nr 2/2002 (24) Czerwiec 2002

Wydanie internetowe

Do poprzeniego numeru Biuletynu

W dzisiejszym numerze

V Swiatowy Kongres Polonii Medycznej – artykuł wstępny prezesa Federacji – Jakuba Bodzionnego

Wstępny program Kongresu

Pożegnanie Przyjaciela – Z. F. Forycki

Michał – A. Wohlrap

Z cyklu widziane z boku – Ratujmy się przed zalewem – J. Zierski

Z serii poznajmy sie – Dr. Edwarda Buda-Okreglak

Wiadomosci z Waszyngtonu – E. Buda-Okreglak

Kongres Polonii we Francji – E. Teslar

PTM w Moldawii – Aktualnosci A. Bogucka

Związek Lekarzy Polskich w Chicago: Komunikat 12 (czerwiec 2002)

X- lecie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Baranowiczach –

M. Syczewska

XI Polonijne Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim

Klub Sportowy “Bronek” Związku Lekarzy Polskich w Chicago -harmonogram imprez – B. Orawiec

VI Międzynarodowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim Dimaro/Włochy – B. Orawiec O Mirku Klose, Slazakach i o „naszych synkach” B. Miłek

V Swiatowy Kongres Polonii Medycznej

Michał Godel bardzo się ucieszył, iż V Kon-gresu Polonii Medycznej planowany jest w Katowicach. Tutaj skończył studia i roz-począł swoją karierę lekarską. Cieszyliśmy się wspólnie na spotkanie i „nocne rodaków rozmowy” Niestety los chciał inaczej (patrz poniżej). Michał brał aktywny udział w dys-kusji nad kształtowaniem wstępnego pro-gramu, jest tam cząstka jego pracy.

Cześć jego pamięci.

Tematyka kongresu została ustalona po dłu-gich dyskusjach i konsultacjach w środo-wisku Polonii Medycznej. W szczegolności zaproponowano, żeby Kongres miał bardziej charakter szkoleniowo – towarzyski niż na-ukowy, co w sumie odpowiada też profilowi poprzednich Kongresów. W kwietniowym głosowaniu wstępny Program Kongresu i wstępny skład Komitetu Programowego zos-tał jednoglośnie zatwierdzony przez Radę Federacji.

W miedzyczasie zostały też dopracowane strony Federacji poświęcone Kongresowi.. Z rocznym wyprzedzeniem, a więc znacznie wcześniej niż przy organizacji poprzednich kongresów, jest gotowy formularz zgło-szeniowy  i informacja o możliwościach zakwaterowania

W obrębie tematów Kongresu możliwa jest prezentacja zarówno prac oryginalnych jak i przeglądowych. Streszczenia prosimy przesyłać w nieprzekraczalnym terminie do 31.01.2003. Komitet programowy zastrzega sobie możliwość zakwalifikowania zgło-szenia do przedstawienia w formie posteru. Streszczenia wystąpień będą dostępne od 31.03.2000 na stronach internetowych Fe-deracji, przewiduje się internetową publi-kację wystąpień.

Po raz pierwszy podczas Światowego Kon-gresu Polonii Medycznej planowane jest zor-ganizowanie wystawy twórczości artystycznej lekarzy polonijnych i mieszkających w kraju. Mamy nadzieje, że pomysł spotka się z Pań-stwa życzliwym i aktywnym przyjęciem. Każ-da forma artystycznego wyrazu, którą chcieli-byście Państwo zaprezentować – obraz, foto-grafia, rzeźba, a nawet bawełniana koszulka z popularnym, ale własnoręcznym napisem ty-pu ” I love NY more than ever” znajdzie swo-je miejsce na planowej wystawie, bo „świat jest pełen ukrytych energii które zuchwale nazywam po imieniu”…

Będzie również możliwość sprzedaży lub ofiarowania swoich prac z przeznaczeniem na dowolny cel. Mamy nadzieje, ze Kongres sta-nie się „dobrym miejscem” do ich prezentacji.

Zapraszamy serdecznie!

Dla zainteresowanych w formularzu zgłosze-niowym jest zamieszczony punkt p.t. Wysta-wa. Zgłoszenie udziału w Wystawie jest moż-liwe tylko do dnia 1.05.2003.

Umieszczajac Program Kongresu w niejszym wydaniu Biuletynu, prosimy o szerokie jego rozpropagowanie.

Prezes Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych

Jakub Bodziony

2 3

Pożegnanie Przyjaciela
Z.F.Forycki

Michał Godel był naszym przyjacielem, lekarzem

i chirurgiem. Chirurgiem wydawałoby się, że od

urodzenia. O tym świadczyło wszystko: temperament, sposób bycia, chęć niesienia pomocy nawet jeśli nie do-tyczyła spraw medycyny czy chirurgii. Cała postać im-pulsywna, otwarta, w kwestiach zasadniczych bezkom-promisowa, zdecydowana. Jednocześnie ciepło jakie w sobie miał sprawiało, że ludzie lgnęli do Niego i szukali Jego obecności.

Był chirurgiem, ale jak opowiedział mi w jednej z roz-mów, w okresie młodzieńczego jeszcze uniesienia

i zachwytu medycyną, przez moment chciał zostać psychiatrą. Został chirurgiem, rękodzieło wygrało

i dobrze, bo mógł robić to co przez całe swoje dorosłe życie robił; ratował, uzdrawiał poprzez swoje chirurgiczne rzemiosło wielu ludzi, chorych, także spośród nas. Ponadto jednak Michałowi bardzo wiele zostało z tej chęci bycia uzdrowicielem dusz. Był nim na codzień, zjednywał sobie ludzi z największą łatwością, uspokajał swoją naturalną wenętrzną radością, którą rozdawał, w tym względzie był bardzo rozrzutny. Ta relacja względem bliźniego działała także w odwrotnym kierunku. Michał lgnął do ludzi bo byli Mu też potrzebni, ludzie byli dla Niego najnaturalniejszym środowiskiem. Potrzeba bycia z innymi była duża i mam wrażenie, że zwłaszcza w ostatnim czasie przybierała na sile. Czuł, że czas ucieka i nie ma chwili do stracenia. Prowadząc rozmowy na różne tematy, pow-tarzaliśmy sobie od czasu do czasu, że jako bądź co bądź mężczyźni w sile wieku powinniś-my trochę zwolnić i nieco odpocząć. Komentarz Michała brzmiał wówczas: zrobimy to póź-niej albo potem. Miał tu na myśli ten czas, który dla niego teraz właśnie nastąpił.

Ludzie byli Jego środowiskiem naturalnym i potrzebnym jak woda i powietrze. Jak gorzkie

i nieskończenie smutne jest to, że właśnie w tym momencie kiedy potrzbował pomocy, kiedy nas potrzebował, nie było przy Nim nikogo. Był w służbie innym przez całe swoje lekarskie życie i ta służba się teraz skończyła. Michale, Twoja służba się tutaj skończyła. Twój dyżur na tej ziemi zakończył się ostatecznie. Nikt Ciebie już nie zbudzi o 4-tej nad ranem po to abyś wstał, jechał i operował, ratował innych. Ten czas dla Ciebie się skończył, będzie nam Ciebie brakowało. Nasz dyżur jeszcze trwa, dłużej lub krócej i na koniec powiem Ci już tylko jedno tak jak zwykliśmy sobie nie raz mówić; – do następnego spotkania, do spotkania…… po dyżurze.

Michał Godel urodził się 5.3.1942 w Warszawie. W Bytomiu uczęszcza do szkoły podstawowej, gimnazjum, zdaje maturę. Medycyne studiuje w latach 1962-69 na Wydziale Lekarskim Slaskiej Akademii Medycznej. Karierę zawodową rozpoczyna w Klinice Chirurgii Onkologicznej Instytutu Onkologii w Gliwicach, tam zdobywa specjalizację I i II stopnia i broni pracy doktorskiej, wiele publikuje, kieruje pracami programu rządowego dotyczącymi problematyki raka sutka. W 1981 jest stypendystą w Instytucie Marii Curie w Paryżu oraz dokształca się w Paryskiej Akademii Chirurgii, tam też zastaje go stan wojenny. Nie wraca do kraju, pracuje przez rok w szpitalu w Landshut/Niemcy, a na stałe osiedla się w Berlinie. Tu w 1983r. zostaje zatrudniony jako Oberarzt w Rittberg-Kranken-haus, a od roku 1987 jest pierwszym Oberarztem i zastepcą ordynatora w Elisabeth und Diakonissen Krankenhaus. W 1993 roku jest współzałożycielem Niemiecko-Polskiego Towarzystwa Medycznego w Berlinie, którego w latach 1997-99 zostaje przewodniczącym oraz współzałożycielem Berlinskiego Biuletynu Towarzystwa DPMG.

Umiera nagle 27 maja 2002. Cześć jego pamięci. 5 6

Michał
Alina Wohlrapp

Jego najbliżsi przyjaciele nie mają siły, nie znajdują słów, aby ponazywać wszystko, co stracili z odejściem Michała. Słowo „śmierć” nie ma tutaj zastosowania. Nie pasuje.

Michał ODSZEDŁ.

Michał jest w podróży. Michał był stale w podróży. Wędrował po Polsce w poszukiwaniu swojego miejsca: do studiów, do pracy, do życia…

Studiował na Sląsku, pracował tam przez 12 lat, doktoryzował się. Zawędrował do Paryża. Potem do Niemiec, gdzie na koniec osiadł w Berlinie.

Wędrował oczywiście dalej: po rzekach Francji, po stepach Kirgizji, po polskich Kresach…

Barwna, otwarta osobowość Michała nie mieściła się w podpunktach: zawód, praca, mieszkanie, hobby. Michał był wszędzie i wszystko było w Michale.

Jeśli zawód, to ten najbardziej służebny i odpowiedzialny. Jeśli praca, to według najwyższych kryteriów i zawsze do dyspozycji. Jeśli mieszkanie, to pełne fantazji, starych mebli i nowych obrazów, i pełne ludzi, którzy mogli tam przyjść. A nade wszystko pełne Basi, równie jak On barwnej i fascynującej, tak niesprawiedliwie szybko – samej.

Michał, w tym swoim wielkim czarnym kapeluszem, z tymi swoimi końmi, z tą barką, z pomysłami na życie „ kiedyś, potem”, z brydżami, z tymi swoimi dowcipami i z tą głęboką powagą na granicy smutku – był zwyczajnie i po prostu artystą.

Miałam stale wrażenie, że On wie coś, czego my nie wiemy. Ze jest trochę jeszcze gdzie indziej. A On był w Podróży. Po drodze.

I tak w podróży, „po drodze”, bez przygotowania, bez najważniejszych rzeczy, jadąc tam, gdzie na niego czekają, w drodze ze Szczecina do Berlina, do Domu – umarł.

Jakby wysiadł na chwilę. Przesiadł się. Zaraz tu będzie.

Nie będzie.

Po mszy Michałowej, 8 czerwca, gdzie przyszło tylu ludzi znanych i nie znanych, staliśmy jeszcze długo razem. Zdumiewająco wiele osób uświadomiło sobie, że nosi na sobie ślady Michała – blizny po Jego operacjach.

„Została mi na zawsze ta blizna” – powiedziała pewna pani.

Tak.

Została blizna w nas wszystkich, na zawsze.

Widziane z boku
Jan Zierski

Ratujmy się przed zalewem.

Jesteśmy zalani. Nie w tym znaczeniu, w jakim piękny polski język określa stan błogiego nie-bytu. Jesteśmy zalani informacjami. Na poczatku naszego wieku stało się oczywistym, że po-siadanie informacji i szybkość dotarcia do niej stanowi o postępie i korzyściach zawodowych, gospodarczych jednych nad drugimi. Ten kto ma lepsze, dokładniejsze, prawdziwsze infor-macje ten wygrywa ze swoim konkurentem, uzyskuje przewagę, zdobywa władze. Tak się uważa, trochę mniej uwagi zwracając na to jaką umiejetnosc posiada się aby te informacje wykorzystac i co to własciwie w końcu daje.

W medycynie dostęp do internetu, banków danych, publikacji, itd. spowodował rewolucję in-formacyjną. Wedlug zasady nasz klient – nasz pan musimy przedstawić naszym pacjentom

w zrozumialy sposób, co im dolega, jaka stawiamy diagnozę i dlaczego, jakie jest patofizjolo-giczne wyjaśnienie strzykania w boku i jaki receptor wiaże się z substancją odpowiedzialną za to strzykanie w boku. Jakie jest rokowanie i jakie jest najlepsze leczenie, gdyż jesli relatywne ryzyko powiklań po jednym leku bedzie wyzsze od innego o 0.1 %, jak statystycz-nie udowodnionorandomizowanych studiach na 200.000 pa-cjentow, to oczywiście nie można pacjentowi tego leku zapisać.

W razie wystąpienia powikłań będzie nas chciał zaskar-życ. Zaskarżyć o niewiedzę aktualnego postępu medycyny, nieznajomość zaleceń Towarzystw Naukowych, nie stoso-wanie kierowania jakoscia, nie stosowanie sie do zaleceń „evidence based medicine“!. Jako wąsko wyspecjalizowany ogólnomedyczny idiota, mam przynajmniej te przewagę, ż ilość zaleceń w jednej specjalności i ilość algorytmów do zapamietania jest jeszcze narazie w jakiś sposob możliwa do opanowania. Ale co ma począć lekarz ogólny, który musi wiedziec jlgorytmy ma zastosować, a to przy nadciś-nieniu, cukrzycy, ( to jeszcze w porząku), a to przy wyprysku na twarzy, żylaczkach, a to przyraku wszystkich możliwych organów, zapaleniu spojóki, a to w leczeniu rzeżączki ? Dokształcać się trzeba – dokształcamy się jednakże często w bierny sposób zjadając papkę przeżutą przez wykladowców dobrze zapłaconych przez firmy farmaceutyczne. Pomimo tego całego dokształcania ciągle łapiemy się na tym, że mamy luki w wiedzy. I to całkiem porząd-ne jak również całkiem zawstydzająe, nawet takie do których sami nie chcemy sie przyznać. W zasadzie przeciez -„ ne ma problema „! Siadasz do komputera naciskasz odpowiednie gu-ziki, stawiasz odpowiednio sformułowane pytanie, uścislasz sposób szukania, zawężasz temat i w ciągu sekund masz odpowiedź. Na bieżąco możesz się informować przez x portali z róż-nymi doniesieniami. Proste- nie? Wcale nie takie proste!

Na to trzeba mieć po prostu czas! Do tych rozważan sklonił mnie artykuł Ely i wsp. umiesz-czony w British Meedical Journal z 23 marca b.r. Vol 324, 2002 ( oczywiście odczytany prze-ze mnie via internet – jako, ze BMJ jest pismem, które daje pełny dostęp do wszystkich arty-kułów. W wiekszości i narazie trzeba za mozliwość dostepu do pełnego tekstu albo zaabono-wać pismo albo płacić. Podpisałem kiedyś jakiś apel, żeby nie trzeba bylo płacić, gdyż wolny dostęp do nauki dla wszystkich oznacza zbawienie ludzkosci, ale coś nic o tym nie slychać i wydawnictwa ani się kwapią. Autorzy w bardzo naukowy sposób zidentyfikowalli 59 róż-nych przeszkód w uzyskaniu takich informacji – Najważniejsze to – duża strata czasu

(średnio specjalista potrzebował 95 min. ( zakres 13- 639 min.) na ostateczne znalezienie

i ocenę odpowiedzi.), trudności związane z modyfikacją stawianego pytania, trudności zwią-zane z wyborem optymalnej strategii poszukiwania, trudności związane z niemożnoscia oce- w akie a

7 8

ny, kiedy należy skończyc poszukiwania i w końcu trudności związane z syntezą różnych „kawałków“ dowodów w jakieś użyteczne, medyczne stwierdzenie. Czyli bye–bye z sytuacją kiedy na pytanie pacjenta – kiedy wyzdrowieje ? można było powiedzieć: „Sekundkę, zaraz Panu odpowiem, tylko umyję ręce” , wyskoczyć do drugiego pokoju nacisnać parę guzikow

i wracając po paru minutach powiedziec: „Proszę Pana: ma Pan szanse, że Pan wyzdrowieje w ciagu 5 dniu w 80 %, w ciągu 7 dni – w 15 % , w ciągu dwóch tygodni w 5 %.“ W dalszym ciągu trzeba będzie odpowiadać: Co się Pan będzie martwił- samo przejdzie -wcześniej czy później. Ja to Panu mówię” A potem się okazuje, że pacjent po dwóch tygodniach znowu przychodzi po zwolnienie chociaż zdrowy. I jak w takiej sytuacji wygląda ta cała evidence based medicine? A następny pacjent, hipochondryk, już czeka w poczekalni. Cały tydzień sie-dział przed komputerem i wynalazł wszystkie możliwe informacje na temat swoich dolegli-wosści. A teraz boli go głowa i chce wiedziec, dlaczego go ta głowa boli. Czy szukac odpo-wiedzi via internet ?

Jesteśmy, jako lekarze z natury ciekawi – inaczej nie bylibyśmy lekarzami tylko etatowymi pracownikami slużby zdrowia zatrudnionymi w Kasach Chorych. Poza tym – wypada być mądrzejszym od kolegi, chociaż wydaje nam się, że musimy być mądrzejsi dla dobra naszych pacjentów. Jakby nie bylo – szukamy informacji i jesteśmy tymi informacjami zalewani, gubi-my się w ich selekcji, puchniemy od ich nadmiaru, drętwiejemy z przerażenia, że czegoś nie wiemy, czegoś co już na ekranach wszystkich PC i laptopów nasi koledzy już znaleźli i zaraz zastosują Zaczynamy śledzić literaturę naszego zawodu, działu, tematu, którym się intere-sujemy tak, jak sią śledzi notowania na giełdzie – co się zmieniło w ciągu ostatnich 15 min.? Wiedza i informacja medyczna rosną w ekspotencjalny sposób, a okres w którym zasób infor-macji się podwaja, staje się coraz krótszy. Informacja rozwinęła się kolosalnie od momentu wynalezienia pierwszego telegrafu, nie mowiąc już od momentu przekazywania wiadomosci dymem albo biciem w bębny. Tylko, psiakrew, nasz mózg nie rozwinal się w tym okresie w sposób ekspotencjalny, a prawdopodobnie nie rozwinąl się wcale. To, że wiemy teraz o wiele lepiej jak dziala nasza krótka i dawna pamieć, nie oznacza, że tej pamieci jest wiecej i że chłoniemy więcej.

Kiedyś trzeba było pójsc do biblioteki, przespacerować się, spokojnie zamówić pismo, spo-kojnie przeczytać artykul, niespokojnie poflirtować z bibliotekarką, przynieść bombonierke, aby nam schowała do czytania nasze pismo, a innym dała dopiero po tym, jak my juł sobie przeczytamy. Można było kolegę albo szefa zaskoczyć: „To Pan jeszcze nie zna pracy XYZ ? Wlaśnie opublikowali w West Samoa Journal od Medicine“. Tak to było za moich czasów! Teraz, nie ruszamy się z miejsca – albo w pracy albo w domu.

A jak to bylo za jeszcze dawniejszych czasów, kiedy wiedza medyczna zawarta byla w kilku-nastu czasopismach? Opowiadał mi mój ojciec, jak to było przed wojna ( dla tych co maja mleko pod nosem – ta druga, a nie jaruzelska ) we Lwowie. Różne grupy zawodowe mialy swoje ulubione kawiarnie i każdy wiedział, ze matematycy chodzą bodajże do Szkockiej,

a prawnicy gdzie indziej. W Szkockiej spotykali się też doktorzy i moj ojciec jako młody le-karz zachodził tam po drodze z poradni do swojej praktyki na kawe. Kawę podawano oczy-wiście ze szklanka wody, a kelner się pytal: „Co dzisiaj dla pana doktora – Przegląd Lekarski, Schweizerische Medizinische Wochenschrift, Deutsche Medizinische Wochenschrift, Lancet, British Medical Journal, La Presse Medicale? Tak to bylo – kawiarnia abonowala dla swoich gości odpowiednie pisma. Na ogól czytano prase niemiecką i francuską , gdyż znajomoć języ-ka angielskiego wśrod naszych nauczycieli medycyny, czyli pokolenia przedwojennego, była raczej rzadka. Spotykało się przy kawie kolegów, rozmawiało o pacjentach, odbywało kon-sultacje. Ach, łza się w oku kreci – gdzie te czasy. Dzisiaj leży w kawiarni abonowany Play-boy, Bunte, no czasami Newsweek albo Time. I tych kawiarni też nie ma – mamy zatrzęsienie barów kawowych, gdzie na stojąco czyta się codzienną gazetę. pijąc kawę na chybcika. W pracy częsciej zaglądamy do JAMA, albo NEJM, które zyskały na randze w porównaniu z ogólnolekarskimi pismami europejskimi, ale ja wyznaję moje przywiązanie do British

Medical Journal, który daje się dobrze czytać i który ma swoje „fillers“ jak np. ten z tegoż marcowego numeru, podany przez emerytowanego lekarza z USA

i dotyczacych różnych stanowisk wobec podeszłego wieku Oto wypowiedzi dwóch sławnych osób :

Camille Saint –Saens ( kompozytor francuski ( 1835-1921) –

„ Płody sa zebrane. W wieku 85 lat ma się prawo, a być może i obowiązek zamilknąć”

Joan Miro ( malarz hiszpanski , 1893-1983 ) w roku 1978 :

„Jestem Joan Miro…, ale pracuje każdego dnia i chce umrzeć wołając – mierde „

Bardziej mi odpowiada postawa Miro. Nie dajmy sie jednakże zalać potokami informacji, chociaż już w zasadzie teraz możemy powiedzieć –mierde. Berlińczyk

Dr. Edwarda Buda-Okreglak

Znalazłam się w Ameryce jako 11-o letnie dziecko w kółku rodzinnym w Buffalo.
W szkole średniej na muzycznej scenie „pokazali się” Beatles, no i ja z kolezanka też naśladowałyśmy ich jak mogłyśmy. Ona miała większy talent muzycz-ny, lepszą gitarę i lepszy głos i zaczęła występować zawodowo. Ja zdecydowalam się pójść na medycynę. Po ukończeniu studiów, wylądowałam w Waszyng-tonie. Byłam pewna że to będzie tylko na jeden rok. Tymczasem ten rok obrócił się w wiele innych i w korzenie.

Wyższe studia medyczne (w Johns Hopkins and w NIH) pozostawily mi nie za dużo wolnego czasu, gdyż w krótce odkryłam małą Waszyngtońska Po-lonię i zaangażowalam się w jej zycie spoleczne. Znowu zaczęłam mieć szanse rozmowy po polsk

(i własne doświadczenie jak szybko język może gi-nąc). To że nigdy nie zapomniałam swojego rodzin-nego języka, zawdzięczam rodzicom & mężowi. Za-częłam jako prezes rady parafialnej polskiego koś-cioła, potem innych polonijnych & amerykańskich organizacji, aż wreszcie zostałam prezesem PAHA.

Po kilku latach pracy akademickiej, otworzyłam wlasny gabinet, który prowadziłam przez kil-kanaście lat. Praca dawała mi niezmierną satysfakcję. Coraz więcej zaczęłam uczyć i kształcić studentów medycyny i młodszych lekarzy i zostałam szefem oddziału Hematologii-Onkologii w jednym szpitalu. Wygladało, że nadszedł czas na zmianę. Zdecydowałam się opuścić pry-watną praktykę i powrócić znowu do zajeć akademickich. Mam do czynienia czasem z pac-jentami poważnie chorymi, ale ciagle się czegoś od nich uczę. Tak jak jeden z moich pacjen-tów mi raz powiedział, najważniejsze w życiu jest to żeby kochać i być kochanym. Edwarda Buda-Okreglak 9 u

Wiadomosci z Waszyngtonu.

Zbieramy się co miesiąc na posiedzeniach Polish American Health Association (PAHA),

którym zawsze towarzyszą małe poczęstunki. Wiekszość naszych zebrań odbywa się w bu-dynku Konsulatu Polskiego w Waszyngtonie ( jesteśmy bardzo wdzieczni Pani Konsul Tere-sie Janiszewskiej za jej serdeczność i goscinność). W kwietniu, naszym gościem na obiedzie był Dr Andrzej Horban, z Warszawy, który wyglosił referat na temat „AIDS – the Polish Perpective”. W maju, Dr. Małgorzata Walicka przedstawiła temat „Hipoterapia: Fundacja Po-mocy Dzieciom Niepełnosprawnym”. (Zbieramy pienieżne datki na cel wsparcia fundacji Hi-poterapii.) PAHA przesłała kontrybucję $3,000.00 (US-dolarow) na konto Towarzystwa Przy-jaciół Dzieci Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Wojewódzkiego w Olsztynie, na cel doży-wiania dzieci. Towarzys-two Przyjacioł Dzieci pro-wadzi dzialalność charyta-tywną, między innymi, opiekę nad dziećmi z ro-dzin ubogich oraz zagrożo-nych.

Po przerwie wakacyjnej odbędą się nastepne, regu-larne zebrania – we wrześ-niu, październiku i listopa-dzie 2002.

Członkowie PAHA brali dzielny udział i przy-czynili się do wielkiego sukcesu dorocznego zebra-nia Polskiego Instytutu Na-ukowego w Ameryce (Po-lish Institute of Arts and Sciences of America, PIASA), którego sesje odbyły

się 7-8 czerwca 2002, na

uniwersytecie Georgetown,

w Waszyngtonie. Referaty

naukowe i medyczne wygłosili: Dr Chris Michejda („Apoptosis by Novel Anti-Cancer Agents”), Dr Maria Michejda („Problems in Reproductive Cloning”), Dr Edwarda Buda-Okreglak (“Health Problems in Poland vs USA: Opportunities for Risk Reduction”), Dr Anne Lewicki („Marie Sklodowska Curie in America, 1921”)

Dr Lucas Kulczycki i Dr Robert Kubiczek tez brali udział. Mieliśmy także szansę zapoznać naukowców i lekarzy z Texas’u, Nowego Jork’u i Indiana.

Przesyłamy serdeczne kondolencje Dr Kris Murawskiemu, z powodu niespodziewanego zgonu, w czerwcu, jego malżonki pani Sylvi Murawskiej, którą żegnamy z wielkim żalem.

Edwarda M. Buda-Okreglak, MD, FACP Prezes, PAHA

Kongres Polonii we Francji.

W pierwszych dniach lipca: 5,6 i 7 lipca odbędzie się na północy Francji

w miescie Lens, Kongres Polonii we Francji. W USA i Niemczech istnieją duże, i tak jak nam się z zewnątrz wydaje, dobrze zorganizowane Kongresy tzn. zrzeszenia stowarzyszeń polonijnych. We Francji jest wiele różnych stow. rozproszonych po całym kraju, nazwa Kongres wprawdzie od dawna istnieje, ale dotyczy raczej stowarzyszeń stworzonych przez Emigrację z poczatku XX wieku , na północy Francji.

A jak wiadomo we Francji bylo wiele fal emigracyjnych z Polski, jeszcze dawniej w XIX , XX wieku i wciąż te fale trwaja…

Kongres istniejacy aktualnie , nie reprezentuje rzeczywistości, czasami bardzo prężnych stowarzyszeń np.w Paryżu, ale też w Bordeaux, na poludniu Francji ,w Reims.

Naturalnie nasz kolega Andrzej Burzynski, który reprezentuje APSOP- stow. lekarzy z Lille, może wypowiedziec sie bardziej konkretnie o życiu Polonji na północy Francji.

Ale reszta polskich czy raczej polonijnych stowarzyszeń we Francji, bedac bardziej obecna , chce brać bardziej aktywny udział przy dyskusjach dotyczących zycia Polonji we Francji

i byc bardziej uznana. Mamy zamiar zdac relacje z bardzo waznego dla nas spotkania, w nastepnym Biuletynie

i moze predzej na liscie POLMED.

Ewa Teslar

PTM w Mołdawii – Aktualności.

Szerzy się współpraca PTM w Mołdawii ze związkami Federacji. W marcu 2002r., dzięki staraniom vice-prezesa Federacji pana profesora M. Rudnickiego otrzymaliśmy, od kolegów

z dalekiego Chicago, w darze nową drukarkę i inne rzeczy, które się przydały dla naszych podopiecznych z Hospicjum. W dostarczaniu tych darów do Mołdawii uczestniczyli cały szereg wybitnych osobistosci: Alcja Chwals Jozef Mazurek Grzegorz Opala Tomasz Berdzik. Pragnę na łamach Biuletynu serdecznie wszystkim podziękowac, a szczególnie panu profesorowi Rudnickiemu i wyrażam nadziej na dalszą współpracę.

A. Bogucka, prezes

Pobyt w Berlinie. W kwietniu na zaproszenie p. profesora Jana Zierskiego pojechałam do Berlina. Niestety, nie było to spotkanie polonijne, jechałam do kliniki neurochirurgicznej na badania i możliwą ope-racjąe kręgosłupa. Nieoczekiwane szybko otrzymałam wizę, (dzieki pomocy naszego konsula P. J. Doliva) byłam w tak panicznym stanie, nawet nie zdążylam sie umówić na spotkanie z kolegami ze zwiazku Berlinskiego. W Berline czulam sie świetnie! Spędziłam dzień w klinice Neukoelln, byłam dokładnie zba-dana, Pan Profesor uspokoił mnie, że nie jest aż tak tragicznie, jak mnie wystraszyli w Kiszy-niowie i obiecał, przyjechać do Mołdawii i zoperować mnie na miejscu, jeżeli bedzie to po-

trzebne. Jeszcze jedna forma współpracy polonijnej na przyszlość! Parą tygodni przede mna, do Berlina przyjechał pan profesor Zapuchlych z Centrum Neurochirurgii z Kiszyniowa

i otrzymał w darze od p. profesora Zierskiego zestaw do trepanacji, dla swoiej kliniki. Jeden dzień, przy pomocy panstwa Oberleitner, poświeciłam zwiedzaniu Berlina. Pani Gra-żyna, z którą zaprzyjazniłam się na spotkaniu w Wilnie w 1998r. i jej mąż p. Eckart pokazali mi, według listy, wszystkie zabytki, nawet kawał muru Berlinskiego, a na zakonczenie we-szlam na Panoramą. Czułam się bardzo dobrze u panstwa Oberleitner, ich troje wspaniałych dzieci, dobrze mowią po polsku, nawet tłumaczyli, kiedy rozmawiałam z p. Eckartem. Jestem bardzo wdzięczna Panu Profesorowi Zierskiemu, jego miłej zonie pani Zosi, która się mną opiekowała i panstwu Oberletner, serdecznie dziekuję im za pomoc i goscinność, mam nadzieję, że nastepne spotkanie odbędzie się w Mołdawii.

A. Bogucka, prezes.

Polish-American Medical Society – Związek Lekarzy Polskich w Chicago

Komunikat 12, (czerwiec 2002)

Działalność i osiągnięcia naszego członka dr B. Orawca

27 kwietnia 2002 r. odbyły się w Domu Podhalan w Chicago XV Jubileu-szowe Posiady doktora Orawca oraz pro-mocja książek: Góralskie posiady doktora Orawca oraz X lat Klubu Sportowego “Bronek” Związku Lekarzy Polskich z udziałem współautorów oraz wielu dosto-jnych gości, m.in. Ministra Pełnomocnego RP Franciszka Adamczyka.

Dr Bronisław Orawiec był jednym z laure-atów wystawy “Polacy w Chicago”.

W dniach 5-7 kwietnia 2002 odbyły się IV Swiatowe Mistrzostwa Polonii w Narciar-stwie Alpejskim w Keystone, Co., w któ-rych Bronisław Orawiec zdobył I miejsce w swojej grupie wiekowej. 14 kwietnia 2002 r. dr Bronisław Orawiec został wy-brany do Zarządu Klubu “Tatry” na stano-wisko lekarza Klubu. Bronisław Orawiec wywalczył I miejsce w grupie Masters, Chicago Metropolitan Ski Council, za sezon 2001-2002 . W maju 2002 r. dr Bronisław Ora-wiec otrzymał od Zarządu Głównego Związku Podhalan w Ameryce statuetkę ze skrzypcami i dedykacją: Za rozławianie dobrego imienia “Polskich Górali”. Dr Bronisław Orawiec otrzymał tytuł Businessmen of the year 2001 przez The Physicians’ Advisory Board and The Na-tional Republican Congressional Committee.

X lecie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Baranowiczach

W dniach 11-12 maja Polskie Towa-rzystwo Lekarskie w Baranowiczach obchodziło swoje 10-lecie. Tą uroczys-tość swoim przybyciem zaszczycili: Konsul RP w Brześciu Andrzej Ku-charczyk, Polskie Towarzystwo Lekar-skie na czele z Prezesem Prof. Jerzy Woj-Wojciechowskim, Naczelna Izba Lekarska na czele z Kierownikiem Ośrodka Współpracy z Polonią Me-dyczną Dr. Bożeną Pietrzykowską,

12

Delegacja Lódzkiej Okręgowej Izby Lekarskiej, Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, Regionalnego Oddzialu PTL w Skierniewicach, Przewodniczący Rady Programowej TV Polonia z grupą telewizyjną Wit Majewski, Polskie Stowarzyszenie na Litwie reprezentowała Dr.Bronislawa Siwicka. Delegacja PTL na Grodzienszczyznie na czele z Prezesem Kazimierzem Jodkowskim, PTL w Mińsku na czele z Prezesem Aleksandrem Astapowym.

Impreza odbywała się w budynku Domu Polskiego w Baranowiczach. Po czesci oficjalnej od-byłl się piękny koncert dzieci ze Szkoły Społecznej Polskiej ( która mieści się w Domu Pol-skim i do której uczeszczają nasze dzieci i grupy dorosłych) – a był to Polonez w wykonaniu Pierwiosnka, i występ Szalonych, i śpiew chóru dziecięcego „Dlaczego”. Zlożyl swoje ży-czenia i wystąpił chór dorosłych Domu Polskiego – Kraj Rodzinny. Była i miła niespodzian-ka- na naszą uroczystosc przybył znany w miescie bialoruski narodowy zespól Fest. A póź-niej była zabawa ze śpiewaniem piosenek, z tańcami do późnej nocy.

Na drugi dzień, najpierw wybraliśmy się z Pania Dyrektor Szkoly Polskiej na wycieczke do Nieswieża, Mira, Nowogródka, a potym mieliśmy piknik nad samym brzegiem Switezi.

Cieszymy się że możemy spotykać się nie tylko w Polsce na różnych imprezach, ale i mo-żemy już coś organizować tu u siebie i przyjmowac tak wysokich gości, naszych przyjaciół.

Swoimi wrazeniami podzielili się:

Jerzy Woj-Wojciechowski „Bardzo dziekuję w imieniu Polskiego Towarzystwa Lekar-skiego. Jest tu ze mną dr. Krystyna Podgórska i dr.Marian Baraniecki. Jesteśmy oczarowani waszą, naprawde staropolską gościnnoscią. Tu chciałem wyrazić podziękowanie, bo to my czerpaliśmy przyklad z Was. Przed laty, to tu powstawały, zawiazywały się pierwsze Towa-rzystwa Lekarskie. Otóż pierwsze powstało prawie 200 lat temu w 1805 roku w Wilnie, a później w Słonimie, Mohylewie. I to my czerpaliśmy od was inicjatywę, jeżeli chodzi o pol-ską medycynę. Nasze kontakty były zerwane przez historię i nie z waszej winy i nie z naszej. Dopiero pierwsze silniejsze więzi mogliśmy nawiązać na I kongresie Polonii Medycznej. Cieszymy sie że te kontakty są coraz żywsze i silniejsze.”

Zbigniew Przetakiewicz – profesor chirurgii AM w Warszawie „Już nie pierwszy raz przyje-chałem do Baranowicz, znam sie z kolegami tu już prawie od 15 lat i wciąz podziwiam ich osiągniecia i pracę. To X-lecie jest dużym osiągnieciem w tak trudnych warunkach, w jakich oni pracuja. Dla nas jest przyjemnością, że możemy tutaj przyjeżdzac, że możemy im pomóc, i to że możemy być razem i przekazywac sobie wiadomości zawodowe i jednocześnie umacniać naszą przyjaźn. Jest to dla nas wielka rzecz.”

Bozena Pietrzykowska „Przyjechalam tu, żeby zgodnie z ideą Naczelnej Rady Lekarskiej

i Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczna integrowac środowiska polonijne zarówno jak

z Macierzą, czyli z nami lekarzami w Polsce, jak i zarówno z lekarzami polskimi, wszedzie rozsianymi po całym świecie. Spędziliśmy tu uroczy czas. Wspaniale zoorganizowany. Zobaczyliśmy wspaniale zoorganizowaną Polonię w Baranowiczach, świetną szkołę, świetne dzieci. I naprawdę większość z nas miała łzy w oczach.”

PTL w Baranowiczach składa serdeczne podziękowania wszystkim Koleżankom i Kolegom, przyjaznym Instytucjom i Stowarzyszeniom, którzy podzielili radość naszego Swieta i wzięli udział w obchodach małej, ale tak wielkiej i ważnej dla nas uroczystości, dziękujemy ogrom-nie za pomoc i wsparcie nas.

Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami razem i pomagali nam w ciagu tego 10-lecia, ale nie mogli przyjechać – a szczególnie, prof. Marcinowi Krotkiewskiemu, prof.Zdzisławowi Dziubkowi, prof.Zbigniewowi Chlapu, Stowarzyszeniu AMOPF, Kongresowi Polonii Kanadyjskiej (Ontario), Polskiemu Towarzystwu Kardiologicznemu i Redaktorowi Naczelnemu Kardiologii Polskiej Prof.Leszkowi Ceremurzynskiemu. Dziękujemy serdecznie Angeli Boguckiej i Józkowi Słowikowi za pamieć i miłe życzenia z powodu naszej uroczystości. W imieniu PTL w Baranowiczach

Maria Syczewska.

Wilmot Mt., Wisconsin

XI Polonijne Mistrzostwa Lekarzy

w Narciarstwie Alpejskim

KS “Bronek”

W niedzielę, 20 stycznia 2002 r. odbyły się XI Polonijne Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim. Organizatorem tej imprezy był dr Bronisław Orawiec. Honorowy patronat nad zawodami sprawował Konsulat RP w Chicago z Konsulem Generalnym Ministrem Pełnomocnym Franciszkiem Adamczykiem na czele.

Mistrzostwa odbyły się w Wilmot, Wisconsin. Wspaniała słoneczna

pogoda, bardzo dobre warunki śniegowe, świetnie przygotowana trasa oraz zmrożony nośny śnieg – doskonale sprzyjały zawodom.

W Mistrzostwach wzięła udział liczna grupa lekarzy, ich rodzin, dzieci, kibiców i sympatyków sportów zimowych.

W grupie pań I miejsce wy-walczyła Katarzyna Kusz, II lokatę zajęła Halina Anioł,a III – Beata Danek.

W grupie starszej – panów triumfował Bronisław Orawiec. II miejsce zajął Marek Rudnicki, a na III pozycji uplasował się Bohdan Kroczek.

W grupie młodszej – panów I miejsce wywalczył Andrzej Gacek. II lokatę zdobył Zbigniew Anioł, a III miejsce zajął Janusz Kusz.

W uroczystym zakończeniu zawodów wzięli udział honorowi goście: Konsul RP w Chi-cago, Mariusz Brymora, dyrektor Departamentu Handlowo-Ekonomicznego konsul Mariusz Jakubowski dyrektor LOT Tomasz Romaniuk oraz prezes Polsko-Amerykańskiej Izby Gospodarczej Stanisław Skoczeń.

Z koleżeńskim i sportowym pozdrowieniem

dr Bronisław Orawiec

Dimaro – Val di Sole, Włochy

VI MIEDZYNARODOWE MISTRZOSTWA LEKARZY W NARCIARSTWIE ALPEJSKIM

KS “Bronek

W dniu 7 marca 2002 r. odbyły się VI Międzynarodowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim. Organizatorem za-wodów był wiceprezes Związku Lekarzy Polskich w Chicago dr Bronisław Orawiec, natomiast zimowisko przygotował Przewo-dniczący Kongresu Polonii Niemieckiej, Prezes Polskiego Towarzystwa Medycznego w Niemczech dr Zbigniew Kostecki.

Mistrzostwa przeprowadzono na sto-kach Folgarida – Dimaro w Alpach włos-kich, w pięknej scenerii i przy świetnych warunkach. Stok narciarski oraz bramki do slalomu giganta zostały przygotowane przez włoską szkołę narciarską Scuola Italiana SCI Folgarida – Dimaro. Odbyły się dwa przejazdy, z których suma wyników była li-czona do końcowej punktacji.

Patronat nad zawodami sprawował Związek Lekarzy Polskich (ZLP) w Chica-go, Federacja Polskich Organizacji Medycz-nych oraz Kongres Polonii Niemieckiej.

W zimowisku wzięło udział 83 osoby, a startowało 48 zawodników z nas-tępujących państw: Polski, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Anglii, Holandii i Szwaj-carii.

Wśród pań zwyciężyła Anna Poloń-ska przed Krystyną Pierzchałą. Natomiast wśród panów triumfował Bronisław Ora-wiec. Konkurencja drużynowa przedstawia się następująco: I miejsce – Polska, II miej-sce – Stany Zjednoczone, III miejsce – Pol-ska, Mariusz Lipka oraz Stanisław Woś.

W zimowisku oraz Mistrzostwach u-czestniczyli m.in.: były Minister Zdrowia RP, prof. Grzegorz Opala , były wieloletni rektor Sląskiej Akademii Medycznej (SlAM) w Katowicach, prof. Władysław Pierzchała, krajowy konsultant d/s kardiochirurgii prof. Stanisław Woś, sekretarz Federacji Polskich Organizacji Medycznych, dr Józef Mazurek oraz stały korespondent polskiej telewizji (TVP) w Brukseli red. Marek Orzechowski.

Bronisław Orawiec

O Mirku Klose, Slązakach i o „naszych synkach”

Rozmawiałem dzisiaj z moim pacjentem – panem E. P., kiedyś piłkarzem Uranii Ruda Sląska, Szombierek Bytom i Odry Opole, który grał w jednej drużynie z Klose seniorem (ojcem Mirka)

i z którym z racji niedalekiej odleglości zamiesz-kania do dziś pozostaje w dobrym kontakcie. „Rozszerzona rada rodziny Klose” (jak to w ślą-skich rodzinach bywa) rozważala wspólnie przed jakimś 1,5 rokiem – gdy Klose zacząl grać w Kaiserslautern – co dalej z jego karierą, w jakiej reprezentacji winien grać. Pytali tego i owego kuzyna, szwagra, kolegę. Nie da się ukryć, że tre-ner FCK naciskał na młodego Klosego, by ten myślal o grze w reprezentacji Niemiec. „Rozszerzona rada rodziny” jednak skłaniała się do tego, by odczekać, by nie wiązać się jedno-znacznie, bo to „za wcześnie”. I wtedy pojawił się wywiad prasowy z wiceprezesem PZPN Zbigniewem Bonkiem, w którym to wywiadzie Boniek miał powiedzieć, że takich piłkarzy jak Klose jest w Polsce na pęczki. Jak tak, to tak: rodzina Klose zdecydowała wspólnie: Mirek będzie grał dla Niemiec.

Wracając do wspomnianego pana E.P. – byliśmy wspólnie przed trzema laty na organizowanym przez Radę Polonii Kraju Saary wyjeździe auto-busowym na mecz piłkarski Luksemburg – Pol-ska. W autobusie tym była grupa jednoznacznie samookreślonych Polakow (malowanie twarzy na bialo-czerwono, strój itp.) oraz grupa polskich Slązaków – bez polskich symboli narodowych, ale jadących oczywiście dopingować reprezen-tację Polski. Doszło nawet do małej utarczki słownej między kilkoma podchmielonymi „bialo-czerwonymi kibicami”, a Slązakami („a kto Wy jesteście ?”), ale wszystko udało się szybko zała-godzić. Na stadionie pan E.P. i jego śląscy kole-dzy dopingowali, m.in. wspólnie ze spotkanym na trybunie przewodniczącym Komisji Łączności z Polonią Sejmu – Ryszardem Czarneckim, grupą polskich modelek, kapelą góralska z Wisły – pol-ska reprezentację. Doszlo też do bardzo serdecz-nego przywitania między bramkarzem reprezen-tacji Polski Adamem Matyskiem, a „naszymi Slą-zakami”. („to jest przecież nasz synek, z Szum-bierek”). Polska reprezentacja miała naprawdę fantastyczny doping stadionu, który w 3/4 był za biało-czerwonymi. Jedynym zgrzytem był fakt, że nikt z „asiorow” ówczesnej kadry trenera Wój-cika – poza właśnie Matyskiem – nie zareagował na doping, nie odmachnął rękami, nie mówiąc o próbie naśladowania Matyska: on przywitał się z każdym członkiem grupy, która podeszła do ogrodzenia boiska. Była to „ich” – śląska – gru-pa, w ramach „naszej wspólnej” grupy polskich kibiców na tak przychylnym Polsce stadionie. Czasami sobie myślę, wspominając te wydarze-nia, że może należy tą sytuację potraktować jako przyczynek do rozważań o Slązakach w ogóle i ich miejscu w świecie. Może gdyby młody Klose wiedział, jak Matysek, „czyj on synek jest”, w ra-mach jakiej większej grupy się znajduje – może wszystko potoczyłoby się inaczej. Choć – z dru-giej strony – stało się inaczej, dzięki czemu Klose dziś jeszcze ma (został wicemistrzem – przyp. red.) szansę zostać mistrzem świata (czego mu życzę), a tak byłby już w domu…

dr Bogdan Miłek

Redakcja Biuletynu:

A. Kłobukowski (Redaktor),

J. Bodziony, F. Forycki, J. Kasina, E. Teslar (Komitet Redakcyjny)

Adres redakcji Biuletynu:

A.Klobukowski@t-online.de

Andrzej Kłobukowski

Karl-Marx-Strasse 139d, 15831 Grossziethen

Bundesrepublik Deutschland