Biuletyn Federacji

Polonijnych organizacji medycznych

Nr 12/2003 (30) lipiec 2003

Wydanie internetowe

Do poprzeniego numeru Biuletynu

W dzisiejszym numerze:

 V Swiatowy Kongres Polonii Medycznej – Kuba Bodziony

 Był Kongres w Katowicach – złośliwie, poważnie, indywidualnie – Jan Zierski

 Polska Misja Medyczna

 Informacja o konferencji w Grodnie – Andrzej Szpakow

 Realizm socjalistyczny – Piotr Konopka

 Osiągnięcia w badaniach nad Polonią i Emigracją

 Wiadomosci z Waszyngtonu – Edwarda M. Buda-Okreglak

V Swiatowy Kongres Polonii Medycznej P

V Swiatowy Kongres Polonii Medycznej zakoń-czył się i wszyscy chętnie przeczytalibyśmy podsumowanie -takie opinie słyszałem w ostat-nim czasie. Ponieważ nie uczestniczyłem we wszystkich sesjach poprosiłem przewodniczą-cych sesji o i niektórych aktywnych uczestni-ków o krótką ocenę. Wszyscy jesteśmy bardzo zajęci, a w szczególności przewodniczący sesji, a więc trochę to potrwało zanim otrzymałem pierwszą część materiałów. Poniżej ją zamiesz-czam (drugiej jeszcze nie otrzymałem, ale mam nadzieje że do następnego numeru dojdzie) spięte klamrą moich uwag i komentarzy.

Ale zacznijmy od początku:

rzed każdym kongresem trzy punkty są ko-nieczne do ustalenia – jego miejsce, program i sposób finansowania. Jeszcze na IV Kongresie w rozmowie Wojtkiem Marquardtem i Grzego-rzem Opalą zaproponowałem, żeby Sląska Izba Lekarska została organizatorem V Kongresu. Pomysł został podchwycony, Rada Federacji zgodziła się z tą propozycją, tak że stosunkowo wcześnie mieliśmy partnera. Śląska Izba Lekar-ska (a konkretnie Komitet Organizacyjny z Wojtkiem Marquardtem jako przewodniczą-cym) zajęła się przygotowaniem części organi-zacyjnej Kongresu, Federacja Polonijnych Or-ganizacji Medycznych ( a konkretnie Komitet Programowy ze mną jako przewodniczącym) zająła się przygotowaniem cześci programowej. Wstępny program został ustalony na podstawie

1

„call for ideas” w środowisku polonii medycz-nej i w końcowym efekcie był zdaniem zdecy-dowaniej większości uczestników bardzo udany. Jeżeli chodzi o finansowanie Kongresu to jest to zawsze sprawa kluczowa dla jego powodzenia, wymagająca wielu starań i zabiegów. W przy-padku V kongresu, w związku z trudną sytuacją publicznych finansów RP starania te były szcze-gólnie żmudne. Dzięki osobistym zabiegom za-równo prezesa Rady Federacji jak i wiceprezesa Naczelnej Izby Lekarskiej ( Wojciech Mar-quardt) udało się uzyskać dofinansowanie za-równo od Naczelnej Izby Lekarskiej jak i od Se-natu RP. Dofinansowanie to, aczkolwiek o poło-wę niższe od wnioskowanego i o połowę niższe od uzyskanego dla poprzedniego IV Kongresu umożliwiło sfinansowanie 103 stypendiów dla kolegów z krajów byłego Związku Radzieckie-go. Umożliwiło im to przyjazd i wystąpienie na kongresie przyczyniając sie do integracji Polonii Medycznej. Duże problemy organizacyjne stwo-rzyło uzyskanie promesy dofinansowania dopie-ro na miesiąc przed kongresem.

Tyle wstępu, poniżej zamieszczam podsumowania / oceny inaugaracji i pierwszego dnia kongresu. Teksty pisane przeze mnie są oznaczone inicjałami JB (Jakub Bodziony)

Czwartek, 29 maja 2003, godz. 18, Filharmonia Sląska, Katowice

Uroczystość otwarcia i koncert powitalny, wykład inauguracyjny,

koktajl powitalny

roczystość otwarcia prowadziliśmy wspólnie (JB) z Wojt-kiem Marquardtem. Jak zwykle wiele osób i instytucji pomagało przy organizacji kongresu, bez zbiorowego poparcia nie udaje się zorganizować takiej imprezy. W pamięci pozostało mi szczególnie miłe wystąpienie przedstawiciela ministerstwa spraw zagranicznych oraz wystapienie prezesa Naczelniej Izby Lekarskiej, Kostka Radziwiłła. Po powitaniach i podziekowaniach, ktore jak zwykle trochę długo się ciągnęły (ale na szczęście nikogo nie pomineliśmy) odbył się wykład inaugura-cyjny profesora Andrzeja Szczeklika „O sztuce lekarskiej”. Właściwie temat, z którym się stykamy coraz rzadziej, tym razem fascynujace ujęcie. Załączam cytat z wykładu i z książki, bo wykład był właściwie promocją książki p.t. Katharsis – o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki: „Przed sześ-ciuset laty Petrarka twierdził, iż gdyby wziąć tysiąc ludzi cierpiących na tę samą chorobę i połowę z nich oddać w ręce lekarza, połowę zostawić swojemu losowi, to ci ostatni mieliby lepsze szanse na wyzdrowienie. Przez wieki też powtarzano, iż pomiędzy dobrym a złym lekarzem różnica jest og-romna, lecz pomiędzy dobrym lekarzem i brakiem lekarza nie ma żadnej. Harwardzki biochemik Henderson uważał, iż dopiero około 1910 roku przeciętny chory, zgłaszający się do przypadkowo wybranego lekarza, miał po raz pierwszy w historii szansę przekraczającą 50 %, by odnieść z tej wizyty korzyść. Jeśliby tak było, to jak mogła przez tysiąclecia funkcjonować medycyna? Czym wytłumaczyć wyzdrowienia? Czyż nie były one udziałem lekarzy, z wyjątkiem może tych najbardziej miernych?

Paradoks ten wyjaśniał Hipokrates uzdrowicielską siłą natury. To w samej naturze – uczył on – drzemią dobroczynne, lecznicze siły, lecznicza moc (vis medicatrix naturae). Trzeba zaufac naturze. Przy łóżku chorego obserwować bacznie, jak ona postępuje, pomagać jej, nigdy nie szkodzić. Takie też było pierwotnie znaczenie aforyzmu – powtarzanego dziś równie często jak przez wiekami – primum non nocere” Nic dziwnego, że wykład tak nas zafascynowal, ze o malo nie spóźniliśmy na polonijno – lekarskie wystąpienie telewizyjne (razem z 6 kolegami wzięliśmy udział w telewizyj-nym forum polonijnym, myślę że wkrótce będzie można udostępnić link do nagrania, dlatego też U

2

tutaj nie będę opowiadał szerzej o nim). W związku z uczestnictwem w tym programie nie zdążyliś-my na koncert i cocktail powitalny – a podobno było czego żałować. ☺ (JB) .

Piątek, 30.05. 2003, Dom Lekarza, ul. Grażyńskiego 49a, Katowice, 8:30-17:00

Telemedycyna – „distance medicine” i „distance learning”

askoczyła trochę duża frekwencja na sali. Wydawałoby się tematyka specjalistyczna, tro-chę futurystyczna, nie znajdzie szerszego zain-teresowanie. Pod koniec sesji w małej, dwu-dziestoosobowej salce było prawie 40 osób. Ale może to nie tematyka o osobowości mode-ratorów sesji przyciągneły słuchaczy. W swoim wystąpieniu „Wspólczesne możliwości kształ-cenia lekarzy poprzez Internet (distance lear-ning) przedstawiłem m.in. multimedialne moż-liwości zarówno kształcenia studentów jak i kształcenia podyplowego lekarzy różnych spe-cjalności ze szczególnym uwzględnieniem tech-nik internetowych (distance learning) na przy-kładzie projektu DocEdu realizowanego w ra-mach programu UE Leonardo da Vinci. Ryszard Sztoch z firmy LTC przedstawił pro-blematykę Biuletynu Informacji Publicznej oraz szczegóły jej wprowadzenia w Izbach Lekar-skich. Jarek Kosiaty z portalu medycznego Esculap przedstawił dwa referaty – jeden doty-czący serwisu informacyjnego – „Polski Lekarz w Unii Europejskiej” oraz drugi poświęcony ak-tualnej informacji prawnej dla polskich i polo-nijnych lekarzy w sieci Internet. Przy tej okazji rozwinęła się ożywiona dyskusja na temat ogra-niczen z jakimi jest związane przedstawianie treści medycznych w internecie.

Jana Chomenko z Towarzystwa Lekarzy Pol-skich w Winnicy, Ukraina przedstawiła listę PolMed jako przykład funkcjonujących konsul-tacji medycznych przez internet. Zostały przed

stawione te przypadki, o których konsultacje proszono oraz krytycznie przedyskutowano wy-niki tych konsultacji. Andrzej Kajetanowicz przedstawił telemedycynę w Kanadzie. Ze względu na większe odległości telemedycyna stała się integralną częścią kanadyjskiej służby zdrowia. Następny refrent, dr. Zygmunt Podolec z Ośrodek Aerozoloterapii, Krakowskiego Szpi-tala Specjalistycznego miał omówić zastoso-wanie internetu w programowaniu i kontroli le-czenia chorych na mukowiscydozę. Niestety po-mylił dni, tak że nie wysłuchaliśmy tego cieka-wie się zapowiadającego referatu. Iwan Kate-renchuk (Poltawa) wspólnie z Anatolem Swię-cickim (Kijów) przedstawili troche filozoficzne połączenie nowoczesnych i tradycyjnych metod kształcenia medycznego w epoce jutra w szero-kim ujęciu. Sesję zakończył interesujący referat Haliny Kulik ze Sląskiej Akademii Medycznej poświęcony roli internetu dla grup samopomo-cowych pacjentów przewlekle chorych. Okazuje się, że w Polsce, mimo stosunkowo dużej ilości grup sampomocowych tylko niewielka ilość z nich ma prezentację internetową. Zupełnie inną sytuację obserwuje się w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. Tam podstawą działania grup samopomocowych jest prezentacja inter-netowa. Niżej podpisany zwrocil uwage na możliwość uzyskania funduszów Unii Euro-pejskiej na takie projekty. (JB).

Mistrz-czeladnik ? Uczenie lekarzy wczoraj i dziś (Konferencja okrągłego stołu)

Udział wzięli następujacy koledzy: Jakub Bodziony, University Hospital of Saarland, Wacław Jeż, Szpital Kliniczny nr. 9 w Bytomiu, Pawel Lampe, Klinika Chirurgiczna Sląskiej Akademii Medycz-nej, Witold Lukas, Zakład Medycyny Rodzinnej Sląskiej Akademii Medycznej, Katowice, Ewa Teslar, UFR Broussais Hotel Dieu, Université Pierre et Marie Curie à Paris., Arkadiusz Siennicki-

Z 3

Lantz, Clinic of Neurology, University Hospital od Lund, Krzysztof Schreyer, Szpital w Pruszkowie i Ko-misja Wspolpracy Zagranicznej WIL, Marek Rudnicki, Metropolitan Group Hospitals/Univ. of Illinois Re-sidency Program in Surgery, Chicago i Jan Zierski, Klinika Neurochirurgii KH Neukoeln, Berlin. Dyskusja, przy udziale sali byla bardzo ożywiona i rozpocząłem ją (JB) trochę prowokacyjnym stwierdzeniem, że zmienił sią zasadniczo sposób uczenia lekarzy z systemu mistrz-nauczyciel na system „ucz się sam” czyli na autodydaktykę. Przypomniałem, że w preambule kodeksu etyki lekarskiej i przysięgi medycznej w Polsce przetrwała ładna, ale moim zdaniem trochę nieaktualna formuła „Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych związanych z nim obwiązków przyrzekam:…”Zarówno zaproszeni uczestnicy jak i sala podzieliła się na tych którzy mieli mistrza i na tych ktorzy go nigdy nie widzieli. Odniosłem statystycznie niezweryfikowane wrażenie, iż linią podziałową był wiek. Ci którze mieli kontakt z mistrzem przeważnie byli po sześćdziesiątce ☺.

Równolegle z dyskują okrągłego stołu i sesją poświęconą telemedycynie odbywała się sesja poświęcona aktualnemu stanowi wiedzy na temat astmy oskrzelowej. Uczestniczyła w niej Bozena Jazwiec, jej opis poniżej.

esję prowadzili: Piotr Brewczyński, Kierownik Wojewódzkiej Poradni Alergologicznej w Katowicach i Jan Cieślicki, Ordynator Oddziału Pulmonologii Wojewódzkiego Szpitala Chorób Płuc w Wodzisławiu Śl. Program sesji obejmował sześć wykładów naukowo-szkoleniowych oraz prezentację dwóch prac oryginal-nych. Prof. Barbara Rogala z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych Alergologii i Immunologii Klinicznej ŚAM w Zabrzu wprowadziła uczestników sesji o astmie oskrzelowej w obecny stan wiedzy o tej chorobie. Na przestrzeni ostatnich lat dokonał się znaczny postęp w poznaniu etiopatogenezy i kliniki astmy oskrzelo-wej. Mimo ograniczeń w jednoznacznym sformułowaniu określenia choroby obowiązuje pogląd, że astma jest zapaleniem dróg oddechowych, a odczyn zapalny warunkuje nadreaktywność oskrzeli na różnorodne czynniki. Taka definicja astmy stanowi podstawę do nowoczesnych strategii terapeutycznych.

Doc. Jerzy Kozielski z Katedry i Kliniki Ftyzjopneumologii ŚAM w Zabrzu przedstawił główne założenia w diagnostyce astmy. Wywiad, badanie przedmiotowe, badania czynnościowe płuc stanowią od lat podstawo-we elementy rozpoznania choroby. Pomocniczymi elementami tego rozpoznania są badania diagnostyczne alergii oraz badania z wykorzystaniem niektórych markerów takich jak TGFβ i EF2, ocena ekspresji recepto-rów: glukokortykoidowego, β i innych, a także nieinwazyjne badania oceniające nasilenie zapalenia dróg oddechowych.

Interesujący wykład pod tytułem „Terapia astmy oskrzelowej – współczesność i perspektywy” przedstawił prof. Marek Kowalski z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej UM z Łodzi. Zgodnie ze współczesnym rozumieniem patofizjologii astmy, leki stosowane w astmie podzielić możemy na dwie grupy: kontrolujące chorobę (inaczej przeciwzapalne), do których zaliczamy kortykosteroidy, kromoglikan dwusodowy i nedo-kromil i objawowe (rozkurczające oskrzela) czyli betamimetyki, cholinolityki i metyloksantyny. Ponieważ astma jest chorobą oskrzeli, uzasadnione wydaje się preferowanie leków podawanych drogą wziewną. Po-stęp w leczeniu astmy odbywa się na kilku płaszczyznach: znajdujemy nowe sposoby i formy stosowania do-tychczasowych leków (np. poprzez stosowanie terapii złożonej) oraz poszukujemy nowych leków uwzglę-dniających poznane mechanizmy zapalenia astmatycznego. Od kilku lat w badaniach klinicznych znajduje się zupełnie nowy lek będący przeciwciałem rekombinowanym (tzn. wyprodukowanym metodami biologii molekularnej) skierowanym przeciw cząstce immunoglobuliny IgE (anty-IgE) pod handlową nazwą Omalizumab. W leczeniu astmy oskrzelowej ważnym obszarem postępu może stać się farmakogenetyka umożliwiająca rozpoznanie podatności pacjentów na poszczególne leki i odpowiedni indywidualny dobór leczenia w oparciu o wyniki badań genetycznych.

Prof. Władysław Pierzchała z Katedry i Kliniki Pneumonologii ŚAM w Katowicach omówił w swoim wykładzie problem jakości życia chorych na astmę. Samo pojęcie jakości życia w zależności od stanu zdro-wia jest definiowane jako indywidualny odbiór sytuacji życiowej w kontekście systemu wartości i uwarun-kowań w jakich człowiek żyje oraz jego celów i przyjętych standardów. W ocenie jakości życia chorych na astmę stosuje się badania psychologiczne wieloczynnikowe i badania kwestionariuszowe z podziałem na ba-dania ogólne do oceny jakości życia w chorobach układu oddechowego oraz badania swoiste (np. Kwes-tionariusz dla dzieci chorych na astmę, kwestionariusz dla rodziców i opiekunów dzieci chorych na astmę).

Doc. Dariusz Ziora z Katedry i Kliniki Ftyzjopneumonologii ŚAM w Zabrzu wygłosił referat na temat astmy a POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc). Zdecydowane różnice pomiędzy tymi dwoma chorobami przebiegającymi z ograniczeniem przepływu powietrza w dolnych drogach oddechowych widoczne są już w S

4

czynnikach ryzyka prowadzących do powstania choroby. I tak, u chorych na astmę są to alergeny i niektóre czynniki zawodowe, atopia oraz niski wzrost urodzeniowy, a w POChP palenie papierosów, narażenie za-wodowe na działanie gazów i pyłów drażniących oraz niedobór α-1 antytrypsyny. Pomiędzy astmą i POChP istnieją także różnice patomorfologiczne, czynnościowe i kliniczne, i z tego względu nieco inaczej reali-zowane są zasadnicze cele terapeutyczne w przypadku tych dwóch chorób. Najistotniejsze w POChP jest rzucenie palenia, farmakoterapia objawowa i rehabilitacja oddechowa.

Podsumowujący wykład pod tytułem „Polski wkład w badania i opiekę nad chorymi na astmę oskrzelową” przedstawił Konsultant Krajowy ds. Alergologii prof. Jerzy Kruszewski z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. W naszym kraju wiedza o astmie jest dla lekarzy i pacjentów łatwo dostępna. Formalny nadzór nad opieką nad chorymi na astmę sprawują konsul-tanci krajowi w dziedzinach: alergologii i chorób płuc, wraz z zespołami konsultantów wojewódzkich. Refundacja wszystkich leków przeciwastmatycznych w Polsce jest wyjątkowo wysoka, dzięki czemu chory na astmę może być leczony bardzo nowocześnie. Obecne zasady postępowania w astmie opierają się już nie na opinii pojedynczych autorytetów, ale na ustaleniach międzynarodowych gremiów eksperckich, które są w naszym kraju propagowane i stosunkowo szybko wdrażane. Warto również podkreślić, że chociaż stan kontroli astmy u wielu chorych w Polsce nie może być jeszcze uznany za optymalny, to w tym zakresie nie odbiegamy bardzo od innych rozwiniętych krajów europejskich.

Przy udziale wykładowców z części naukowo-szkoleniowej odbyła się jeszcze prezentacja dwóch prac oryginalnych pochodzących z Ukrainy i z Polski. Dr Olga Bondarewa z Berdiańska w swojej pracy pod ty-tułem „Osobliwości przebiegu chorób alergicznych: alergiczne podłoże astmy w regionie zaporowskim” przedstawiła niepokojącą sytuację chorych na astmę na Ukrainie. Według danych Naukowo-Badawczego In-stytutu Ftyzjopulmonologii na Ukrainie ponad 2500 tys. osób choruje na astmę, a opieka nad tymi chorymi wiąże się nierozerwalnie z kwestiami finansowymi. W położonym w obwodzie zaporożskim mieście Berdiańsk prawie 4 tys. (3,5%) mieszkańców to chorzy na astmę, 1120 tych osób straciło zdolność do pracy i posiada status inwalidy.

Dr Bożena Jaźwiec-Kanyion z Sosnowca przedstawiła pracę dotyczącą badań porównawczych nad częstoś-cią dodatnich testów skórnych u dzieci w wieku szkolnym zamieszkałych w Polsce i Rumunii. W naszym kraju obserwowano istotnie wyższy odsetek dodatnich wyników testów skórnych (21,4%) w porównaniu z analogiczną grupą wiekową dzieci w Rumunii (11,0%). Pracę przeprowadzono w ramach epidemiologiczne-go programu CESAR (Central European Study on Air pollution and Respiratory health) finansowanego przez Unię Europejską.

Na zakończenie sesji przeprowadzono dyskusję okrągłego stołu. Wszyscy uczestnicy sesji o astmie mogli za-dawać pytania do wykładowców w formie pisemnej, na wcześniej rozdanych przez organizatorów kartkach (które jednocześnie brały udział w losowaniu cennych książek z zakresu alergologii).

Trzecię sesją odbywającą się rownolegle w pierwszym dniu kongrese była sesja poświęcona szkoleniu specjalizacyjnemu i pospecjalizacyjne lekarzy rodzinnych w Polsce i na świecie. Ewa Teslar z Witoldem Lukasem tak piszą o tej sesji:

oc. Witold Lukas przedstawił sytuację polskiej medycyny rodzinnej która istnieje jako osobna specja-lizacja od 1993 roku. Christofer Kubik poruszył sytuację w Stanach Zjednoczonych gdzie lekarz rodzinny, ma obowiązek poddać się certyfikacji co 7 lat. We Francji, przypomniała Ewa Teslar, nadal nie ma osobnej specjalizacji lekarza rodzinnego. Nowe reformy przewidują to w następnym roku, za to lekarze praktykujący w zakresie medycyny rodzinnej kładą duży nacisk na kształcenie. Modelem dla wielu systemów kształcenia jest system kanadyjski; bardzo interesujaco został pokazany przez Małgorzate Rowicką. Marek Jerwański obszernie mówił o szwedzkim systemie kształcenia w którym jest rozwinięty staż praktyczny rezydenta w praktyce lekarza rodzinnego. System litewski, przedstawiony przez Marię Suchocką, wymaga od lekarza ro-dzinnego odnowienia swoich wiadomości co pięć lat, aby zaliczyć licencję i mieć prawo wykonywania za-wodu (recertyfikacja). Andżela Bogucka mówiła w imieniu Liliany Groppa o specjalnej sytuacji ekonomicz-nej w Moldawii, gdzie kształcenie ustawiczne jest obowiązkowe, ale państwo nie zapewnia żadnych środ-ków fiansowych i lekarze rodzinni jeżdzą na własny koszt dokształcać się do Rumunii.

Zarówno referat S. i W. Prokopowiczow interesujaco przedstawiony przez Andrzeja Szpakova, który mówił o sytuacji lekarzy rodzinnych na Bialorusi jak i solidnie udokumentowany referat Aleksandra Pułyka z Ukra-iny nawiązywal do sytuacji lekarzy rodzinnych, specjalistów pracujących w przychodniach razem z innymi specjalistami. Porównywanie tych różnorodnych systemów było naturalnie bardzo interesujące i pokazało D

5

jak szybka jest tendencja do ustaw, praw i reform. Rok 1998/ 1999 był przełomem jeżeli chodzi o ustawy do-tyczące kształcenia lekarzy rodzinnych w wielu krajach europejskich Dużo pytań i prawdziwe zainteresowa-nie z sali motywuje nas do dalszego kontynuowania tej tematyki.

Po godzinie 14:00 odbyly się równolegle trzy sesje: historia medycyny polonijnej, aspekty etyczne w medy-cynie i współpraca i integracja leakrzy polskich i polonijnych.

Piotr Konopka tak pisze o sesji „Historia medycyny polonijnej”

W niezwykle ciekawych obradach wygłoszonych zostało 14 komunikatów przez kolegów z 7-iu krajów. Po wstepnym doniesieniu Dr.Brozka ze Slaskiej AM, ktory przedstawil stan polskich stowarzyszeń medycznych na całym świecie, Dr Konopka z Paryza opisał rolę polskich uczonych i polskich stowarzyszeń medycznych w XIX-ym wieku we Francji. Liczni mowcy (Drs Swiecicki, Kosiaty, Mickielewicz, Rotkiewicz, Hrycek, Slowik, Tarnawiecka) opisali role polskich stowarzyszen medycznych i polskich uczonych w okresie miedzywojennym i w czasie ostatniej wojny, z podkreśleniem ważnej roli kobiet – lekarzy (Dr Kulik). Kilka doniesień zajęło się również rolą polskich stowarzyszeń medycznych w okresie powojennym (Drs Szpindor, Chwajol,)

Sesja pozwoliła zebranym na zapoznanie sie z bogatymi tradycjami polskiej medycyny w wielu krajach, jak też z losami, czesto tragicznymi, wielu polskich uczonych światowej sławy (Prof. Pelczar z Wilna, czy Prof. Parnas i Weigl ze Lwowa).

Józef Grabski tak pisze o sesji aspekty etyczne w medycynie:

Przed spotkaniem rozdano dostępne streszczenia referatów oraz zestawienie wytycznych dyskusyjnych. Referaty poruszaly zasadnicze problemy etyki medycznej; dylematy moralne zwiazane z postępem biologii i biotechnikii medycyny w szczególności kwestie zwiazane z transplantacją organów (sprawiedliwy podział skąpych środkow medycznych) aspekty prawne, eksperymentowanie na ludzkich embrionach, fertylizacja in vitro, diagnostyka preimplantacyjna i prenatalna, klonowanie reprodukcyjne i terapeutyczne, aspekty etyczne w pediatrii oraz problemy zwiazane z finansowaniem opieki medycznej. Wystąpienia były wizualnie dobrze ilustrowane. Na uwage zasługuje fakt, że elementy dyskusyjne popierane były często cytatami znanych auto-rytetów jak ( Kołakowski, Tischner, Derrida, Elio Sgreccia, K. Wojtyla, Habermas) co świadczy o kwalifika-cyjnej orientacji w tej materii. Wokół poszczególnych kwestii i problemów toczyła się żywa dyskusja w as-pekcie często konfrontujących się pogladów etyki tradycyjnej i relatywistycznej na zasadzie wspólnego mi-nimum moralnego, która trwała również poza spotkaniem ( dużą aktywność wykazali tu koledzy z Ukrainy)

Zebrał i opatrzył komentarzami Jakub Bodziony, cdn – po otrzymaniu pozostałych sprawozdań.

Komunikat

W niedzielę, 1 czerwca 2003 roku odbyło się Zebranie Rady Federacji. Wybrano Zarząd w następującym składzie: Jakub Bodziony, Niemcy (prezes), Jan Borowiec, Szwecja (wiceprezes) Andrzej Szpakow, Białoruś (sekretarz) i Mirosław Sochański, USA (skarbnik)

Za Zarząd

Andrzej Szpakow, sekretarz

6

Był Kongres w Katowicach złośliwie, poważnie, indywidualnie.
Jan Zierski

Kongres jak wiadomo się odbył i nawet był cał-kiem ładny. Najdłuższą dyskusję przeprowadzono przed kongresem na temat jedzenia, a dokładniej bankietu. Chodziło o to czy za jedzenie należy płacić osobno (czyli za bankiet ) czy za jedzenie płacic w ramach opłaty rejestracyjnej czyli z góry. Chodzi-ło też o wejście do Europy i niestety ( a bylo to przed referendum) przeciwnicy wejścia lekarzy z Europy albo też wyjścia z Polski, a zwolennicy przyjścia kolegów ze wschodu do Polski ustalilli dla tych co chcieli wejść ( znaczy z Europy) albo tez wyjść ( znaczy z Polski) – zupełnie w myśl zaleceń pana prezesa Leppera – ceny zaporowe. Wprowa-dzono więc, słusznie czy niesłusznie, ceny zaporowe wskutek czego przyjechało mało osób z tzw. Zacho-du i mało osób z Polski. A potem jeszcze chcieli wszyscy wiedzieć kto płacił za oficjeli z Polski. Tych oficjeli, to było, psze Państwa dużo. I mówili – każdy mówił jak się cieszy, jaki zaszczyt i jacy my wszyscy jesteśmy ważni dla zdrowia polskiego, zmaltretowanego reformami ministrów. Wszyscy mówili, że się postarają, że zawsze będą z nami (tzn. z bracią lekarską), ale że pieniędzy nie ma i nie bę-dzie, bo nie ma. A zapowiadali tych mówców i mówczynie publiczności doskonali discjockeje, raz jeden prezes (miejscowy), a raz drugi (zagraniczny). Bardzo mi się to podobało. Jak się wyczerpał pierw-szy rząd oficjeli, to zaczeli do mówienia brać drugi. Biorąc pod uwagę liczbę krzeseł w jednym rzędzie w Filharmonii Sląskiej, można łatwo policzyć ilu ich było. Jeśli chodzi o to płacenie, to ja w każdym razie mogę powiedzieć, że sam najwyższy prezes izdebny sam płacił – za pociąg. Wbiegł w ostatniej chwili w Warszawie do pociągu, usiadł, biletu nie zdążył kupić, musiał więc to zrobić u konduktora i przysięgam, że osobiście widziałem jak wyciągał zwitek forsy z lewej wewnętrznej kieszeni marynar-ki i zapłacił. Nawet pokwitowania nie wziął. Więc cicho z tymi różnymi podejrzeniami i wymyślaniem na oficjeli!

Wysiedliśmy z pociągu – a tu gorąco jak w Afryce. Niektórzy zaraz poszli na mszę, ale ponieważ nie wiedziałem gdzie i co i czy eukumeniczna, więc zmówiłem paciorek za intencję Kongresu, sam, w hotelu. Nie wiem czy pomogło. Mnie nie pomoglo w recepcji, po tym jak się zgłosiłem powiedziano, że są tylko pokoje dwuosobowe. A ja przecież zamó-wiłem jednoosobowy i zamówienie potwierdzono faxem. Nieco zdenerwowana Pani w recepcji ( pew-nie jej też było głupio) ciągle powtarzała, że organi-zatorzy zamówili pokoje dwuosobowe na dwie oso-by i już. To ja na to powiadam dobrze, ale co z dru-gą osoba? Rozglądam się, rozglądam, a tu w kolejce panie rożne stają, w cienkich bluzeczkach, bo przecież gorąco Przyjemnie człowiekowi pomyśleć, że to będzie pokój dwuosobowy, już pomyślalem, że może paciorek pomógł, ale nic z tego: Jarek co dwa kroki ode mnie stał, odezwal się: “ A czy Pan Psor może pozwoli, to tak razem ? “ I już było po bluzeczkach. Z Jarkiem bardzo było przyjemnie, bo nie chrapał i pogaworzyć można było przyjemnie.

Pogaworzyć też można było przyjemnie wieczorem w studio telewizji, gdzie nas Marek spędził, tak żeby każdy mógł sobie coś bąknąć. Więc każdy coś tam bąknął mądro-niemądrego do kamery i dla po-tomności i w te pędy z powrotem do Filharmonii. A tam już po wszystkim. Prawie wszystko już zjedli z tych bufetów na antresoli. Troszeczkę się jeszcze uszczkło i szybciutko lulu lulu. Tylko Jarek siedział w pokoju i skracał swój wykład dwugodzinny do piętnastominutowego.

Rano wszyscy się zeszli w Sląskiej Izbie Lekarskiej. Bardzo ładnie było zorganizowane i przygotowane. Zaczęly się sesje. Jak na innych było nie wiem. Na mojej było przyjemnie, bo nie było dużo osób i nie było gorąco. Mówilli, mówili, chociaz prawie wszyscy nawet jak mówili ciekawie, to mówili za długo. Nie ma potrzeby sprzedawać całej swojej wiedzy w 15 minut, a u wielu zacnych mówców miało się wrażenie, że chcieli to zrobic. I za nic nie popuszcza. Znaki można dawać, dzwoneczkiem – dzwonić, prosić, grozić – nic nie pomaga. Mówca mówi – już kończę i ciągnie dalej przez następne 5 minut. My lubimy kwiecistość. Jakby chłopak dziewczynie przez 10 minut opisywał jak ją miłuje to by się dziewczynie na wymioty z nudów zebrało. O wiele efektowniejsze jest pomilczeć, potem jeszcze troche pomilczeć, powiedzieć: “kocham cię” ( trwa ok 1 sekundy), a potem znowu pomilczeć. Efekt jest przez to o wiele głębszy. Dlatego prośba do mówców przyszłych kongresów: pomilcz – po-wiedz krótko i pomilcz. I wtedy wszyscy zmieszczą się w czasie, zdążą na kawę, nie będą zasypiać, tylko słuchać albo oczekiwać w napięciu. Najbardziej z mojej sesji utrwaliła się mi prezentacja z obrazkami – z różnych amerykańskich pikników z różnymi

7

prezesami, dziećmi, psami, weterynarzami, suknie balowe i smokingi, uśmiechy, radość, tańce umpa-pa w rytmie mazura. Z prawej widzimy prezesa X , potem skarbik Z, w środku to ja, po lewej Gregory Spolakow, bardzo sympatyczny potomek górali z Nowego Targu. Aha – zebraliśmy 1000 Dolarow. A teraz z lewej ja, koło mnie prezes, w środku skarbnik, leży mój syn, stoi córka Gregorego. Zebraliśmy 2000 Dolarów. Next please. Teraz tu mamy: w środku ja, z tyłu jezioro, z przodu ogień, a za ogniem Gregory Spolakow, mój pies z boku, a prezes bardzo ważnego Towarzystwa – to ten pan tutaj. Zebraliśmy 3000 Dolarów. Ale prelegentka do 10.000 zdaje mi się nie doszła. Potem była przerwa. Chciałem bardzo jeszcze być po przerwie, ale mi się nie udało bo miałem sesje równoległą. Chciałem jeszcze wrócic, ale przynaglany ciągle przez przemiła Panią o plakietkę rejestracyjną (opłata) chciałem to załatwić. Ponieważ “patyka!“ lub 250 dolców przy sobie nie noszę, chciałem zapłacić kartą – nie idzie, nie można. No to: “Gdzie jest najbliższy bank?“ Zgadnijcie jakiej odpowiedzi można się wo-bec tego od Pani, która kasuje pieniądze spo-dziewać? No jakiej prosze? Jakiej? Oczywiscie: „Nie wiem“ Taka też była jej odpowiedź. Poszedłem najpierw do stoiska książkowego w piwnicy w Izbie. Bardzo miła pani opowiedziała mi swój życiorys, więc kupiłem parę książek – m.in. ciężki, drogi, ale jak na moje wrażenie doskonały podręcznik psychiatrii. Minęło już i 40 lat od kiedy się człowiek w Bilikiewiczu zagłębiał. Per pedes do Banku. Gorąco! Słońce praży. Zziajany, spocony docieram do olbrzymiego budynku Banku Sląskiego. Bankomat nieczynny! Gdzie szukać następnego? Dotarłem w okolicę dworca. Jest!!! Na rogu jest też restauracja i parę stolików na chodniku.

Usiadłem, zjadłem co nieco. Naprzeciwko siedzieli dwaj panowie z zupełnie ogolonymi glóweczkami. Patrzę i oczom nie wierzę – kelnerka przynosi im kopiasty talerz kiełbasek. Biorą sobie te kiełbaski, maczają w musztardzie i jedzą. Zjedli jeden talerz, a kelnerka przynosi drugi. Każdy nabiera sobie kiełbaskę na talerz i spożywa. Wiecej nic – ani piwo, ani chleb, ani sałatka, tylko kiełbaski. Każda ze 20 cm długa, znikały jedna po drugiej. Przestałem liczyć – było ich przynajmniej 20 na głowę. Zapłaciłem rachunek, poprosiłem kelnerkę, aby wyraziła tym panom mój podziw z powodu zjedzonej ilości kiełbasek. Podeszla do ich stolika, coś powiedziała. Ukło-niliśmy się lekko nawzajem i z uśmiechem. Pełna Europa.

Wyjechać musiałem tego samego wieczoru. Wracać w tym upale te 3 kilometry spowrotem? Zrezygno-wałem i opusciłem przemiłe Katowice – unikajac ce-ny zaporowej.

Byłem więc cały czas zajęty przyziemnymi spra-wami i nie było czasu na intelektualne rozmowy i rozważania, ale pozwalam sobie wtrącic trzy grosze na temat aspektów kongresu:

a) Aspekt naukowy. Tematy “tzw” naukowe nie są w stanie zainteresować polonii medycznej gdyż “rozrzut” specjalności jest zbyt duży. Większość to jednak lekarze w praktyce ogólnej. Jesli tematyka ”naukowa” ma dla nich być interesująca, to musia-łby to być wielki kongres z zaproszonymi, wybitny-mi znawcami przedmiotu, kursami, tematycznymi sympozjami itd. itd. Skala przekraczająca jakiekol-wiek możliwosci organizowania I finansowania. Impreza taka dla lekarzy polonijnych nie ma sensu. “Krajowcy” mają wystarczająco dużo kongresów, sympozjów, szkoleń, aby się wybierać na jeszcze jeden kongres, który nie daje punktów do spe-cjalizacji. Zapytać można by – co łączy polonię medyczną? – Wspólny zawód i wspólne pochodze-nie i sentyment do kraju. Czy to wystarczy? Zainte-resowań medycznych nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika.

b) Aspekt polityczny ( ogólny) kongresu. Czy w in-teresie polskiej polityki zagranicznej leży popieranie środowisk polonijnych, które mają trochę grypsu w głowie, albo mają trochę mniej albo więcej pie-niędzy (niby, że lekarze mają je miec ha! ha! ) czyli tzw. inteligencję. Zalóżmy wobec tego, że lekarze należą do inteligencji ( zalóżmy bo całkiem pewne to nie jest ). Ilu z nich będzie się zabawiało w działanie polityczne? Ilu z nich aktywnie będzie działać w krajach w których pracują? Ale popatrzmy na to z innej strony. Czy są kongresy lekarzy brytyjskich przebywajacych za granicą (a jest ich kupa w USA, Kanadzie, Australii) zajmujące się za-gadnieniem poprawy National Health Service? Czy rozsiani tu i ówdzie lekarze niemieccy organizują kongresy medycyny niemieckiej „emigracyjnej“? Jakoś o tym nie słyszałem. Sprowadźmy sprawę kongresow medycyny polonijnej na ziemie. Pierw-szy był, jak wspominaja starsi – najlepszy- bo w Częstochowie. Tłumy przyjechały. Nie zapominaj-

8

my, że było to wkrótce po wiekim przełomie, że była to dla wielu pierwsza okazja do przyjazdu do Polski po latach, smak nieznanego, wspomnienia młodości, ciekawość jak to wyglada po latach- Kon-gres był pretekstem, podkladką dla urzędu finan-sowego, najłatwiejszym miejscem spotkania po latach. Nie ma co narzekać, że przyjeżdża na kon-gresy coraz mniej osób. To naturalne. Kongres zre-dukuje się to spotkania towarzysko-turystycznego.

Powyzsze odnosi się, co należy podkreślić, wyłącz-nie do szanownych koleżanek i kolegów z tzw. Za-chodu. Inaczej wygląda to ze strony tych, co miesz-kaja i pracuja na prawo i na dól od Bugu. Ich sprawy sa zupelnie inne, ich potrzeby są inne i ich oczeki-wania są też zupełnie inne. Czy kongres dał okazję do wzajemnego poznania się tych ze wschodu i tych z zachodu? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Moje wrażenie było, że nie.

Wszysca oficjele mówia- jacy to my ( czyli zagra-nicznicy) jesteśmy ważni, jak to trzeba rozwijać współpracę, jak nas lubią itd itd. A my wcale nie jes-teśmy ważni i poza kilkoma akcjami charyta-tywnymi ( niektore co prawda rzeczywiscie wspaniałe jak ta w roku 1981 ) i kilkoma stypen-diami, nic wazniejszego nie zdzialaliśmy ani nie zdziałamy. Aby się troche (i zaslużenie) pochwalić nie potrzeba kongresu.

c) Aspekt polityki zdrowotnej. Czego się oczekuje od polonii medycznej? Jest parę osób, ktore z pasją zajmują sie polityką zdrowotną i mają do tego odpo-wiednie przygotowanie i wiedzę. Większość lekarzy polonijnych biernie siedzi w tych systemach zdro-wia, które istnieją w kraju ich zamieszkania , wiedza tyle ile wie każdy inny medyk w tymże kraju pracu-jący w szpitalu lub prowadzący praktykę lekarską i nie są mądrzejsi ani nie maja lepszych recept niz wymaglowana warstwa zdrowotnych polityków w kraju włącznie ze wszystkimi izbami, związkami za-wodowymi, ministerstwem zdrowia i szkolnictwa wyższego itd itd. Jest takich osób na obczyźnie mo-że dwie, trzy. Zeby uzyskać ich radę lub opinie nie potrzeba kongresu.

Kontakty medycyny polskiej z zagranicą są ży-we. Wyjeżdżać można, czytać można. Ktoś, kto przesiedział parę lat we Francji czy w Szwecji, nie jest o wiele madrzejszy w tych sprawach od innych. Przed kilkoma laty albo nawet wcześniej w latach 70, 80-tych było może inaczej. Głód informacji o tym jak tam jest na zachodzie, był duży, względnie mała liczba osób, które dłużej przebywały za granicą była dobrym źródłem informacji. Teraz to się prze-żyło, tak jak się przeżył bazar w Słubicach i przeżyje się bazar na wschodniej granicy.

d) Aspekt gospodarczy

Geszefty zawsze dobrze jest robić. Kongres nie jest najlepszym forum do robienia geszeftow. Sympozja typu bizness i medycyna nadaja sie do tego o wiele lepiej. Za interesami jeździ się poza tym wtedy kiedy trzeba, a nie wtedy kiedy wypada termin kongresu.

e) Aspekt turystyczno- sentymentalny

Dla niektórych ważny. Kongres jest tylko podkładką, małym przystankiem na tle plano-wanej podróży po Polsce i po Europie. Bardzo miłe te Katowice, niech będzie też Pszczyna i zameczek i koncert. Ale tylko po to jechac z Australii? A nawet z Londynu? A ile razy robi sie taką sentymentalną podróż po Polsce na temat: pokażę dzieciom mój kraj. Raz, no może dwa. Ale nie co 3 czy 4 lata. Większość tych, którzy byli dlużej poza Polską swoje potrzeby sentymentalne w ciągu ostatnich 13 lat zaspokoiło.

f) Aspekt wzajemnego braterskiego miłowania

Mówiło się, że mało było lekarzy z Polski. Poza tymi, którzy lubią dyskutowac na internetowych lis-tach z kolegami spoza Polski, sposród polskich leka-rzy, pies z kulawa noga nie ma interesu spotykać się z nieznajomymi z zagranicy. Spotyka się ze znajo-mymi. Ale czy po to trzeba szumnej nazwy kongresu? Zakulisowo propaguję się następny kon-gres znowu w Częstochowie. Czyli spotykamy się wszyscy na mszy. Pewnie wystarczy.

A więc co było pozytywne? – spotkałem krótko tych, których znałem i było mi przyjemnie. Usłysza-łem niewątpliwie parę ciekawych wypowiedzi na te-maty filozoficzno- etyczno- organizacyjno-medycz-ne. Ot co. I przyjemnie byloby mi spotkać się jesz-cze raz z tymi ludźmi, porozmawiać, podyskutować. Ale czy musi to być Kongres? Czy nie należy zasta-nowić się może nad inną formułą spotkań? Aha – i te kiełbaski – też pozytywne doświadczenie. Nie wiedziałem, że można tyle zjeść. Zona kupuje tylko jedną parę wiedeńskich

J.Z. 9

Polska Misja Medyczna

(PMM) jest stowarzyszeniem służącym ludziom pozbawionym pomocy medycznej, a w szczególności ofiarom klęsk żywiołowych i konfliktów zbrojnych. Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna skupia:

 Lekarzy specjalistów wszystkich głównych specjalności medycznych,

 Pielęgniarki, pielęgniarzy i ratowników medycznych, oraz

 Innych przedstawicieli środowiska medycznego (rehabilitantów, analityków medycznych, psychologów, etc.).

Wszyscy oni uczestniczą w pracach stowarzyszenia jako wolontariusze.

Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna wyznaczyło sobie następujące cele działania:

 Dostarczanie specjalistycznej pomocy medycznej ofiarom wojen, kataklizmów i klęsk żywiołowych

 Podnoszenie kwalifikacji personelu medycznego w miejscach realizacji projektów

 Odbudowę systemu opieki zdrowotnej na obszarach wojen, kataklizmów i klęsk żywiołowych

 Zwiększanie prestiżu zawodowego lekarzy

 Zwiększanie integracji środowiska medycznego w Polsce

Polska Misja Medyczna powstała w kwietniu 1999 r. jako spontaniczna inicjatywa polskich lekarzy i strażaków, w odpowiedzi na katastrofę humanitarną, jaką spowodowały wybuch wojny w Kosowie i masowąa migracja ludności kosowskiej do sąsiadującej Albanii. Inicjatorami powstania Polskiej Misji Medycznej byli:

– Wydawnictwo Medycyna Praktyczna

– Państwowa Staż Pożarna

– Stowarzyszenie Lekarze Nadziei.

Od 1999 r. Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna zrealizowało następujące, główne projekty:

ALBANIA: KWIECIEŃ – SIERPIEŃ 1999r.

 Organizacja i prowadzenie szpitala polowego „jednego dnia” w obozie dla uchodźców z Kosowa w miejscowości Ndroq

 Organizacja i prowadzenie ambulatorium medycznego o następujących specjalnościach: internistyczne, pediatryczne, chirurgiczne, ortopedyczne i ginekologiczno-położnicze

 Organizacja i prowadzenie systemu całodobowego zabezpieczenia medycznego obozu dla uchodźców w Ndroq

 Zorganizowanie w ramach polskiego zespołu medycznego medycznych zespołów wyjazdowych, pracujących w sąsiednich obozach dla uchodźców w (Lac, Shingin, Leshe, etc.)

KOSOWO: SIERPIEŃ 1999 – LUTY 2001

 Organizacja i kierowanie systemem ratownictwa medycznego dla saperów rozminowujących zachodnie Kosowo

 Organizacja i prowadzenie ambulatoriów medycznych w Rastavicy, Decane i Babaloq (zachodnie Kosowo)

 Teoretyczne i praktyczne kształcenie z zakresu podstawowej opieki medycznej i ratownictwa medycznego dla miejscowych lekarzy i średniego personelu medycznego oraz saperów z Dan Church Aid.

10 11

RUMUNIA: OD LISTOPADA 1999

 Mobilne ambulatorium medyczne – konsultacje medyczne dla Polaków mieszkających w „polskich” wsiach na Bukowinie i w Bukareszcie

 Podstawowa opieka lekarska i profilaktyka medyczna dla dzieci z sierocińca Fundacji Pro Vita w Valea Plopului

 Program kształcenia wychowawców w/w sierocińca i studentów medycyny z polskich akademii medycznych w zakresie profilaktyki medycznej i podstawowej opieki lekarskiej nad dziećmi z sierocińca

MOŁDAWIA: LIPIEC 2001 – DO CHWILI OBECNEJ

 Mobilne ambulatorium medyczne – konsultacje medyczne dla Polaków mieszkających w Mołdawii

 Utworzenie polskiej biblioteki medycznej dla polskich lekarzy w Mołdawii

Projekt realizowany we współpracy z wydawnictwem „Medycyna Praktyczna” i Polskim Stowarzyszeniem Medycznym (stowarzyszenie skupiające lekarzy polskiego pochodzenia, zamieszkałych w Mołdawii).

AFGANISTAN: lipiec 2002 – do chwili obecnej

Polska Misja Medyczna we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych RP realizuje projekt z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, utworzenia izb porodowych dla kobiet – uchodźców z Afganistanu na pograniczu afgańsko – pakistańskim, pomiędzy Kandaharem i Quettą. Zgodnie z projektem, w jedynych pięciu ośrodkach medycznych na obszarze realizacji projektu utworzono i wyposażono profesjonalne izby porodowe. Projekt obejmuje również szkolenie personelu izb porodowych oraz kobiet afgańskich, które w przyszłości będą pracować jako akuszerki lub położne.

Projekt jest realizowany we współpracy z Biurem Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR), organizacją PLAN, American Rescue Committee, organizacją Jam-e-Shafa oraz rządem afgańskim.

Ponadto Polska Misja Medyczna uczestniczyła w następujących działaniach ratowniczych:

1. Trzęsienie ziemi w Turcji – sierpień 1999

2. Powódź w Rumunii i na Węgrzech – kwiecień 2000

3. Trzęsienie ziemi w Indiach – styczeń 2001

4. Powódź na Ukrainie – marzec 2001

5. Powódź na południu Polski – lipiec/ sierpień 2001

6. Powódź na południu Europy (Czechy, Niemcy) – sierpień/wrzesień 2002 (we współpracy m.in. z Działem Polonijnym Senatu RP).

IRAK 2003

Obecnie Polska Misja Medyczna pragnie włączyć się w działania mające na celu niesienie pomocy humanitarnej ludności poszkodowanej podczas wojny w Iraku. Nasz projekt obejmuje utworzenie i prowadzenie mobilnego szpitala polowego na terenie Iraku, na zasadzie „Adopt the hospital”, w miejscu gdzie lokalny szpital nie funkcjonuje lub jego działalność jest ograniczona. Wyposażenie szpitala zostało w całości sfinansowane ze środków przekazanych przez Radę Ministrów RP. Szpital rozpocznie działalność w lipcu 2003 roku. Placówka będzie mogła zapewnić opiekę medyczną populacji około 20 tysięcy osób. Polski szpital powstanie prawdopodobnie na obszarze polskiej strefy stabilizacyjnej w Iraku.

Zgodnie z projektem, w szpitalu o profilu urazowym będą działać również ambulatoria internistyczne, pediatryczne i ginekologiczno-położnicze, a także pracownia diagnostyki obrazowej (RTG i USG) 12

oraz laboratorium diagnostyczne. Zespół medyczny szpitala będzie udzielać całodobowej kompleksowej pomocy medycznej, obejmującej konsultacje lekarskie, diagnostykę obrazową i laboratoryjną oraz leczenie; chorzy otrzymają bezpłatne leki. Przeprowadzane będą zabiegi, począwszy od podstawowych zabiegów ambulatoryjnych po zabiegi operacyjne ratujące życie.

Obsługę szpitala zapewni 20-osobowy zespół medyczny – polscy lekarze podstawowych specjalności, ratownicy medyczni i pielęgniarki. Zespół działający w ramach wolontariatu będzie wymieniany po miesiącu pracy.

Głównym celem Polskiej Misji Medycznej, w czasie prowadzenia polskiego szpitala w Iraku, będzie zapewnienie opieki medycznej tym, którzy zostali najbardziej dotknięci przez pogarszające się warunki życia i zniszczony system ochrony zdrowia, a także wsparcie i pomoc przy odbudowie systemu opieki zdrowotnej w Iraku. Zespół medyczny PMM będzie współpracować z lokalną służbą zdrowia, miejscowymi i międzynarodowymi organizacjami pozarządowymi oraz innymi służbami udzielającymi pomocy ofiarom wojny. Po zakończeniu działalności w Iraku, nadwyżki sprzętu medycznego i leków zostaną przekazane lokalnym ośrodkom medycznym.

Polska Misja Medyczna poszukuje wolontariuszy: anestezjologów, chirurgów ogólnych, chirurgów – ortopedów, pediatrów, internistów, pielęgniarek anestezjologicznych i ratowników medycznych oraz osób do obsługi technicznej.

Polska Misja Medyczna apeluje również o pomoc w gromadzeniu funduszy, które umożliwiłyby wysłanie do Iraku zespołu medycznego i prowadzenie szpitala.

Osoby, które chciałyby przekazać środki finansowe na ten cel, proszone są o wpłacanie pieniędzy na konto:

Bank Pekao S.A. III O/Kraków filia 8 ul. Krakowska 46, 31-066 Kraków Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna nr 10701193-459811-2221-0100 z dopiskiem „Irak”

Apelujemy również do firm i hurtowni farmaceutycznych o przekazywanie nam leków z następujących grup: antybiotyki, leki przeciwbólowe, leki kardiologiczne, pulmonologiczne, gastroenterologiczne, przeciwcukrzycowe, środki i materiały opatrunkowe.

KONTAKT:

Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna, ul. Rejtana 2, 30-510 Kraków

tel. (+48 12) 293 40 50 fax (+48 12) 293 40 55 mobile: (+48) 608 686 600

e-mail: pmm@mp.pl

www.pmm.org.pl

Informacja o konferencji w Grodnie

Szanowni Państwo,

W imieniu Komitetu Organizacyjnego zapraszamy do udziału w Miedzynarodowej interdyscyplinarnej konferencji naukowej „Wychowanie fizyczne i współczesne problemy ochrony i kształcenia zdrowia młodzieży”, poświeconej 10-leciu Katedry Medycyny Sportoweji Rehabilitacji Uniwersytetu Grodzieńskiego, która odbędzie się w Grodnie 16-18 października 2003 roku. 13

Prosimy o nadesłanie referatów w języku polskim, lub angielskim, lub rosyjskim do 5 września 2003. Materiały konferencji planujemy wydrukować do 16 października 2003 roku i wręczyć Wam przy rejestracji.

GLOWNE TEMATY KONFERENCJI

1. Wychowanie fizyczne w kształceniu zdrowego stylu życia (Teoretyczne i praktyczne problemy). 2. Psychofizjologiczne aspekty wychowania fizycznego i problemy zdrowotne mlodzieży (żywienie, aktywność ruchowa, promocja zdrowia). 3. Problemy przygotowania sportowców w warunkach wyższej uczelni. 4. Kontrola i samokontrola poziomu stanu zdrowia. 5. Perspektywy wychowania fizycznego studentów. 6. Zdrowie socjalne.

Varia.

Zgłoszenie udziału w Konferencji

Dla uczestnictwa w Konferencji jest niezbędne zarejestrowanie się na stronie Konferencji www.grsu.by/health i wyslanie zgłoszenia pocztą elektroniczną pod adresem shpakov@grsu.by w nieprzekraczalnym terminie do 30.07.03. Streszczenia można wysłać na sajt Konferencji (do 05.09.03) Program i zaproszenie będą przygotowane po 15 września. Materiały konferencji planujemy wydrukować do 16 października 2003 roku i wręczyć przy rejestracji. Prace nadesłane w terminie zostaną wydane drukiem w formie publikacji książkowej. Referat powinien zawierać 2-3 strony tekstu oraz nastepujące informacje:

 tytuł pracy

 nazwisko autorów (z podkreśleniem nazwiska i imienia osoby prezentującej pracę)

 nazwę i adres ośrodka naukowego

 główny tekst (cel pracy, krótka metodyka badań, wyniki i wnioski)

Adres Komitetu Organizacyjnego Konferencji: Dr Andrzej Szpakow Uniwersytet Grodzieński Katedra Medycyny Sportowej ul. E. Orzeszkowej 22 230023 Grodno Białoruś tel. 375-152-75-46-01; 375-152-754908 fax 375-152- 75-33-85; e-mail shpakov@grsu.by Serdecznie zapraszam Andrzej Szpakow

REALIZM SOCIALISTYCZNY

Piotr Konopka

Kontynuając moje własne „obchody” 50-cio lecia śmierci znanego nam J.Stalina, tym razem „zaha-czylem” o temat kulturalny. W tym okresie obowią-zywał jedyny styl w sztuce i literaturze zwany soc-realizmem. Doktryna ta opracowana przez wielkie-go „myśliciela” sowieckiego NKWD, A.Zdanowa doprowadziła do pełnego rozkwitu kultury w Polsce w latach 1947-1956. Studiowaliśmy w liceum, mię-dzy innymi, tak znakomite dzieła jak: „N°16 produ-kuje” J.Wilczka, „Jak hartowała się stal” N.Ostrow-skiego czy niezapomniane „Traktory zdobędą wios-nę” niejakiego W. Zaleskiego. Za czytanie Franza Kafki czy Bruno Schultza można było czasami tra-fić do więzienia, a na pewno być wyrzuconym ze szkoły.

Ta krótka historia, całkowicie autentyczna, dzieje się w 1951 roku, gdy oszalały Stalin już prawdopo-dobnie nigdy nie trzeźwiał (polecam „Pamiętniki de Gaulle’a” w których opisuje surrealistyczną scenę orgii pijackiej Stalina w czasie oficalnego przyjęcia delegacji francuskiej w Moskwie w 1945 r.). Slepa represja dotyczyła wszystkich dziedzin życia. Wie-szano masowo byłych przywódców komunistycz-nych i zamykano do więzienia lekarzy.

Mój przyjaciel Jurek W. również padł, niechcący, ofiarą tego absurdalnego systemu. Z Jurkiem W. by-liśmy w wielkiej przyjaźni. W klasie maturalnej siedzieliśmy w jednej ławce, pomagając sobie nawza-jem. Razem również przygotowywaliśmy maturę. Muszę powiedzieć, że bardzo Jurka lubiłem i szano-wałem, za jego spokój, opanowanie jak też za jego niesamowite zdolności. Jurek byl geniuszem w sztukach plastycznych, a zwłaszcza w rzeźbiarstwie. Całe nasze piękne Liceum (obecnie T.Kościusz-ki) w Lodzi bylo pełne jego rzeźb, które ponoć są tam do dzisiaj. Profesorowie go uwielbiali; czekała go z pewnością „wielka” przyszlość. To też z dużą dozą toleracji przyjmowano jego słabe wyniki w matematyce czy w fizyce. Po co go męczyć, przecież czekała go kariera artystyczna: po maturze sław-na Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Lodzi, a potem przyszłość, usiana zaszczytami, zdolnego ar-tysty. Gdyby mogli wtedy przewidzieć jak strasznie sie mylą.

Do matury przygotowywaliśmy się w dużym ogrodzie otaczającym nasz dom, gdyż czerwiec 1951 był bardzo słoneczny. Nie byliśmy „orlami” tak, że z niepokojem oczekiwaliśmy na wyniki egzaminów i odetchneliśmy z ulgą, gdy zostały ogłoszone. Zdaliśmy maturę.. z trudem, ale zdaliśmy. Zaraz też zaczęliśmy się przygotowywać do egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie: on do Szkoły Plastycz-nej, a ja na medycynę. Jurek mimo swoich talentów też musiał się przygotowywać z przedmiotów teo-retycznych no i oczywiście z najważniejszego przedmiotu: teorii marksizmu-leninizmu, bez którego żadne studia wyższe nie byly możliwe.

Dokładnie w tym momencie, wybuchła „afera”, która wprawiła w osłupienie całe środowisko artys-tyczne w Lodzi i unicestwiła wszelkie plany życiowe mojego przyjaciela.

Zapomniałem powiedzieć, że talenty Jurka były dziedziczne; w jego rodzinie było sporo znanych ar-tystów. Między innymi jego stryj, znany i szanowany malarz, był w tym okresie Rektorem Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Lodzi.

Właśnie w lipcu 1951 została otwarta z wielką „pompą” wystawa jego obrazów w znanym w Lodzi Klubie Plastyka. Po uroczystej inauguracji, nagle…..ogromny skandal wstrząsnął miastem jak trzęsie-nie ziemi: w jednym z obrazów prezentującym stado krów, jedna z krów była namalowana w kolorze…..fioletowym.

14

W tym okresie surowego realizmu socjalistycznego, każde odstępstwo od norm socialistycznych było uważane za zdradę stanu. To też „swiętokradztwo” malarza nie mogło ujść bezkarnie; CZY KTOS WI-DZIAL KIEDYS FIOLETOWE KROWY? Partia komunistyczna i posłuszna lokalna prasa „rzuciły się” na biednego artystę z rzadką brutalnością. Faktem jest, że bronił się w sposób mało przekonywu-jący: mowił coś „o przejściowym niewytłumaczalnym oszołomieniu, być może pod wplywem alkoho-lu”itd. Tłumaczenia te nikogo nie przekonały; było ewidentne, że mamy do czynienia z autentycznym wrogiem klasowym, który w dodatku w sposób zamaskowany wślizgnął się na wysokie stanowisko w hierarchii uczelni. Powierzono wychowanie naszej elity artystycznej człowiekowi, który zdradził zaufa-nie partii i wzorował się na zwyrodniałej sztuce kapi-talistycznej. Kara była na miarę „zbrodni”; nikogo nie zdziwiło, że został wyrzucony z partii, jak też ze stanowiska rektora i profesora w Szkole Plastycznej. Mógł się uważać za szczęśliwego, że nie trafił do więzienia. W tych czasach Stalin i jego zbiry nie mie-li skłonności do żartów. Wystawa obrazow została, słusznie, natychmiast przerwana. Dla Jurka był to „grom z jasnego nieba”….koniec wszystkich jego marzeń. Całe miasto wiedziało, że jest bratankiem nieszczęsnego malarza (mieli to samo nazwisko). Dokumenty zlożone w Szkole Plastycznej zostały mu odesłane, tak że nawet nie mógł przystąpić do egzaminu wstępnego. Dano mu również do zrozu-mienia, że nie ma sensu, aby składał papiery do szkoły plastycznej w innym mieście, gdyż nie zostanie przyjęty; normalne…z taką przeszłością.

Jurek stracił cały rok uniwersytecki i w następnym roku, za moją namową, złożył dokumenty na wy-dział leśnictwa do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Ponieważ do egzaminów była potrzeb-na matematyka i fizyka, dostał się dopiero w 1953-im roku, przy drugim „podejściu”. Kilka lat później skończył ten wydział i został inżynierem leśnictwa. Po 1956 roku mimo, że stalinizm nie zniknął, ży-cie w Polsce zrobiło się mniej absurdalne; fioletowa krowa stryja nie była już główną przeszkodą w karierze Jurka i po kilku latach został mianowany nadleśniczym w okolicach Piły.

Odwiedziłem go tylko jeden raz, kilka lat później. Zyl z żoną i dwojgiem dzieci w przepięknym drew-nianym domu otoczonym lasami. Wszystko co go otaczało było wyrzeźbione: ogrodzenia, ściany, drzwi. Jednym słowem wszystko co było z drzewa. Cała rodzina rzeźbila lub malowała i wydawali się szczęśliwi. Mam nadzieję, że dzisiaj ten przepiękny dom został zamieniony w muzeum.

Osiągnięcia w badaniach nad Polonią i Emigracją

Z wielką satysfakcją informuję, że Kapituła Nagrody „Za Osiągnięcia w Badaniach nad Polonią i Emigracją” usytuowana przy Światowej Radzie Badań nad Polonią, postanowiła przyznać nagrodę w kategorii bibliografie i informatory opublikowane w latach 2000-2002, za pracę „Polsko-niemiecki leksykon biograficzny. Ludzie polskiej książki i prasy w Niemczech ( koniec XX w.)” (Opole2001) w opracowaniu Marii Kalczyńskiej pracownika naukowego Zakładu Badań Historycznych i Niemcoznawczych – Państwowego Instytutu Naukowego – Instytutu Śląskiego w Opolu i Instytutu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Wręczenie statuetki nastąpiło 11.06.2003 r. w trakcie Międzynarodowych Targów w Poznaniu.

Nagroda jest równocześnie wyróżnieniem dla całego polskojęzycznego środowiska literacko – dziennikarsko – wydawniczego w Niemczech. Maria Kalczyńska pragnie podziękować tym, którzy przyczynili się do powstania Leksykonu i równocześnie poinformować o kolejnych pracach, które są przygotowywane, a stanowią kontynuację projektu związanego z dokumentowaniem polskojęzycznych działań medialno – literacko – wydawniczych.

Obecnie w wydaniu znajdują się:

„Prasowe Polonica niemieckie. Ostatnie dwudziestolecie” z dodatkiem biograficzno-bibliograficznym

„Polsko – niemiecki leksykon biograficzny” edycja II

15

Równocześnie informuję, że „Leksykon…” jest do nabycia drogą wysyłkową w cenie 15 Euro (łącznie z kosztami przesyłki). Środki ze sprzedaży „Leksykonu przeznaczone są na kolejne prace wydawnicze.

Zamówienia przyjmuje: Leonard Paschek, Langenbergerstr. 480, 45277 Essen, tel. 0201/589949, e-mail: Leonard.p@interia.pl . Maria@atol.com.pl

Wiadomosci z Waszyngtonu

03-Maja-2003 Polish American Health Association (PAHA), Washington, DC, USA, zorganizował bal na cele dobroczynne. Bal cieszył się dużym powodzeniem wśród członków i sympatyków.

– Edwarda M. Buda-Okreglak, Prezes

PS: Gratulujemy wszystkim członkom nowego zarządu Federacji.

Od lewej: Dr. Pawel Muranski, Dr. Anna Baraniecka, Dr. Edwarda Buda-Okreglak, Dr. Elzbieta Marchut-Michalski, Dr. Ryszard Michalski.

Redakcja Biuletynu:

A. Kłobukowski (Redaktor),

J. Bodziony, F. Forycki, J. Kasina, P. Konopka (Komitet Redakcyjny)

Adres redakcji Biuletynu:

A.Klobukowski@t-online.de

Andrzej Kłobukowski

Karl-Marx-Strasse 139d, 15831 Grossziethen

Bundesrepublik Deutschland

16

Reklama