T12182113011_20180511

Ze smutkiem dowiadujemy się, że Prof.Łukasz KULCZYCKI, wybitny pediatra i zasłużony działacz Polonii medycznej, zmarł 4 maja 2018r. w Waszyngtonie w wieku 106 lat. W latach 1990-1992 Prof. Lukaszz KULCZYCKI byl pierwszym prezesem nowozałożonego stowarzyszenia Polish American Health Association (PAHA), aktywnego członka naszej Federacji.
Cześć jego pamięci (PK)

Poniżej publikujemy dwa pierwsze maile związane z jego śmiercią, od Dr Bronilawy Siwickiej i Dr Teresy Spychalskiej-Mauritch, jak też obszerny list Dr Kazimierza Nowaka.
Dołączamy również otrzymany niedawno post Prof.Marka Rudnickiego.
Obszerny artykuł nekrologiczny poswięcony Prof.Kulczyckiemu ukazał się w Washington Post z dnia 12 maja 2018

AMOPF0046Prof. Łukasz KULCZYCKI otoczony przez: Ewa Teslar, Krzysztof Murawski, Jozef Mazurek, Marek Gawrysz

Drodzy Przyjaciele,
Dotarła do nas smutna wiadomość, że 4 maja odszedł na zawsze prof.Lukasz Kulczycki- Wielki Lekarz – naukowiec i Przyjaciel, którego poznaliśmy jako aktywnego uczestnika Kongresów Polonijnych, oraz dwukrotnie odwiedzał Wilno i był gościem Polskiego Stowarzyszenia na Litwie. Pozostawił bardzo miłe wspomnienia, które na zawsze pozostaną w sercach tych, którzy Go poznali.
Ze smutkiem

Bronislawa Siwicka.

Kochana Broniu, kochani Przyjaciele
Z ogromnym smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci naszego Kolegi i Przyjaciela Prof. Dr med Łukasza Kulczyckiego . Spotykaliśmy sie z Łukaszem na Wschodzie i na Zachodzie, we Lwowie i w Wilnie, w Warszawie i w Washingtonie. Brał czynny udział i pomagał w Spotkaniach, Zjazdach i Kongresach ,m.in tych organizowanych przez Polonię na dawnych Kresach Rzeczpospolitej . Miał wielkie polskie serce i polska duszę .. Kochał naszą Galicje . To jego przodkowie zakładali po zwycięstwie nad Turkami pierwsze „ pijalnie” kawy w Wiedniu !
Był znakomitym lekarzem pediatrą, którego zasługi w leczeniu i diagnostyce Mukowiscidozy znane były na międzynarodowym Forum.
Niezapomniany jako wielki Humanista i kochany, dobry Kolega! Zawsze niezwykle skromny , pozytywnie optymistyczny , sprawiał nam wszystkim wiele radości noworocznymi Listami, w których podsumowywał dla rodziny i przyjaciol miniony rok…W ostatnich paru latach , które spędził w Domu Opieki w Washingtonie , zrobiło sie ciszej wokół Niego .
Swoim odejściem pozostawi w naszych sercach głęboka lukę i wielki żal !
Cześć Jego pamięci !
R i P
Teresa Dr.med Teresa W. Spychalska-Mauritsch
Fachärztin für Innere Medizin

Otrzymalismy również wspomnienia Prof.Marka Rudnickiego dotyczace jego kontaktów i współpracy z Prof.Kulczyckim. Jest to ciekawe uzupełnienie wspomnień Dr K. Nowaka (patrz ponizej).

Dziękuję, Kazimierzu, za piękne słowa i wspomnienie o Profesorze Łukaszu Kulczyckim i odkrycie wielu nieznanych szerzej kart z życia Profesora. Choć trudno więcej pisac, ja też chciałbym dołozyć „cegiełkę” od siebie.

Zmarł Człowiek Opoka. To był przez lata jeden z najmocniejszych filarów całej Polonii Medycznej.
Poznałem go chyba w połowie lat 90-tych. I chociaż zbyt wiele o tym nie mówiłem, to mieliśmy jakiś taki dość szczególny stosunek do siebie.  Otrzymywałem co jakiś czas duży pakiet listowy, w którym Profesor dzielił sie ze mną swoimi ręcznie pisanymi, na wielu stronach, odczuciami odnośnie sytuacji w Polonii Medycznej, problemami które widzial z perspektywy swojego doświadczenia, wskazywał na możliwe kierunki działania. Ostatnie chyba listy dostałem wiele lat temu. Ponieważ nie uzywał internetu, odpowiadałem telefonicznie.  Mieliśmy wtedy długie rozmowy o problemach Polonii, tej ogólnej i tej medycznej, o relacjach między Krajem a nami, etc.  Ostatnie lata (chyba 7-8)  w sposób naturalny ograniczyły ten kontakt, chociaż rozmawiałem z Nim juz w czasie Jego pobytu w ostatnim miejscu zamieszkania.  Wyrażał też zawsze wiele troski o PAHA (Washington), która zakladal i którą bardzo bacznie obserwował.
Spotkaliśmy się kilkakrotnie, głównie podczas Kongresów Polonii Medycznej, wydaje mi sie ostatni raz w 2006 roku w Częstochowie (nie jestem jednak pewien).
To był Wielki Człowiek, wizjoner obserwujący życie Polonii, pełen troski o Ojczyznę i rozwój relacji między Krajem a osobami mieszkającymi poza granicami Polski.
Złożyłem prosbę do Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej o upamiętnienie Profesora Łukasza Kulczyckiego podczas zblizającego się Zjazdu Lekarzy w Polsce (koniec przyszłego tygodnia).
 Cześć Jego Pamięci, a amerykanska ziemia niech Mu lekka będzie.
 Pozdrawiam,
Marek Rudnicki
Poniżej list Dr Kazimierza Nowaka
Drodzy Koleżanki i Koledzy,
Z naturalnym smutkiem i falą prawie osobistych refleksji czytałem wpis Broni Siwickiej  iformującej o śmierci naszego Przyjaciela, prof Łukasza Kulczyckiego. Od kilkunastu miesięcy nie odpowiadał On na próby kontaktu, a środowisko akademickie Edynburga związane z tradycją Polskiego Wydzialu Lekarskiego tamże, juz od dawna straciło nadzieję na zwykle tak aktywny z Nim kontakt.
Teraz sie wszystko wyjasniło – i to jakże smutno, a i przewidywalnie.
To co ponizej piszę, niech będzie wyrazem hołdu dla Jego pamięci a i wdziecznosci – choc komponowane tylko z fragmentow wspomnien i spontanicznie.
Lukasza Kulczyckiego poznalem niewiarygodnie dawno temu bo na poczatku 1969 roku. Grupa stypendystow Fulbrighta sciagniieta z calych Stanow, zaproszona zostala do Waszyngtonu, gdzie juz kontakty czysto polskie zyczliwie skierowaly mnie do Geogetown University – „musisz poznac Dr.Kulczyckiego”. Tam zostalem Mu przedstawiony w Jego ambulatorium, konsultujacego swoich pacjentow z „cystic fibrosis” (chyba mukowiscydoza w polskim jezyku medycznym). Spokojny, mily pan w srednim wieku, o  ujmujacej osobowosci i naturalnej skromnosci a rownoczesnie emanuacy ogromna wiedza – pisze to , bowiem przez nastepne prawie 50 lat Lukasz nic sie nie zmienil, lacznie z tym „srednim wiekiem”, co zapewne potwierdza ci ktorych przywilejem byla blizsza znajomosc z Prof. Kulczyckim przez rownie wiele lat.
Po owym przedstawieniu wiosna 1969 , nastala dluga przerwa az w maju 1991 roku w czasie uroczystosci  50  – cio lecia powstania Polskiego Wydzialu Lekarskiego Uniwersytetu w edynburdgu, ktos z grona chyba 80 absolwentow Wydzialu obecnych  tamze, podprowadzil mnie do Niego z slowami – „musisz poznac Prof.Kulczyckiego ” . Lukasz nic sie przez te lata nie zmienil ! Nie sadze by mne pamiel, ja naturalnie pamietalem nasze pierwsze spotkanie dokonale.
W Edynburgu byla cudowna atmosfera,  wrecz namacalna aura historycznego dokonania, a przewodniczyl temu charyzmatyczny dawny profesor Lukasza doc..Wiktor Tomaszewski – wszyscy mieszkalismy w polskim hotelu „Adria”, wiec „nocnych Polakow rozmow” nie bylo konca. Lukasz ktory lubil zywy kontakt miedzyludzki a wiec i kongresy i zjazdy, pewnego  wieczora z autorytatywnym przekonaniem perorowal cos grupce  starszych kolegow. Dobiegly do mnie slowa – „nastepny kongres oganizuje Nowak za 3 lata w Londynie”. Dyskretnie dolaczylem do tej grupki abym i ja mogl sie czegos dowiedziec.No tak – co doslyszalem bylo powiedziane no i jak to podpowiedziano, za 3 lata odbyl sie kongres w Londynie.
Nim wszakoz do tego doszlo, juz w kilka dni po Zjazdzie w Edynburgu, spotkalismy sie w Czestochowie w czasie I Kongresu Polonii Medycznej Swiata. Mieszkalismy wtedy  w sasiadujacych pokojach w hotelu „Patria”, a w czasie samej uroczystosci otwarcia Kongresu, siedzialem gdzies w srodkowych rzedach tuz obok Prof. Kulczyckiego ktory wtajemniczal mnie w zawilosci zycia zorganizowanej spolecznosci medycznej w Waszyngtonie. Warto tu moze przypomniec ze Lukasz byl pierwszym prezesem, a nawet zalozycielem PAHA (Polish American Health Association).
Po owym I Kongresie w Czestochowie rozpoczal sie frenetyczny wrecz okres w relacjach miedzy polskim srodowiskiem medycznym w Kraju, a czesto zdezorientowanym i rozproszonym srodowiskiem polonii medycznej.
Lukasz byl czasem wciagany w debaty, jego pozycja i autorytet prawie to nakazywaly. Czesto jedzil w tym okresie do Polski i mimo niezrozumialych czasem zawiklan organicacyjnych Jego lojalnosc i podporzadkowanie dobru polskiemu zawsze warunkowaly ksztalt wizji. Chyba w 1992 roku gdy zlecono mi opracowania koncepcji „Centrum Polonia Medyczna Swiata” majaca byc proba zcalenia potencjalu emigracji medycznej i oddanie jej na potrzeby medycyny w Kraju, czekajac na spodziewane wspol-autorstwo, zaczalem miec i swoje niepewnosci i wahania choc natury czysto pragmatycznej. Lukasz przejezdzl wtedy przez Londyn i w rozmowie telefonicznej oswiadczyl mi krotko i w stylu prawie nie do nasladowania – ” Ja teraz jade do Polski, a ty pisz! Jak wroce za  3 tygodnie – ma byc napisane !”. I zostalo napisane- dziekuje Ci Lukasz !.
Mysle jednak, ze niezaleznie od zakresu zaangazowan polskich,  jego serce i mysli byly zawsze glownie z  „Edynburgiem”. Nie wszyscy moze wiele wiedza o tym unikalnym wydarzeniu kulturowym jakim byl Polski Wydzial Lekarski przy Uniwersytecie w Edynburgu 1941 – 1949, ale fenomen ten pozostawil niezatarte mam nadzieje znamie godnosci w relacjach polsko – szkockich i w ogole w annalach uczciwosci relacji miedzyludzkich. Sposrod 228 jego historycznych juz absolwentow, Lukasz byl jednym z najbardiej wybitnych i znanych. Drugim blisko mi znanym byl przyjaciel Lukasza, prof. Henryk Urich neuropatolog z Londynu, a danym mi bylo poznac kilkudziesieciu, bo przez rodzaj pewnej aktywnosci, a rowniez „wprowadzania” przed Doc.  Tomaszewskiego i wlasnie Lukasza – owa brac edynburska jakos mnie zaadoptowala i przyjela do swego grona. Stad stosunkowo czeste wspolne spotkania (glownie Edynburg, rowniez, Poznan, Londyn  na ktorych  przybywajacy zza Oceanu Lukasz byl zawsze obecny. Przyjazn Lukasza z Prof Urichem, ktory Go czasem w Waszyngtonie odwiedzal (a Henryk jezdzil do Ameryki 10-11 razy rocznie ! – osobna historia) czasem nosila aspekty krotochwilnej przekory – otoz ci dwaj wybitni przedstawiciele nauki i gwazdy na firmanencie „fenomenu Edynburga” dysputowali ktory jest tu seniorem a ktory juniorem – a mieli juz obaj po ponad 90 lat. W istocie Henryk Urich ktory zmarl ponad 2 lata temu w wieku 99 lat, byl tu juniiorem, bowiem od 5 lat mlodszy od Lukasza.
Powracajac do Zjazdu w Londynie, ktory to Lukasz „nakazal” 3 lata przed tem, to uroczystosc Zlotego Jubileuszu Polish Medical Association pod krolewskim patronatem nastepncy tronu brytyjskiego Karola,Ksiecia Walii, istotnie odbyla sie  z wielkim splendorem grupujac prawie 500 uczestnikow- przedstawicieli polskiej medycynyz Kaju i  Emigracji. Prof Kulczycki byl jedna z najbardziej respektowanych osobistisci – pieknie przemawial w czasie uroczystosci otwarcia w XI wiecznym Guildhallu, potem mial swoj formalny referat, a w czasie wystapienia na zamkniecie Kongresu, poinformowal audytorium ze zostalem wlasnie zaproszony na 52 Zjazd Polskiego Towarzystwa Naukowego w Ameryce– The Polish Institute of Arts and Sciences  of America (PIASA) z wykladem pt „Materia Medica Polona – past, present and future prospects”. Co prawda Lukasz cos mi o tym przedtem wspominal, nawet powiedzial ze tytul sam sa mnie wymysli – ale szczegolow dowiadywalem sie teraz  W efekcie- rzeczywiscia pojechalem mowilem, nawet mialem okazje po raz pierwszy przedstawic Federacje. Lukasz odebral mnie na lotnisku, cierpliwie i troskliwie goscil w swoim domu w Arlington, organizowal rozne przed-federacyjne spotkania bowiem glownym zamierzeniem mojego wyjazdu do Stanow w czewcu 1994 bylo przedstawienie Federacji zwiazkom w Waszyngtonie i w Chicago – gdzie pojechalem na zaproszenie Jozka Mazurka.
W czasie tego drugiego juz w Waszyngtonie (potem bylo trzecie) spotkania z Prof Kulczyckim, Lukasz emanowal aktywnoscia organizacyjna, towarzyska, po prostu roztaczal aure przyjazni i zaufania. Wtedy tez dzieki Niemu poznalem prof H. Koprowskiego i Dr.W. Rostafinskiego (fizyk, NASA, wazny kontakt Edynburg- Jurasz).
Przez kolejne ponad 20 lat mielismy regularne spotkania w Edynburgu – zawsze przy splendorze zaangazowania Uniwersytetu, najwyzszych wladz miejskich, politykow, nawet czlonkow brytyjskiej Rodziny Krolewskiej, a rowniez obecnosci przedstawicieli medycyny w Kraju – glownie Poznan. Prof. Kulczycki i Prof Urich byli zawsze „gwiazdami”  owych spotkan. Unikalnosc „fenomenu Edynburga” zawsze naturalnie nadawala profilu i tresci, ale mowiono tez o medycynie dzisiaj i przyszlossci, przewijala sie i Federacja.
Chyba w 2002 r ( a moze troche pozniej) tym razem spotkalismy sie w Poznaniu na uroczystosciach inauguracji roku akademickiego.Lukasz mial tam piekny wyklad inauguracyjny, a Henryk Urich krotsze wystapienie tuz po Nim.
W czasie malej, ale formalnej konferencji z udzialem naturalnie wladz uniwersytetu, owczesny Rektor prof. Leon Drobnik wyrazal koniecznosc poszukiwania skuteczniejszych drog w relacjach medycznych Emigracja – Kraj. Wtedy to nasza „trojka”, w wiec prof Kulczycki, prof Urich i ja nizej podpisany, konsekwentnie wskazywalismy na logike zaangazowania z Federacja jako naturalnym tutaj posrednikiem. Wszystko to pieknie fotografowal siedzacy po drugiej stronie stolu przybyly z Warszawy Sekretarz NIL Krzysztof Makuch ( tak – ten w goralskim stroju z 3 majowego przekazu na liscie .F sprzed kilka dni). Wtedy to mialem przyjemnosc poznac Krzysia po raz pierwszy – szkoda ze jego kamera nie mogla wtedy nagrywac rowniez glosow, bo jak pamietam ta czesc obrad bardzo go zainteresowala.
W czasie formalnej kolacji tego samego wieczoru Krzysztof Makuch mial swoje bardzo cieple wystapienie, gdzie wspomnial o unikalnosci swojego spotkania ” z wyjatkowym czlowiekiem” – L.Kulczyckim ktorego chyba kiedys podwozil do Warszawy samochodem i stad rozpoczela sie ich blizsza znajomsc, owocujaca przyjaznia. Lukasz odpowiadajac rownież publicznie i z lekkoscia swojego poczucia humoru a i ciagle przewijajaca sie nitka inicjowania zblizen miedzy-ludzkich, upomnial mnie abym wreszcie przyjechal ponownie do Waszyngtonu i zabral swoj zapomniany pedzel do golenia bo mu zabiera cenne miejsce w lazience.
Bylo rowniez tzw. „robocze” spotkanie „edynburskie” w Toronto, ale Lukasz choc pierwotnie oferowal swoj Waszyngton jako miejsce spotkania, nie mogl nan przybyc z powodow zdrowotnych.
Mielismy za to kilka spotkan w samym Edynburgu i juz czysto prywatne spotkania w Londynie gdzie Lukasz czasem bywal.
Zawsze byl jednak kontakt glownie telefoniczny, czesto wynikajacy z moich juz „rytualnych” co-miesiecznych obiadow z Prof Urichem, ktory potem juz w Waszyngtonie osobiscie rozwijal tematy z Lukaszzem.
Kiedy z okazji Jego 100 urodzin telefonowalem z zyczeniami, byl „przyjacielsko – gniewny” –  powiedzial  „coz to takiego – rocznica jak kazda inna”. I znowu pewnie  mial racje..
Kilka lat temu mial powazniejsza operacje, ale byl bardzo prywatny w rozmowach zblizajacych sie do tego tematu i to szanowalismy oferujac swoja naturalna dyskrecje. Potem przeniosl sie juz do domu opieki – co naturalnie w niczym nie oslabilo kontaktu telefonicznego. Kontakt ten dla Jego przyjaciol byl zawsze wazny, ale mysle ze i dla Niego w pewnej mierze rowniez. Zawsze na pozostawione „messages” odpowiadal z chwila powrotu do swojego mieszkania, a wychodzil chyba czesto, bo przez dlugi czas nalegal aby sam robic swojej zakupy zywnosciowe.
Potem – juz wielo, wielo miesieczna cisza.
Lukasz, nasz Przyjaciel –   byl czlowiekiem, autentycznej i tworczej aktywnosci akademickiej, organizacyjnej, niewatpliwej lojalnosci i przywiazania dla Ojczyzny i mimo czestych pozorow, czlowiem bardzo prywatnym, skromnym, czesto moze i zamknietym w prywatnej samotnosci.
Jego wizja, czasem „niepraktyczne”, ale jakze realne pomysly stanowiace potem kamien wegielny dzialan dla innych, naturalne, „przyziemne” wspoluczestnictwo trwania w rzeczywistosci i wreszcie zwykle ludzkie cieplo i uczciwosc, czynily z Niego czlowieka unikalnego i doprawdy przywilejem bylo wspoldzielenie z Nim czaesci drogi zyciowej.
Jestem przekonany ze wiekszosc ktorej danym bylo Go znac, lacza sie rowniez w poczuciu wdziecznosci.
Czesc Jego pamieci.
Odpoczywaj w spokoju.
Kazimierz Nowak (Londyn)