Odnosnik do formatu pdf

Bul Fed 29 marzec 2003

Biuletyn Federacji

Polonijnych organizacji medycznych

Nr 1/2003 (29) marzec 2003

Wydanie internetowe

Do poprzeniego numeru Biuletynu

W dzisiejszym numerze:

 Program V Kongresu – Katowice / 29 – 31maja 2003 – K. Bodziony

 Studia medyczne w Polsce dla Obcokrajowcow – FAQ- M. Rudnicki

 Jak wyrzucano mnie z Akademii Medycznej – P. Konopka

 VII Miedzynarodowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim – B. Orawiec

 I Polonijna Konferencja Medyczna „Integration of Subspecialties” Dimaro/Włochy – M. Rudnicki

 53 Doroczny Bal Związku Lekarzy Polskich w Chicago

 PAHA /Waszyngton zaprasza na bal – E. Buda-Okreglak

 Początek współpracy pomiędzy społeczeństwem medycznym Polski

a Ukrainy – A. Pułyk

 Podtytuł: jesteśmy w Unii – P. Konopka

 Zmiany personalne w APSOP – Francja

 Skaranie z tym krzyżem – J. Zierski

Witam wszystkich przed wspólnym spotkaniem na V Kongresie. Zainteresowanie tym spotkaniem, szczególnie wśród kolegów z Polski, przeszło trochę moje oczekiwania. W chwili obecnej mamy 350 zgłoszeń, ciągle wpływają nowe.

Wiele pracy trzeba było włożyć zarówno w program kongresu jak i w starania

o jego sponsoring. Poniżej ostateczny program kongresu.

Kuba Bodziony

Program Kongresu (komitet programowy)

Sympozja Towarzyszące

Czwartek, 29 maja 2003 Filharmonia Sląska, Katowice

17:00 -20:00 Uroczystosc otwarcia – Wystapienia gosci oficjalnych – Wyklad inauguracyjny -Koncert muzyki kameralnej – Koktajl powitalny

Piatek, 30 maja 2003 Dom Lekarza, ul. Grażyńskiego, Katowice

Szkolenie specjalizacyjne i pospecjalizacyjne lekarzy rodzinnych w Polsce i na świecie 8:30 – 11:15 Sala Audytorium (parter) Historia medycyny polonijnej 8:30 – 13:00 Sala 203 (II piętro) Telemedycyna – „distance medicine” i „distance learning” 8:30 – 11:30 Sala 010 (niski parter)

Astma oskrzelowa – wyzwanie XXI wieku 8:30 – 13:00 Sala Domu Kultury

Mistrz-czeladnik ? Uczenie lekarzy wczoraj i dziś (Konferencja okraglego stolu) 11:30 – 13:00 Sala Audytorium (parter)

13:00 – 14:00 Przerwa na posiłek

Współpraca i integracja lekarzy polskich i polonijnych 14.00 – 14.50 Sesja referatowa: Gdzie jesteśmy? Skąd wychodzimy? 15.00 – 17.00 Dyskusja Okrągłego Stołu: „Lekarz Polski w Kraju i Za Granicą: Perspektywy Integracji” Sala Audytorium (parter) Zdrowie publiczne 14:00 – 17:00 Sala 203 (II piętro) Aspekty etyczne w medycynie 14:00 -17:00 Sala 010 (niski parter)

19.00, Zamek Ksiazat Pszczynskich, Pszczyna Koncert – „Sinfonia Varsovia”

2

Sobota, 31. maja 2003 Dom Lekarza, ul. Grazynskiego, Katowice

Otyłość i cukrzyca – aktualne problemy 8:30 – 13:00 Sala Audytorium (parter) Niektóre aspekty chorób układu nerwowego 8:30 – 11:00 Sala 203 (II piętro) Profilaktyczne znaczenie wysiłku fizycznego – omówienie sesji posterowej i dyskusja okrągłego stołu 11:00 – 13:00 Sala 203 (II piętro) Minimal invasive trends in proctology 8:30 – 11:00 Sala 010 (niski parter) Otwarte spotkanie polonijnych list dyskusyjnych i listy „PolMed „Blaski i cienie emigracji” (Jakub Bodziony, Andrzej Kajetanowicz) 11:00 – 13:00 Sala 010 (niski parter)

13:00 – 14:00 Przerwa na posiłek

14:00 – 17:00

Medycyna wieku podeszłego Sala Audytorium (parter) Workshop „Diagnostyka obrazowa sutka” (Jean Juras, Maciej Lipski) Sala 010 (niski parter)

Postępy w diagnostyce i terapii choroby wieńcowej Sala 203 (II piętro)

19:00, Palac Schoena (Sosnowiec) Zakończenie Kongresu – bankiet poźegnalny. Aukcja i wystawa prac artystycznych kolegow z kraju i z zagranicy

Niedziela, 1. czerwca 2003 Zebranie Rady Federacji (Dom Lekarza, ul. Grazynskiego, Katowice) Sala 203 (II piętro) Wizyta w Czestochowie Zwiedzanie Krakowa

W imieniu Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych i Redakcji Biuletynu przesyłamy wszystkim koleżankom i kolegom świętujacym

z dala od kraju rodzinnego, życzenia Zdrowych i Wesołych Świąt

3

Marek Rudnicki

Studia medyczne w Polsce dla Obcokrajowcow:

FAQ u jach a w

Czy można studiować medycynę w Polsce w jangielskim?

Tak. Wiele Akademii Medycznych posiada takie programy. Jest to z jednej strony oferta dla osób, które myślą o karierze zawodowej w różnych kra-jak również tych którzy zdecydowali się na edukapoza swoim rodzinnym środowiskiem. Z drugiej strony jest to bardzo challenging zadanie dla polskich Uczelni, które dostosowują swoje programy edukacyjne do wymagań akademickich i licencyjnych obowiązujacych w innych częściach świata.

W ilu Akademiach Medycznych są dostępne sjęzyku angielskim?

Prawie wszystkie Akademie Medyczne w Polsce o(z wyj. AM Bialystok oraz Uniwersytetu Medycznego Lódź – wedle dostepnych informacjNiektóre uczelnie (np. Katowice, Lublin, Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk) mają również programy czteroletnie, oparte o zakres nauczania zbliżony do systemu obowiązującego w amerykańskich szkołach medycznych.

Dlaczego młodzi ludzie starają się na studia w Polsce, w języku angielskim?

Studia te są dla osób, które myślą o karierze medycznej, chcą studiować medycynę. Marzą

o poznaniu kultury i życia kraju swoich przodków lub kraju o odmiennym systemie kulturowym, pragną poznać walory wielowiekowej tradycji akademickiej. Wielokrotnie, studia w Polsce są jedyną drogą do dyplomu w sytuacji, gdy nie ma możliwości ukończenia studiów medycznych w kraju zamieszkania.

Kiedy rozpoczęto edukacje medyczną w Polsce w języku angielskim?

Początki sięgają lat osiemdziesiątych. Prawdziwy jednak rozwój to wczesne lata 90-te.

W owym czasie uruchomiono czteroletnie kształcenie w „systemie amerykańskim”

w Akademiach Medycznych w Poznaniu, Krakowie, Katowicach i Lublinie.

Ile osób studiuje medycynę w Polsce, z angielskim jako podstawowym językiem nauczania?

W sumie kilkuset mlodych ludzi jest na różnych uczelniach. Na niektórych (np. Katowice) jest ponad 200 studentów, głównie ze Stanów Zjednoczonych). Studenci pochodza z różnych krajów, od Nowej Zelandii, poprzez Indie, Skandynawię, az do Stanow Zjednoczonych

i Kanady.

Jakie sa kryteria przyjęć?

Na studia sześcioletnie wymagania są zasadniczo podobne do tych, które obowiązują polskich absolwentów szkół średnich. Warunkiem ubiegania się o przyjęcie na studia czteroletnie jest dodatkowo ukończenie Coollege’u. ęzyk cję tudi ferują sześcioletnie studia w języku angielskim i).

4

W jaki sposób starać się o przyjęcie?

Uczelnie wypracowały swoje własne metody rekrutowania studentów. Informacje o wszystkich programach są dostępne na odpowiednich stronach internetowych poszczególnych uczelni, jak również organizacji, zajmujących się promowaniem szkolenia medycznego w Polsce oraz organizacją rotacji i zajęć w szpitalach amerykańskich (np. Hope Medical Institute w USA). Niedawno, w Stanach gościlismy delegacje Collegium Medicum Uniw. Jagiellonskiego, ktora propagowala studia w Krakowie, a uprzednio zespół z AM z Warszawy z podobnym programem. Od wielu lat przyjeżdżają przedstawiciele wladz rektorskich I dziekanskich oraz nauczyciele akademiccy z Akademii Medycznych z Katowic i Lublina. Celem ich przyjazdow jest praktyczne poznanie procesow nauczania medycyny w szkolach medycznych w USA.

Czy istnieją możliwości odbywania zajęć klinicznych w szpitalach amerykańskich?

Tak. W wiekszości przypadków jest to zależne od bezpośrednich umów danej Akademii Medycznej ze szpitalem amerykańskim, lub też od umów między daną uczelnią a promującą ją organizacją na rynku amerykańskim.

Czy po ukończeniu studiów medycznych w Polsce jest zagwarantowane miejsce na rezydencji (celem specjalizowania się) w Stanach?

Podobne zasady obowiazują wszystkich absolwentów szkół medycznych, ubiegających się rezydencję, niezależnie od miejsca jej ukończenia (tzn. obojętne, czy w Stanach czy w Polsce). Absolwenci szkół amerykańskich zdają swoje egzaminy, podobne muszą zdać absolwenci szkół nieamerykańskich (egzaminy te tradycyjnie określane są jako „nostryfikacja”). Praktycznie wszyscy ubiegają się o miejsce na rezydencji poprzez ogólnie dostępny „matching program”, zgodnie z jego wymogami.

Jakie są koszty studiów?

Opłaty są zróżnicowane i najlepiej skontaktować się z wybraną uczelnią. Amerykanie mogą ubiegać się o pożyczki na tych samych zasadach, jak gdyby studiowali w szkole medycznej w USA.

Odpowiedzi przygotował Dr Marek Rudnicki, Profesor of Surgery, Univ. Of Illinois, Visiting Professor Sląskiej AM 2002/2003, Surgery Residency Director, Illinois Masonic Medical Center, Chicago, Konsultant Cztero- i Sześcioletnich Programów w j. Angielskim w Akademiach Medycznych w Katowicach i w Lublinie

JAK WYRZUCANO MNIE Z AKADEMII MEDYCZNEJ

Piotr Konopka

W marcu 1953, czyli 50 lat temu, zmarl niejaki Jossif Wissarionowicz Dzugaszwili, znany na swiecie pod nazwiskiem Stalin. Zaczął się początek końca epoki obłędnego teroru, jak też życia codziennego opartego na teorii absurdu. W swojej wersji kryminalnej epoka stalinowska zakończyła się wraz z „rewolucją” 1956r.; w wersji „intelektualnej” wygasa bardzo powoli i chyba jeszcze istnieje wśród niektórych naszych polityków.

Poniższy tekst dotyczy moich osobistych przeżyć i jest autentyczną dokumentacją całej absurdalności naszej ówczesnej egzystencji. Coraz mniej jest ludzi, którzy ten okres znają i warto go przypomnieć naszym młodszym kolegom na konkretnych przykładach. Wbrew pozorom, tekst ten jest raczej wesoły.

Przygoda, która mnie spotkała wymaga krótkiego wprowadzenia.

Lato 1955 zapowiadało się wspaniale. Skończyłem 4-y rok medycyny i mogłem zostać zaangażowany jako lekarz kolonijny. Chodzilem dumny jak paw…… 20 lat i po raz pierwszy

w moim życiu będę pracował jako lekarz.

5

Bardzo szybko specjalne biuro w Rektoracie znalazło mi mojego przyszłego pracodawcę: Piotrkowska Fabryka Mebli, która organizowała kolonie dla dzieci personelu w pobliżu Muszyny koło Krynicy.

Po porozumieniu listownym z dyrekcją fabryki, ustaliliśmy, że pojadę na kolonie wraz z moją sympatią (zapłaciłem za jej bilet).

W dniu wyjazdu przychodzimy na dworzec gdzie podstawiony jest specjalny pociąg który wiezie kilkaset dzieci z różnych miejscowości na południe Polski.

Po nocnej i monotonnej podróży, rano jesteśmy na miejscu. Nasza kolonia znajduje się w prześlicznej okolicy niedaleko Popradu; jesteśmy zakwaterowani w ogromnej szkole położonej w szczerym polu; do najbliższej wioski jest 4 km. W tym czasie budowano szkoły pomiędzy wsiami, aby dzieci, które do szkoły chodziły zwykle pieszo, nie miały do pokonania zbyt dużych odległości. Szkoła jest ogromna i kolonia zajmuje zaledwie niewielką jej część.

Wprowadzam się z moją sympatią do ładnego pokoju przeznaczonego dla lekarza. Pierwsza nies-podzianka: dyrektor kolonii, z zawodu profesor wychowania fizycznego, oschły i autorytatywny, nie zgadza się, abym mieszkał z moją narzeczoną, nawet płacąc za jej pobyt……kwestia moralności!!!. Nie zgadza się również abym wynajął dla niej inny pokój w szkole……nie należy do personelu kolonii. Zaczyna sie nieźle…. Nolens volens udaliśmy sie do najbliższej wioski, gdzie udało mi się wynająć pokój dla mojej sympatii, jak też rower. Rano pracowałem na kolonii, gdzie nic się specjalnie nie działo, a wieczorem wracałem do mojej najdroższej i korzystaliśmy z zaslużonego odpoczynku. W razie potrzeby można mnie było wezwaź telefonicznie, a poza tym był na kolonii higienista, student po 2-im roku naszej AM w Lodzi.

Po kilku dniach, dyrektor kolonii wzywa mnie do swojego gabinetu, wyciąga jakiś dokument, który okazuje się być umowa o pracę i pokazuje mi punkt 2: „lekarz pozostaje na kolonii 24 godziny na 24”, wobec czego nie mam prawa wychodzić wieczorem. Po tylu różnych szykanach, tego już było za dużo. Wsciekły, pokazalem mu punkt 7-y umowy: „umowa może zostać zerwana jednostronnie”, po czym podarłem ją w drobne kawałki obserwując z zadowoleniem zdumienie tego typa, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przebrał miarkę. Oczywiście do końca wakacji zajmowalem się dziećmi

z „mojej” kolonii jako wolontariusz; dyrektor, z którym definitywnie zerwałem wszelkie kontakty, nie oómielił się zabronić mi wstępu na teren szkoly. Zemścił sie w inny sposób, miałem się o tym przekonać kilka miesięcy później.

Znalazłem bez trudu pracę w dwoch innych koloniach, robiłem po 30 km dziennie na rowerze;

wakacje przeszły niezwykle szybko.

Po powrocie do Lodzi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, otrzymałem bardzo „elegancki” list od

dyrekcji fabryki mebli, z podziękowaniem za włożoną pracą i z przeprosinami za nieodpowiedzialne za-chowanie ich dyrektora kolonii.

Kilka dni później, otrzymałem przekaz pocztowy z pensją za caly okres wakacji.

Ta banalna historia osobistego konfliktu mogła na tym się zakończyć. Los chciał inaczej.

W tych latach przeżywaliśmy ostatnie podrygi stalinizmu, bez Stalina, który zmarł w marcu 1953, ku wielkiej uldze wielu narodów.

Rosja sowiecka, była rządzona przez Chruszczowa i Malenkowa, sprytnego i bezwzględnego biuro-kratę, który przewinął się przez wszystkie czystki stalinowskie. Zdecydowano „przycisnać śrubę” ideologiczną. Znowu zaczęły się czystki i procesy. Od 1954 r. rozpoczęto na naszej Akademii Medycznej całą serię „procesów” politycznych organizowanych przez Z.M.P. (Zwiazek Młodzieży Polskiej-organizacja komunistyczna, rozwiązana w 1956). Procesy te kończyły się wyrzuceniem ze studiów upatrzonych ofiar, tzn Z.M.P. „proponowalo” wyrzucenie, a rektor zatwierdzał; co mógł zrobić innego, jeżeli sam nie chciał być wyrzucony.

Okolo 10-ciu takich procesów miało miejsce na naszej uczelni w latach 1954-55. Przypominam sobie co najmniej dwa procesy, gdyż odbyły się na naszym roku studiów. Warto je przypomnieć, gdyż była to mieszanina absurdu i podłości.

Jadwiga J. miała na nieszczęscie ojca, który był przed wojną fabrykantem. Wg dzisiejszych kryteriów był to przemysłowiec niezwykle nowoczesny: robotnicy pracowali 9 godzin dziennie,

6

zbudował domy mieszkalne, przedszkole, stadion i pływalnie. Był na tyle „socjalny”, że sam z rodziną mieszkał w budynku, w którym mieszkali jego robotnicy.

Po objęciu władzy przez komunistów, rodzina została wyrzucona z mieszkania i „przeprowadzona” na strych. Mieszkanie rodziców (ojciec zmarł w międzyczasie) zajął oczywiście 1-szy sekretarz partii w fabryce.

Na „proces” Jadwigi, obcej klasowo, zaproszono „świadka z ludu”, bezzębną pijaczkę, która z trudem mogła sklecić jedno zdanie. Zarzucała naszej koleżance, że nie ma szacunku dla klasy robotniczej i że patrzy na nią z góry i z pogardą, gdy spotykają się na klatce schodowej. Przestępstwo było nie do wybaczenia. Jadwiga tłumaczyła się, że jest często zatopiona w myślach, że może nie zawsze mówi „dzień dobry” dosyć szybko….jednym słowem przyznała sie do tych straszliwych zarzutów.

Głosowanie za wyrzuceniem bylo tylko formalnością, wiekszość podnosiła rękę bojąc się konsek-wencji. Było nas jednak kilka osób, które się wstrzymały, tłumacząc (bo trzeba bylo tłumaczyć) że zaawansowany alkoholizm głównego świadka nie pozwala na obiektywną ocenę. Wniosek o wyrzu-cenie przeszedł jednak bez problemu.

Proces Piotra Kr. był znacznie bardziej groteskowy i surrealistyczny. Piotr był członkiem zarządu Z.M.P. na całą uczelnię. Z dosyć sympatycznego kolegi na początku studiów stał się powoli, przez banalny oportunizm, jednym z najgorliwszych aktywistów komunistycznych. Był bardzo nielubiany.

Jego „przestepswo” było naprawdę niewybaczalne; Piotr chciał się ożenić z córką…….. piekarza.

W Polsce nawet w najgorszych latach kolektywizacji istniały niewielkie „resztki” prywatnej włas-ności; zwłaszcza prywatne piekarnie i cukiernie, których było w Lodzi kilka. Władze nazywały je z pogardą: prywatną inicjatywą; ich właściciele obciążeni masą podatków byli na łasce byle jakiego przekupnego biurokraty, który mógł spowodować ich zamknięcie kiedy chciał. W sumie powodziło im się jednak nieco lepiej niż większości Polaków.

Ale dla Piotra Kr. sytuacja była gorzej niż groźna. Jak to, On, jeden z przywodców młodzieży ko-munistycznej, elita narodu, chce poślubić córkę …kapitalisty. Nie do pomyślenia….wstyd i hańba.

Piotr tłumaczył się w sposób chaotyczny i niezręczny: bąkał coś o przywiązaniu, o miłości i o innych uczuciach charakterystycznych dla burżuazji, niegodnych przywódcy młodzieżowego. Ponieważ nikt go nie lubił, wniosek o wyrzucenie przeszedł natychmiast, bez protestów.

Moja kolej się zbliżala, oczywiście bez mojej wiedzy.

Pewnego dnia, w listopadzie, oznajmiono nam, że musimy zostać po wykładach w niezwykle ważnej sprawie. Ponieważ wykłady były obowiązkowe byliśmy wszyscy obecni. W niezwykle „ciężkiej” atmosferze, tego typu zebrania oznaczały zawsze coś przykrego, zarząd Z.M.P. zasiadł uroczyście na katedrze w dużej sali Anatomicum, w obecności całego naszego roku (okolo 350 osób).

Jeden z członków zarządu, nieżyjący już i w miarę poczciwy Jurek B., zacząl czytać długi referat na temat moralności lekarza. Był to tylko wstęp, gdyż mój proces dopiero się zaczynał.

Jedna z regionalnych gazet (wydanie lokalne z Piotrkowa Dziennika Lódzkiego) z sierpnia 1955 opisywała wakacje szkolne dzieci z Piotrkowskiej Fabryki Mebli, tam gdzie zerwałem umowę o pracę.

Dyrektor kolonii opisywał w szczegółach ten raj na ziemi: zakwaterowanie, wyżywienie, personel i nawet pogoda, wszystko jest wspaniałe. Jedyną plamą w tym idylicznym opisie: niegodne i niemo-ralne zachowanie niejakiego Piotra Konopki, który usilował narzucić kolonii siłą (sic)… swoją kochankę, a gdy to się nie udało dzięki heroicznej postawie dyrektora, opuścił kolonie w sposób nikczemny, zostawiając dzieci na łasce losu.

Na zakończenie tego długiego artykułu, dyrektor i dziennikarz zapytywali w jaki sposób osobnik tego pokroju, niegodny aby być lekarzem socjalistycznym (dokładnie takie zdanie kończyło artykuł), mógł dostać się na studia i kontynuować je na koszt spoleczeństwa. Brak czujności, władz i instancji partyjnych uczelni, był ewidentny.

7

Mój los był przesądzony; nic nie mogłem zrobić: list z podziękowaniami od dyrekcji fabryki

i przekaz pocztowy były w domu, higienista kolonii, student 3-ego roku nieosiągalny natychmiast. Zaskoczenie było całkowite; zresztą zaskoczenie było zasadą tych procesów. Nikt z Zarządu Z.M.P. nie chciał słuchać moich wyjaśnień; po co. Zebrano się, aby usunąć

z uczelni wroga ludu, niegodnego tytułu socjalistycznego lekarza.

Kilku „współpracowników” Z.P.M. podniosiło się po kolei, aby zabrać głos w dyskusji. Niektórzy zapytywali się głośno, jak to sie stało, że mnie nie zdemaskowali wcześniej, co gorsza, że się ze mną przyjaźnili. Inni jeszcze, podkeślali wstyd i zażenowanie jakie odczuwają wobec mojego podłego zachowania. Wszystko bylo wyreżyserowane i zapięte na ostatni guzik. Mimo wszystko liczba moich oskarżycieli, doskonale wytrenowanych w tego typu sytuacjach, była w sumie niewielka, 3-4 osoby najwyżej na 350 studentów na roku.

Mimo to wiedziałem, że nic mnie nie uratuje, wszystko bylo zdecydowane wcześniej; wyrzucą mnie z uczelni na rok przed dyplomem; prawdziwe nieszczęście dla mnie i rodziców.

Nagle na drugim końcu wielkiego audytorium podniósł się, aby zabrać głos, Przemek K. (dzisiaj emeryt w Nancy). Przemek miał bardzo osobisty styl: był niezwykle rubaszny

i jowialny, a słowa k…wa używał tak jak inni używają przecinka. Co byłoby wulgarne

u kogoś innego wydawało się zupełnie normalne u Przemka; byliśmy przyzwyczajeni.

To co powiedział miało mnie uratować:

„Czy wyście k……wa na głowy poupadali”, rzekł energicznym tonem zwracając się do Zarządu

„Czy wy chcecie iść k….wa wszyscy do pierdla? Zarzucacie Konopkce niemoralność bo był

z dziewczyną na koloniach, a czy wyście k…wa zapomnieli, że towarzysz Lenin, żyl bez ślubu z towarzyszką Nadieżdą Krupską przez 20 lat? To Wy k…wa ośmielacie się krytykować moralność towarzysza Lenina. To jest proces towarzysza Lenina, a nie Konopki. Nie możemy Wam na to pozwolić.”

Po czym usiadł zadowolony z efektu jaki wywołał. Sala zdębiała z oslupienia przez kilka sekund, po czym jak jeden mąż wszyscy wybuchnęli dzikim śmiechem. Sala dosłownie wyła

i tarzała się z radości. Taki śmiech zbiorowy, jest nie do opanowania. Zarząd się gorączkowo naradzał przez kilka chwil, któryś z nich usiłował bezskutecznie zabrać głos, ale oczywiście wobec panującej wrzawy jakiekolwiek obrady były niemożliwe. Zarządzono przerwę. Atmosfera była gorączkowa, byłem otoczony tłumem przyjaciól; zbliżyli się do mnie nieśmiało członkowie zarządu i któryś z nich zaproponował: „to wiesz, zlóż samokrytykę i na tym się zakończy”. Zgięte w łokciu ramię było moją jedyną odpowiedzią: „to wy złóżcie samokrytykę po takiej obrazie towarzysza Lenina”; też umiałem władać dretwą mową.

Po przerwie, na wniosek Przemka, powołano komisję do której zgłosili się wszyscy moi przyjaciele. Nie mialem kłopotu z udowodnieniem, jak wygladały rzeczywiście fakty. Zresztą nikt już potem o to nie pytał.

Rok później rozwiązano Z.M.P. i wszyscy nasi koledzy wyrzuceni z uczelni zostali

z powrotem przyjęci. Stracili jednak rok lub dwa życia.

W 2001, byłem w Lodzi na jubileuszu 50-cio lecia naszych studiów (1951-1957). Było nas okolo 100 osób. Zgotowano mi serdeczne przyjęcie, jako jedynemu, który uszedł czystkom stalinowskim; wszyscy pamiętali mój „niezapomniany” proces. Zaden z moich dawnych oskarżycieli nie pojawił się na jubileuszu. Specjalnie się im nie dziwię; lepiej dla nich.

A Przemek K. nic nie stracił ze swojej werwy i dalej używa slowa k…wa zamiast przecinka.

8

Madonna di Campiglio, Alpy włoskie

VII MIEDZYNARODOWE MISTRZOSTWA LEKARZY W NARCIARSTWIE ALPEJSKIM

KS “Bronek”

W dniu 13 marca 2003 r. odbyły się VII Międzynarodowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim. Zawody zorganizował wiceprezes Związku Lekarzy Polskich w Chicago dr Bronisław Orawiec. Wczasy zimowe przygotował Prezes Kongresu Polonii Niemieckiej dr Zbigniew Kostecki.

Mistrzostwa odbyły się na znanych alpejskich stokach Madonna di Campiglio w Alpach włoskich przy piknej, słonecznej pogodzie i świetnych warunkach śniegowych. Stok narciarski i bramki do slalomu giganta przygotowała włoska organizacja sportowa Consorzio Madonna di Campiglio. Do końcowej punktacji zaliczano sumę dwóch przejazdów. Zawodom patronował Związek Lekarzy Polskich w Chicago, Federacja Polonijnych Organizacji Medycznych oraz Kongres Polonii Niemieckiej. W zimowisku wzięło udział 154 osoby z Polski, Niemiec, Anglii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Holandi i Brazyli. W skład Komitetu Organizacyjnego weszli: mecenas Mieczysław Myers (przewodniczący), dr Danuta Kostecka (sekretarz), prof. Halina Woś, dr Zbigniew Kostecki,

mgr Aleksy Zaremba, Roberto Largaiolle oraz dr Bronisław Orawiec.

W grupie lekarskiej pań zwyciężyła Paloma Kulisiewicz. Wśród lekarzy triumfował Bronisław Orawiec (USA).

Uroczyste zakończenie mistrzostw odbyło się w Holiday Inn w Dimaro – Val di Sole. Dr Bronisław Orawiec (USA), zapoznał zebranych z harmonogramem imprez sportowych zaplanowanych na bieżący rok. Kalendarz imprez:

1. V Międzynarodowe Polonijne Mistrzostwa Narciarskie. Keystone, Kolorado, 3-6.04.2003.

2. Ogólnopolski Turniej Tenisowy Lekarzy. Częstochowa, 22 – 25 maja, 2003 r.

3. Mistrzostwa Polski Lekarzy w Tenisie Ziemnym. Warszawa, 18-22. 06. 2003

4. Swiatowe Igrzyska Medyczne. Stirling, Scotland, 21-28 czerwca, 2003 r.

5. Mistrzostwa Swiata Lekarzy w Tenisie. Bali, Indonesia, sierpień, 2003 r.

6. XII Polonijne Mistrzostwa Lekarzy w Tenisie Ziemnym. Chicago, VIII-IX 2003 r.

7. XIII Polonijne Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim. Wilmot Mt., Wisconsin, styczeń 2004 r.

8. VIII Międzynarowe Mistrzostwa Lekarzy w Narciarstwie Alpejskim. Miejsce do uzgodnienia, marzec 2004 r.

Bronisław Orawiec

9

Marek Rudnicki

I POLONIJNA KONFERENCJA MEDYCZNA

“Integration of Subspecialties”

Dimaro, Italy

March 11 – 13, 2003

Podczas dorocznego obozu narciarskiego odbyła się również I Polonijna Konferencja Medyczna, zatytułowana “Integration of Subspecialties”. Inicjatorem konferencji byl Dr Marek Rudnicki (Chicago). Zachęcajac do udziału w Konferencji pisał do jej uczestników m.in. „Po raz kolejny spotkamy się na polonijnym obozie narciarskim. Jak zwykle, pojawi się grupa nie tylko znakomitych narciarzy, ale również wiele osób, których doświadczenie, spojrzenie na medycynę, ich perspektywy może wzbogacić nas wszystkich. Będą również osoby rozpoczynające swoją wędrowkę przez życie medyczne lub też marzące o nim! Skorzystajmy zatem z doświadczeń i możliwości spotkania tak zróżnicowanego grona!”

I tak się stało. Spotkania odbywały się w bardzo kameralnej atmosferze, z wielką możliwością bezpośredniej dyskusji, wymiany pogladów, zadawania pytań ludziom, których niełatwo jest spotkać ”na codzień”.

Profesor Dr Grzegorz Opala, Kierownik Kliniki Neurologii Wieku Podeszłego Sląskiej AM w Katowicach, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego mówił o problemach starszych ludzi. Nasza radość z wydłużenia życia wiąże się z problemami integracji społecznej oraz potrzebą zabezpieczenia odpowiednich środków na leczenie i zapobieganie chorobom wieku podeszłego. Zadne państwo na świecie nie będzie w stanie zapewnić potrzeb w zakresie opieki instytucjonalnej. Jedynym rozwiązaniem będzie opieka rodziny wspierana odpowiednią polityka państwa.

Dr Jacek Nocon (Niemcy) jest nie tylko stomatologiem, ale również prawnikiem. Dyskutował praktyczne aspekty Evidence – Based – Medicine. Wskazał na konieczność takiej koncepcji badań naukowych, aby była możliwość ich równoległego przełożenia na praktykę. Wedlug Jacka, taka koncepcja badań w medycynie i stomatologii może być optymalnym modelem rozwoju systemu ochrony zdrowia w Polsce po wejściu do Unii Europejskiej.

Dr. Andrzej Kajetanowicz, neonatolog, Medical Director, Cape Breton Regional Hospital, Sydney, Nova Scotia, Canada mówił krótko o historii neonatologii i jej pomyłkach jako przykładach naszej ignorancji. Przedstawił dramatyczne skutki stosowania terapii bez badań poprzedzających bezpieczeństwo tych terapii. Podając przykład uszkodzenia siatkówki w następstwie podawania tlenu noworodkom zaapelowal o „Wiecej pokory – uczmy się od najmłodszych”

Kolejny wieczór był poświęcony dyskusji związanej z uzyskiwaniem specjalizacji i karier zawodowych w różnych systemach organizacyjnych edukacji medycznej.

Dr. Anna Rudnicka-Barbieri, Chief Resident, Mt. Sinai Medical Center, New York, przedstawiła życie specjalizującego się lekarza w dużym akademickim szpitalu na Manhattanie. Lata trudnej harówki (teraz 80, dawniej 120 godzin tygodniowej pracy w Szpitalu) dają w sumie bardzo dobre przygotowanie do samodzielnej pracy i egzaminu specjalizacyjnego (Boardu). Kończy rezydencję z „dorobkiem” ponad 600 odebranych porodów, 350 cięć cesarskich, 75 hysterectomies, 75 laparotomies, 40 vaginal hysterectomies, 200 zabiegów laparoskopowych.

Dr. Marek Rudnicki, Profesor Chirurgii w Univ. of Illinois i Surgery Residency Program Director at Illinois Masonic Medical Center (Chicago) zaznajomił zebranych z zasadami systemu specjalizacji w Stanach, okreslił różnice między różnymi nazwami specjalizacji, jak również podał drogę do specjalizacji dla obcokrajowców. Przytoczył nowe zasady oceny postępu specjalizującego się lekarza, dzięki którym ocenia się nie tyle sam sposób nauczania, ale bardziej patrzy na jego efekty, mierząc je dzięki określonym z góry systemom punktacji.

10

Problemy karier zawodowych podjęła Dr Agnieszka Crerar-Gilbert. Jest anestezjologiem kardiochirurgicznym i consultantem w zakresie intensywnej terapii w dużym szpitalu w Londynie.

W wystapieniu zatytułowanym „Consultant appraisal” tzn ” Ocena konsultanta” zastanawiała się nad perpektywą dalszego rozwoju zawodowego, koniecznością tzw. Revalidacji, lub recertyfikacji po kilku latach praktyki w danej specjalności. Bardzo ciekawymi spostrzeżeniami z pracy w charakterze konsultanta podzielił się Dr Andrzej Sosnowski, Profesor Kardiochirurgii z Leicester.

Po każdym z wystąpień była ciekawa dyskusja. Dzięki obecności lekarzy z różnych krajów, o doświad-czeniach w zmaganiu się z różnymi systemami można było uzyskać z pierwszej reki informację

o oczekujących nas problemach. Globalizacja niesie wiele korzyści, ale niekiedy może również przybliżać problemy.

Obok pogody, nart i wypoczynku, mieliśmy trochę innych doznań, dowiedzieliśmy, co się dzieje wokól nas – w medycynie, i na jej pobocznach. Były i problemy (autor niniejszej notatki, skoncentrowany zbyt mocno na problemach dyskusji, zawiódł swojego partnera w zespole narciarskim TEAM AMERICA i nie ukończył slalomu. Uslyszał „Po co chciałeś wygrać”☺ .

Uczestnicy Konferencji otrzymali Certyfikaty uczestnictwa.

Dodatkowe informacje: www.ptm-d.com

53. Doroczny Bal Lekarzy kolejnym sukcesem

CHICAGO: W dniu 15 lutego odbył się 53 Doroczny Bal Związku Lekarzy Polskich w Chicago w prestiżowym Grand Ballroom hotelu Palmer House Hilton Hotel w Chicago. Kilkaset osób uczestniczyło w kolejnym dorocznym bankiecie medyków, co świadczy o niewątpliwym sukcesie Balu. 53 Bal Lekarzy został zorganizowany przez Annę Szpindor-Watson – Prezes ZLP wraz z Komitetem Organizacyjnym Balu.

Uhonorowanie Przywódców i Działaczy.

Dr. Eugeniusz Lazowski, Gość Honorowy 53 Balu Lekarzy: w uznaniu dla niezwykłych osiągnięć humanitarnych w czasie II wojny swiatowej i w czasie całego swojego życia”

Dr. E. Lazowski urodził się w Częstochowie, w Polsce. Lazowski studiował na wydziale medycznym w szkole wojskowej w Warszawie latach 1933-1939. Tuz po rozpoczęciu działań wojennych w czasie II wojny swiatowej, został wzięty do niewoli przez wojska sowieckie, ale udalo mu się zbiec. Trzej jego koledzy zostali zamordowani w Katyniu – miejscu, gdzie 10,000 polskich oficerów zostało zamordowanych przez Sowietów. Pozniej Lazowski został wzięty do niewoli przez Niemców, ale znow udało mu się uciec. Dr. Lazowski był żolnierzem i lekarzem w polskiej Armii Krajowej i w oddzialach Czerwonego Krzyza.

Dr. Lazowski wraz z kolegą Dr. Matulewiczem stworzyli falszywą epidemię zachorowań na tyfusa w 12 wioskach w Polsce. Wstrzyknęli okolicznym mieszkańcom nieszkodliwą substancje do organizmu, która wywoływała u zdrowych mieszkancow dodatni odczyn w krwi podobny do tego jaki wystepuje u osób chorych na tyfus ( wysoce niebezpieczna i zakaźną chorobę.) Niemcy okupujący obszary obawiali się wejść na obszary zagrożone chorobą, aby się nie zarazić. Dzięki temu nie zabierali ludności na roboty przymusowe lub do obozów koncentracyjnych. Szacuje się, że około 8,000 osob zostało w ten sposób uratowanych dzięki interwencji Dr. Lazowskiego.

Dr. Lazowski przeprowadził się po zakończeniu II wojny swiatowej z rodziną do Warszawy, gdzie kontynuował swoje studia w dziedzinie pediatrii. Pożniej ukończył dodatkową specjalizację na

11

Uniwersytecie w Londynie jako stypendysta Fundacji Rockerfellera. Dr. Lazowski praktykował pediatrię, bedąc wciąż zaangażowany w środowisku akademickim, gdzie uzyskal tytuł doktora i docenta. Dr. Lazowski opuścił wraz z rodziną Polskę w 1958 roku. Przez rok przebywał w Paryżu, a potem osiadł na stałe w Stanach Zjednoczonych. Ukończył rezydenturę na wydziale pediatrii w szpitalu Illinois Masonic Hospital w Chicago w 1963.

Dr Lazowski piastował funkcję dyrektora medycznego w szkole i w centrum rehabilitacyjnym dla dzieci w latach 1964-1983. Pracował także na Uniwersytecie Northwestern jako adiunkt w latach 1972-80 a potem jako adiunkt na Uniwersytecie Illinois w latach 1976-1983. Przeszedł na emeryturę w 1983. Dr. Lazowski otrzymał wiele wyróżnień i nagród w czasie swojego bogatego I pełnego wydarzeń życia. Napisał około 200 publikacji naukowych, w tym książkę biograficzną „Prywatna Wojna”. W chwil obecnej realizowany jest film o jego życiu i działalności.

Ojciec Stefan Filipowicz „za jego pozytywny wpływ

i inspiracje w naszym życiu

Dr. Michał Adamczyk uzasadniając wyrożnienie dla o. Stefana Filipowicza powiedział:

„Otrzymałem wielki przywilej, aby w krótkim czasie uhonorować osobę, która w ciągu 20 lat stała się instytucją sama w sobie w środowisku Polonii Aamerykańskiej. Jest duchownym, jezuitą, którego misja w Chicago dobiega końca. Jest przyjacielem dla wielu, duszpasterzem dla jeszcze większej grupy osób. Jest misjonarzem, którego nauczanie, kaznodziejstwo i pisarstwo wywarło ogromny wpływ na wiele osób wsród Polonii. Ojciec Stefan Filipowicz byl w stanie to osiągnąc, gdyż jest mistrzem prawdziwym, potrafiacym komunikować się w wielu językach. Posługuje się biegle zarówno językiem polskim jak i angielskim, greką, łaciną, włoskim, francuskim. Potrafi posługiwać się językiem lekarzy, inżynierów, językiem nauczycieli i artystów, szczególnym dialektem weteranów wojennych i politycznych emigrantów, językiem chorych i zagubionych, jezykiem pełnym pytań jak i potrafi znających się na temacie mobilizować do poszukiwań. Co więcej, rozumie i rozkazuje językiem nadziei i przyjaźni, wiary i piękna. Umiejętnie posługuje się prozą prawdy i poezją przebaczenia. Zwiazek Lekarzy Polskich w Chicago jest wdzięczne o. Filipowiczowi za 12 lat jego modlitw, za jego mądrość i prowadzenie. Honoruje go wyróżnieniem, na którym widnieją nastąpujące słowa:: „za twój pozytywny (pełen) miłości wpływ i inspirację w naszym życiu (for your loving influence and inspiration in our live)s„.

Wanda Roztoczyńska-Roycewicz – „za 12 lat twórczego wysiłku i poświęcenie w organizowaniu dorocznego opłatka w latach 1990-2002 (for 12 years of innovative efforts and devotion to the organization of the annual oplatek 1990-2002)”

Konsul Franciszek Adamczyk wręczył puchary dla najlepszych sportowców wsród lekarzy, dla Dr. Haliny Anioł i Dr. Bronisława Orawca.

Komu maja slużyć fundusze z 53 Balu Lekarzy?

Fundusz Akademicki

Dochód z tegorocznego 53 Balu Lekarzy ma być skierowany do Funduszu Akademickiego ZLP. Fundusz został założony w roku 2000 z oczekiwaniem aby zebrać $ 100,000 funduszu podstawowego w ciągu 4 lat. Fundusz bądzie służył pomocą akademicką dla kwalifikujacych się studentów w dziedzinie medycyny, stomatologii i studiów weterynaryjnych na jednej

z profesjonalnych uczelni w stanie Illinois. Celem funduszu jest pomoc, zachęcenie studentów polonijnych do ukończenia studiów w wyżej wymienionych kierunkach. Po raz czwarty z rzędu dochody z Balu Lekarzy zasilają Fundusz stypendialny. Ten fundusz jest bliski realizacji $ 100,000.

Zespoł Lira Ensemble

Druga organizacją, która otrzyma dofinansowanie z tegorocznego Balu jest zespół Lira Ensemble. The Lira Ensemble jest profesjonalnym zespołem, który specjalizuje się w polskiej muzyce i tańcach. Zespół organizuje około 100 koncertów rocznie w metropoli chicagowskiej, w sześciu stanach tzw. Midwest i okazjonalnie daje koncerty w innych częściach USA. Wspołzalożycielem zespołu i dyrektorem zespołu jest Lucyna Migala.

12

Kto jest darczyńcą dla Zwiazku Lekarzy? Skąd pochodzą fundusze ZLP?

Zwiazek Lekarzy otrzymuje wiele funduszy od indywidualnych osób, fundacji, korporacji i organizacji wymienionych w dorocznym książce balowej jak i w biuletynie Zwiazku. Wsród najwiekszych darczyńców znajdują się Dr. Marek Gawrysz z malżonką Magdą, Polskie Linie Lotnicze LOT, Barbara i Roman Cooper, Hope Medical Institute, Lehman Brothers, Drs. Maria i Wojciech Lysiński, Drs Urszula i Michał Adamczyk, Dr. Ewa Kiljańska-Buch i Roman Buch, Drs. Grażyna & Bronisław Orawiec, Dr. Anna Szpindor Watson i John Watson oraz wielu innych darczyńców.

Sponsorzy tegorocznego Balu wnieśli około $ 8000 na różne cele. Inni członkowie Zwiazku wnieśli swój wkład do Balu poprzez reklamy, swój czas i przedmioty na aukcje i uczestnictwo w Balu z rodzinami i przyjaciolmi.

Warto dodać, że Dr. Anna Szpindor-Watson otrzymała wyróżnienie od Amerykańskiego Instytutu Kultury Polskiej na Florydzie za jej działalność na rzecz Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago. Wreczenie wyróżnienia miało miejsce 8 lutego 2003 w Miami, Floryda.

Polish American Health Association (PAHA) w Waszyngtonie zaprasza na Wieczór Taneczny 3 maja 2003 o godzinie 7-ej wieczorem. Strój wieczorowy. Wstęp 80 USD od osoby. Dochód na pomoc dla dzieci w Polsce. Wiecej informacji na stronie PAHA w internecie (http://www.pahausa.org/events.htm), przez telefon 703-538-2343 (Dr Ewa Shadrin) lub e-mail embrzo@jhu.edu

(Dr Edwarda Buda-Okreglak).

Informacja APSOP

Uprzejmie informuje o nowym składzie Zarzadu, wybranego w dniu 6 lutego 2003 na Walnym Zgromadzeniu naszego stowarzyszenia:

Association des Professionnels de Santé d’Origine Polonaise (APSOP) Région Nord – Pas-de-Calais, Prezes: Elisabeth MASSE-MAJEWSKI I Vice-Prezes: Edyth POTIÉ Sekretarz: Lydie DECQ-ZIELINSKI Skarbnik: Nicolas HALAMEK Delegat do kontaktow: Andrzej BURZYNSKI

e-mail: dr.andrzej@burzynski.fr

A. Burzynski

13

Początek współpracy pomiędzy społeczeństwem medycznym Polski a Ukrainy

Aleksander Pułyk, przewodniczący Koła Lekarskiego

przy Towarzystwie Kultury Polskiej Zakarpacia

Na Ukrainie. Na dźwięk tych słów oży-wia się serce każdego Polaka. Tak, na Ukrainie zostało sporo Polaków i od dawna oni razem z Ukraińcami, Rosjanami, Białorusinami, Ormia-nami i innymi narodowościami stanowią ludność Ukrainy. Dziś pomiędzy państwami Ukrainą i Polską ocieplają się stosunki, rozwija się przyjaźń. Prezydent Polski staje się niejako adwokatem Ukrainy w stosunkach międzynarodowych. Polska już jedną nogą stoi w unijnej Europie, przed Ukrainą długa droga. Kto, jeśli nie sąsiad powinien podać ręku w takiej sy-tuacji? I Polska robi wszystko, by na Ukrainie, słynnej z swego czarnoziemu, gdzie tak dobrze rodzi chleb, zrodziło się „Nowe życie”. Nowe nie w sensie czegoś nigdy niewidzianego, ale w sen-sie odrodzenia już dawno znanych wartości, do których należy szacunek dla ludzkiego życia.

Dlatego na pewno nie jest dziwnym, że w awangardzie pomocy charytatywnej idą le-karze. Pod czas każdego swojego przyjazdu do Polski słyszałem od kolegów następujące py-tania: „Jak tam u was? A czy prawda, że w szpi-talach trzeba płacić za leki? A czy prawda, że nie płacą pensji lekarzom po kilka miesięcy? ” Z tego wszystkiego było widać, iż życie sąsiadów nie jest dla większości Polaków obojętne. W 2001 roku gościliśmy we Lwowie na 10 lecie Stowarzyszenia Lekarzy Polskich Ziemi Lwowskiej Polskich lekarzy z całego świata. By-ła to dobra okazja, by przyjechać do miasta do którego każdy Polak podchodzi z ogromnym sentymentem. Była cudna pogoda i my Polacy z Ukrainy i Polacy z całego świata całymi dniami spacerowali ulicami starówki, piliśmy piwo w starych lwowskich piwnicach, jeździliśmy po okolicach. Poznaliśmy się dobrze i w trakcie rozmów udało się założyć podstawy przyszłej współpracy.

Profesor Aleksander Sieroń prorektor ds. Nauki Śląskiej Akademii Medycznej był wśród nich. Jest to osoba bardzo konkretną. Na jego prywatne zaproszenie do Katowic przyjechałem na początku ja, a następnie, już na oficjalne zaproszenie Śląskiej Akademii Medycznej przyjeżdża dziekan Wydziału Kształcenia Podyplomowego Narodowego Uniwersytetu w Uzgorodzie z przygotowanym już listem intencyjnym dotyczącym współpracy pomiędzy uczelniami. Rozmowa toczyła się w dziekanacie Wydziału Lekarskiego w Zabrzu, gdzie zakłada się kamień węgielny do fundamentu współpracy. Na zaproszenie ukraińskiej strony do Użgorodu przyjeżdżała delegacja lekarzy rodzinnych z Zab-rze by uczestniczyć w międzyna-rodowej kon-ferencji medycznej „Medycyna pierwszego kontaktu – ubezpieczenie medyczne”, w okrą-głym stole na temat „Finansowanie medycyny rodzinnej”. Pogoda nie dopisała, było zimno, ale w Użgorodzie po raz pierwszy słyszano z katedry język polski, który każdy, okazało się, rozumie bez tłumacza. W listopadzie na zaproszenie rektora przyjeżdża delegacja ŚAM w składzie: prorektor Aleksander Sieroń, prorektor Janusz Koniecki i dziekan zabrzańskiego Wydziału Lekarskiego Jan Połoński. Trzy dni zacni goście oglądali szpitale i kliniki, rozmawiali z lekarzami i studentami, a w końcu wizyty w uroczysty spo-sób podpisano Umowę o współprace. Integralną częścią tej umowy było podpisanie konkretnych program wymiany doświadczeń w dziedzinie kardiologii, przeprowadzenie wspólnych badań naukowych w dziedzinie gastroenterologii i neurologii.

Już działa w Użgorodzie w centrum me-dycyny rodzinnej aparat do terapii polem magne-tycznym, który w ramach umowy podarował od siebie osobiście na rzecz współpracy wynalazca tego sprzętu – Aleksander Sieroń. Już wyjechała do Zabrze grupa lekarzy z Użgorodu, by zapoznać się z zabiegami kardiologii inwazywnej w III klinice kardiologicznej w Zabrzu kierownikiem której jest znany w całej Polsce prof. Lech Połoński. Współpraca funkcjonuje. W Użgorodzie już toczy się sporo rozmów na temat tego, kto w następnej koleji będzie do przedstawienia projektu wspólnych badań naukowych.

Użgorodski Uniwersytet Narodowy jest młody, ale dobrze znany jako klasyczny uni-wersytet słynący na terenie byłego Związku Radzieckiego pracami naukowymi w dziedzinie fizyki i matematyki, biologii i chemii. Na list intencyjny o współpracy otrzymaliśmy zgodę od

14

Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W grudniu 2002 roku przed samym Bożym Na-rodzeniem została podpisana rektorami umowa o współpracy pomiędzy Narodowym Uni-wersytetem w Użgorodzie a Uniwersytetem Jagiellońskim, i było to dużym sukcesem i rów-nocześnie nagrodą dla członków Koła Lekarskiego przy Towarzystwie Kultury Polskiej Zakarpacia, przy pomocy których to wszystko udało się .

Zakarpacie nigdy nie było polskie, jest położone na zachodzie Ukrainy i granicy z Polską, Słowacją, z Węgrami i z Rumunią. Polacy znalezli się tu w czasach wojennych i powojen-nych. Mieszkają rozproszeni, ale zawsze pamiętają o ojczyźnie. Od 10 lat już działa w Uż-gorodzie Towarzystwo Kultury Polskiej, w ramach którego stworzono Koło Lekarskie, Koło Naukowców, Polska Szkoła Sobotnio – Niedzielna, która od listopada 2002 roku nosi imię ks. Prof. Józefa Tischnera. W okolicach Lwowa, na Rzytomierszczyźnie Polskie lekarzy opiekują się staruszkami i jest to sprawa bardzo potrzebna. Na Zakarpaciu, gdzie nie ma takej dużej ilości Polaków w wieku podeszłym wybraliśmy kierunek rozwoju współpracy mię-dzynarodowej i dzięki Bogu cieszymy się sukcesów

w tym zakresie.

Podtytuł: Jesteśmy w Unii

Poniższy tekst jest odpowiedzią na mail jednego z kolegów, który martwi się czy polscy rolnicy poradzą sobie w Unii Europejskiej (PK).

W Europie jest pełno subtelnych sposobów na wyciąganie pieniędzy z Unii. Wydaje mi się, że nasi polscy rolnicy, zaradni i wytrenowani w „dryblowaniu” władz, szybko się do tych metod przystosuja. Paniczny strach Unii przed nadpro-dukcją pozwala na bardzo szybki i skuteczny szantaż. W ten sposób we Francji chłopi otrzy-mują premię: za niedojone krowy (quotas lait-iers), za zamienianie pól w nieużytki (prime pour la jachère), za wyrywanie winorośli i drzew owocowych (prime d’arrachage), lub za krowy, których nie posiadają (których się pozbyli). W ten spo-sób na Korsyce, gdzie historycznie krów nigdy nie było (są kozy i trochę owiec), znalazło się około 300 hodowców krów (sic), którzy otrzymy-wali przez 20 lat pre-mię, za wirtualne kro-wy, których rzekomo się pozbyli. Do dzisiaj, na znakach drogowych na Korsyce, które ostrzegają przed przejściem krów przez szosę, jakaś dowcipna ręka dopisuje pod rysunkiem tego zwierza: „prawdziwe kro-wy”. Filozofia wszystkich tych akcji unijnych jest prosta: ponieważ, produkcja jest niepotrzeb-na i trzeba do niej dopłacac, lepiej płacic za to żeby rolnik nic nie produkował, gdyż kosztuje to mniej (nie ma kosztów transportu i przechowy-wania nadprodukcji). Jest to metoda diealna, aby z uczciwego i pracowitego rolnika zrobić sprytnego i leniwego cwaniaka. Mieliśmy nawet we Francji, w latach 80-ych, ministra opieki społecznej (Georgina Dufoix), który chciał ta piekną ideę przenieśc na grunt medyczny tzn. płacic lekarzom za to, czego nie zrobią, aby zmniejszyć liczbę aktów medycznych. Prawdo-podobnie zawiść in-nych grup zawodowych i początki AIDS (rząd miał wtedy inne kłopoty na głowie), spowodo-wały, że ta „świetlana” propozycja niestety nie weszła w życie. Myśle, że nasza lista interneto-wa, która liczy wielu członków z bujną wyob-raźnią, dostarczy naszym rolnikom msę innych pomysłów, aby natychmiast poczuli się dobrze w Unii.

Piotr Konopka

a 15

SKARANIE Z TYM KRZYŻEM

Otrzymałem niedawno takie zapytanie :

„Szanowni uczeni w ortopedii i neurologii, neurolodzy w klinice, w której pracuje moja małżonka podaja – w przypadku terapii konserwatywnej – wypadnięcia dysku kręgowego – „kroplówke Fellingera”. Ja pamiętam nieco inny sklad. Może się jednak mylę? Neurolodzy podają codziennie: w 500 ml NaCl – 3 ampulki Pentoxyfilliny 100 mg 1 ampulke Multibionty 1 ampulke Vitaminy B – Komplex 1 ampulke Synacten 0,25 Tej Pentoxyfilliny troszkę nie rozumiem. Czy ktoś mi może wytłumaczyć – po co ona tutaj i to w takiej dawce od początku ( z czasów na chirurgii naczyniowej – podawaliśmy stopniowo wzrastająco od 1 do 4 ampułek w kroplówce, tutaj 3 od początku i to przy wskazaniach neurologicznych).”

Uczenie odpowiadam :

Przyznaję się, że pierwszy raz słyszę o podawaniu „kroplówki Fellingera” o takim składzie

w przypadku konserwatywnej terapii wypadnięcia dysku kręgowego. Jeśli to ktoś naprawdę stosuje w Klinice Neurologicznej to osoba, która kontynuuje ten na niczym nie oparty schemat leczenia powinna być pociągnięta do odpowiedzialności finansowej za bezużyteczne marnowanie leków i pieniędzy. Nigdzie nie ma najmniejszego dowodu na to, że podawanie Pentoxyfiliny cokolwiek wywołuje, np roszerzenie naczyń. Pierscień dysku nie ma naczyń, sam dysk rownież, jako iż odżywia się przez dyfuzje, ale może to jest mechanizm taki sam jak nacieranie pleców przy pneu-monii. Też się robiło i pomagało. A może dla poprawienia ukrwienia mięśni ? Pewno żeby „złe substancje szybciej odpływaly” jak to uczenie niektórzy argumentują. Drugi mit to są te Vitaminki – Multibionty – bo jak nerw – to Vitamina B dobrze robi -zwłaszcza producentom tych witamin. Dlaczego podaje się ACTH w tej kroplówce też nie wiem.

W sumie jest to katastrofalnie przestarzała koncepcja leczenia …czego? – wypadniętego dysku? bó-low kregosłupa ? Smutne to, ale niestety prawdziwe w Niemczech. Wypadnięty dysk to jest prob-lem mechaniczny z konsekwencjami. I ogólnie mówiac podparty patofizjologicznie „odczynem zapalnyn” z całymi z tym związanymi mechanizmami. Wypadnięty dysk powoduje ból albo z powodu podrażnienia zakonczeń nerwowych w pierscieniu poprzez powiększenie objetości albo poprzez drażnienie korzonka, co z kolei może też prowadzić do sensacji w gałęziach rdzeniowych tego korzonka, itd., itd., to znaczy, że można miec bóle w nodze i w krę-gosłupie, co z kolei prowadzi do reakcji na ból, wzmożonego napię-cia mięśniowego itd., itd. Wypadnięcie albo protruzja jest tylko jedną z wielu przyczyn powodujacych bóle w kręgosłupie

i bóle korzonkowe. Wypadnięcie dysku, a tym bardziej symptomatyczna protruzja, są w zasadzie schorzeniem samoograniczajacym sie tzn. w olbrzymiej większości dolegliwości przechodzą same w sobie i bóle ustaja, bo korzonek się zadoptował, albo wypadnięta tkanka na skutek utraty wody się skurczyła. I wracaja po miesiącach albo czasem po latach. Na poczatku: dzień dwa, tydzien – bóle są silne ( że ja Panie doktorze w ogóle się nie mogłem poruszać), a potem prze-chodzi – pozostaje w końcu po kilku tygodniach bardzo niewielka liczba pacjentów, którzy mają ta-kie dolegliwości, że już dłużej nie mogą z tam żyć – i z tego ja żyję. Silny ból ograniczony do nogi, bez bólów “krzyża”, zwłaszcza polączony z „cierpnięciem” przemawia bardzo mocno za wypadniętym fragmentem krążka międzykregowego. Jeśli pacjent wraca do lekarza za parę godzin skarżąc się, że nic mu nie pomogło i ból jest w dalszym ciągu tylko w nodze to zaleca się szybkie

16

wykonanie MRT i przy stwierdzeniu dużego wypadniętego fragmentu operacje. Biedny doktor do-mowy- mam teraz taką historię- pacjent skarży, bo z nagłym silnym bólem korzonkowym był 3 razy u lekarza i raz w Izbie Przyjęć, gdzie go odesłano, a potem jeszcze dzwonił do szpitala, gdzie mu poradzono pójsć następnego dnia do ortopedy. Wszystko to działo się w przeciągu 3 dni. Czwartego dnia w nocy ból ustąpił – za to pojawiło się porażenie stopy. Typowy przebieg. W rezo-nansie magnetycznym olbrzymi, wypadniety dysk. Operacja. Stopa – rok po zabiegu nie funkcjonuje. Pacjent skarży lekarza, że powinien wcześniej skierować go do rezonansu . Gdyby le-karz tak postąpił, można byłoby z duzym prawdopodobieństwem uniknąć wystąpienia porażenia stopy. Jest niestety zupełnie nierealne każdego pacjenta z nagłym bólem korzonkowym od razu kie-rować do rozpoznania przez CT albo MRT. Spośród tych wielu z takimi dolegliwościami ilu dos-tanie porażenia stopy – 5% ?, może mniej, może 1 % ? Część będzie miała lekki niedowład, który może się cofnąć samoistnie. Nie można wszystkim od razu robić badania.

I tak źle i tak niedobrze. Ale do rzeczy: celem leczenia konserwatywnego jest: Zmniejszenie bólu i zmniejszenie reakcji zapalnej na mechaniczne podrażnienie zakonczeń nerwowych i korzonka: Zdrowy uciśnięty korzo-nek nerwowy nie boli – ma się tylko uczucie drętwoty w dotknietym segmencie. Korzonek zmienio-ny „zapalnie” boli . Wobec tego: środki przeciwbólowe, środki zmniejsząjace odczyn zapalny (nie-stereoidowe ), albo jako krótkie uderzenie steroidowe, (oralny jest tak samo skuteczny jak dożylony, ale dożylnie robi lepsze wrażenie na pacjencie, że doktor się stara) lokalne infiltracja środkami znieczulajacymi – można, jeśli ktoś zostaje w domu dodac też trochę relaxantow mięśniowych (Tetrazepam, Diazepam w małej dawce) .

W późniejszej fazie, po ustąpieniu ostrych bólów – zabawy fizjoterapeutyczne z takim czy innym prądzikiem, fango, gimnastyczka dla miesni itp.. Jeśli pacjent nie ma ubytków neurologicznych, to diagnostyka obrazowa nie jest na poczatku konieczna , przy utrzymywaniu sie dolegliwości

i braku tendencji do poprawy po 2 – 3 tygodniach, powinno się wiedzieć z czym się ma do czynienia i wybrać nastepną drogę leczenia (np. blokady celowane.) Rtg slużyc może jedynie do wykluczenia zmiany destrukcyjnej . Obecnie badaniem z wyboru jest MRT. TK jest w tym względzie gorsza, zupełnie bez sensu u osób otyłych i jeśli wykonana na starym aparacie.

W zasadzie w starszej grupie wieku tzn. po 40 (tzn. zdziebko starszej) prawie nie spotka sie osób bez mniej lub bardziej widocznej osteochon-drozy, spondyloartrozy, zwężenia tego czy innego otworu międzykrego-wego, bardzo wielu z nas będzie miało „degeneracyjną dziurę” w dysku

i w ogóle wynik badania nie będzie normalny – zwłaszcza, jeśli miało się dolegliwości poprzednio przez lata. Bardzo wielu pacjentów przychodzi do mnie i zaczyna od pokazywania MRT albo CT i stwierdza -„bo ja mam wypadnięty dysk, radiolog tu to opisał.” Odkładam to zawsze na bok i mówie, że na początku mnie to wcale nie interesuje. Najważniejsze są dolegliwości pacjenta – i muszą one „pasować” do obrazu MR lub CT. Ileż zupełnie bezobjawowych protruzji, zwężeń otworów między-kręgowych widzę codziennie, bez najmniejszej korelacji do objawów klinicz- nych! Dlatego należy się 2 i 3 razy zastanowić, nawet jeśli opis dolegliwości i badanie zgadza się z wynikiem badania MR czy CT czy nie jest to przypadek. Proszę nie zapominać, że 30 – 40 % efektu leczniczego to jest efekt placebo (co zbadano dla różnych terapii „back pain”) i, że efekt leczniczy trzeba przeciwstawić „natural course of the disease” Pozdrawiam serdecznie bez kroplówki i czekam na racjonalne uzasadnienie przez kogos podawa-nia tej idiotycznej infuzji. Z góry znam też odpowiedź:” W naszych rękach mieliśmy z tym dobre wyniki” Miałem raz pacjenta, który był leczony przez kolegów ortopedów w Berlinie ( poziom niektórych jest zatrważający). Pytam się go, co miał za leczenie?: „Fango, wyciągi, akupunkturę, „lampy”, zastrzyki. – Co za zastrzyki? „nie wiem” (jest to typowa odpowiedź w 99,5 % pytanych pacjentów). A ile tych zatrzyków Pan dostał? – „50” Jeszcze raz -ile ? -„Pięćdziesiąt, przez 3 miesiące” -A coś pomogło ? – i na to otrzymałem rozczulająca odpowiedź – „Nie”. I kto jest tu, za przeproszeniem idiotą ?

Jan

17

Ogłoszenia:

Redakcja Biuletynu:

A. Kłobukowski (Redaktor),

J. Bodziony, F. Forycki, J. Kasina, E. Teslar (Komitet Redakcyjny)

Adres redakcji Biuletynu:

A.Klobukowski@t-online.de

Andrzej Kłobukowski

Karl-Marx-Strasse 139d, 15831 Grossziethen, Bundesrepublik Deutschland

18